Wciąż brak przesłanek poważnej poprawy

0
Marek Zuber
REKLAMA

Ostatnie informacje o nastrojach przedsiębiorców pokazują, że odbicie polskiej gospodarki może się opóźnić.
Zdecydowana większość ekonomistów i analityków zakładała na początku zeszłego roku mocne hamowanie polskiej gospodarki w kolejnych kwartałach. Część z nas brała pod uwagę recesję na początku 2023. Wciąż nie wiemy, czy formalnie ją zobaczymy, chociaż moim zdaniem nawet jeśli nie spełnimy technicznego warunku, dwa kwartały na minusie w ujęciu rok do roku to i tak o recesji można mówić, biorąc pod uwagę skalę spadku dynamiki wzrostu gospodarczego. Czekamy z niecierpliwością na wstępny odczyt PKB za pierwszy kwartał, który już wiele nam powie.
Jednocześnie większość ekspertów miała rok temu nadzieję, że w połowie 2023 sytuacja powinna zacząć się istotnie poprawiać. Może już nawet w drugim kwartale. Oczywiście zakładaliśmy na przykład, że Polska dostanie środki z KPO, które same w sobie w mniejszym stopniu, ale pośrednio – czyli oddziałując na postrzeganie naszego kraju i ryzyka z nim związanego – dadzą dodatkowy impuls wzrostu, choćby przez relatywnie większe inwestycje. Ostatnie informacje wskazują jednak na to, że na poważniejszą poprawę będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Bazuję tu na przykład na bieżących informacjach z poszczególnych branż – czyli bezpośrednio z firm – które spłynęły do nas mniej czy bardziej oficjalnie dosłownie w ciągu ostatnich dwóch tygodni. W moim przypadku dotyczy to głównie części przemysłu ciężkiego i sieci detalicznych. Oczywiście to szczątkowe dane, ale coś jednak pokazują.

Ale głównym powodem do niepokoju jest kolejny spadek wskaźnika PMI, który pokazuje nastroje przedsiębiorców i który odnosi się nie do ostatnich kilkunastu dni, lecz do najbliższej przyszłości. 50 punktów to granica, która oddziela obszar wzrostu gospodarki od obszaru jej hamowania. Właśnie teraz, w maju, obchodzimy rocznicę, kiedy PMI spadł w Polsce poniżej 50 pkt. W lipcu 2022 odnotowaliśmy poziom poniżej 41 pkt., co w naszych realiach było odczytem fatalnym. Jednak koniec poprzedniego roku i początek obecnego zaczął przynosić poprawę i w lutym wskaźnik przekroczył 48 punktów. To dalej poniżej 50 pkt, ale jednak wyraźnie lepiej. No i z tendencją zwyżkową. Marzec przyniósł – co prawda – spadek, ale delikatny. Niestety w kwietniu było już znacznie gorzej i zeszliśmy poniżej 47 pkt. A dokładnie do poziomu 46,6 pkt z 48,3 miesiąc wcześniej. I to na przykład pomimo ewidentnego uspokojenia sytuacji na rynku nośników energii, co też ma wpływ na nastroje. A zatem, jak już napisałem, okres recesyjny będzie dłuższy niż jeszcze kilka miesięcy temu wynikało ze średniej prognoz rynkowych.

REKLAMA (3)

Na koniec refleksja nieco innego rodzaju. Otóż bardzo nie podoba mi się retoryka stosowana przez coraz większe grono tych, którzy pełnią jakieś funkcje publiczne w szeroko rozumianym obszarze gospodarczo – ekonomicznym. Dyskutujemy, mamy swoje zdanie, możemy się mylić. To normalne. Oczywiście bardzo frustrującą jest sytuacja, w której ktoś w ramach tej dyskusji udowadnia, że dwa dodać dwa nie równa się jednak cztery. A właściwie nie udowadnia, tylko stawia taką tezę i przyjmuje ją za pewnik. Problem w tym, że w ekonomii, która nie jest przecież nauką ścisłą, często trudno jest o proste weryfikowanie rożnych tez i wykazywanie ich nietrafności. Tym bardziej nieładne jest, i to jest delikatne słowo, obrażanie drugiej strony dyskusji. Nie chcę już wracać po raz kolejny do prezesa NBP, ale to między innymi jego konferencje od przynajmniej roku wprowadzają taką specyficzną atmosferę. Jak się ktoś z Glapińskim nie zgadzał, to miał w najlepszym razie złe intencje. Choć mógł być także niedouczony, albo działać na rzecz Niemiec, a nie Polski (takie zdanie padło w kontekście tych, którzy chcą zastanawiać się nad wprowadzeniem w Polsce euro). Ewentualnie nie skończyć SGH. Tym ostatnim epitetem, bo tak to odbieram w tym kontekście, zostali uraczeni ci członkowie ówczesnej RPP, którzy wbrew zdaniu Glapińskiego chcieli podnosić prawie dwa lata temu stopy procentowe. Żart?

REKLAMA (2)

Może. Ale adresatom do śmiechu raczej nie było. Pomijam już to, że szef NBP nie miał kompletnie racji choćby w kontekście tempa zmian cen w Polsce. I nie chodzi mi tutaj o potężny dodatkowy impuls inflacyjny w związku z tym, co wydarzyło się w marcu w zeszłym roku w Ukrainie. Tego czynnika dwa lata temu chyba nikt nie brał pod uwagę, w każdym razie ja nikogo takiego nie znam. Ale i tak wielu z nas dużo wcześniej zakładało dwucyfrową inflację w naszym kraju. Nawet gdyby Glapiński miał rację, to i tak nie powinien w ten sposób odnosić się do tych, którzy mają inne zdanie. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że i druga strona „dyskusji” potrafi użyć sformułowań, które nie powinny się, przynajmniej moim zdaniem, w przestrzeni publicznej pojawiać. A w każdym razie w polemice ekspertów. Bo że takim językiem i takim sposobem wymiany zdań raczą nas od jakiegoś czasu politycy, to wiemy, i do tego przynajmniej część z nas przywykła. Niestety. Ale nie myślałem, że tak dużemu gronu ekspertów także spodoba się ta retoryka. Szkoda…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze