Efekty suszy

0
Marek Zuber
REKLAMA

Już tak to w Polsce jest, że generalnie nikomu się nie dogodzi. Albo jest za zimno, albo za ciepło, albo za jasno, albo za ciemno, pada – źle, nie pada – też niedobrze. Poza tym, biorąc pod uwagę kilka ostatnich lat, pamiętamy, że wciąż czymś nas straszono w kwestii cen i dostępności żywności. Przymrozki, susza czy też powodzie miały praktycznie co roku prowadzić do dramatycznego wzrostu cen i problemów z zaopatrzeniem. Tymczasem nic takiego się nie wydarzało. A jeśli, to dosłownie na kilka dni, bardziej z powodu tego, że ludzie, w sensie konsumenci, ulegali panice. Krótkoterminowej na szczęście.
Teraz też słyszymy o problemach, które mogą nas spotkać. Wydaje się jednak, że tym razem sprawa rzeczywiście jest znacznie poważniejsza. Nie oznacza to jednak, że mamy się w jakiś specjalny sposób przejmować czy martwić. Choć oczywiście, podobnie jak w przypadku rosyjskiego embarga na polską żywność, inaczej wygląda sytuacja w skali mikro, a inaczej w skali makro. A tak na marginesie, czy pamiętacie Państwo rozdzieranie szat po wprowadzeniu owego embarga? Tymczasem eksport polskiej żywności jak rósł, tak rośnie.
W skali mikro, z punktu widzenia pojedynczych producentów, może rzeczywiście dochodzić do poważnych zaburzeń. Jeśli prawdą jest, bo wolę jednak poczekać z twardymi tezami, że w niektórych gospodarstwach rolnych straty mogą sięgać 70% w stosunku do przeciętnych zbiorów, to te gospodarstwa będą miały poważne kłopoty. Czy takich gospodarstw jest wiele? Dzisiaj tego tak dokładnie nie wiemy. Tak czy inaczej, z uwagi na nadzwyczajność sytuacji jestem za tym, aby udzielić im pomocy. W jakiej formie, to już kwestia dyskusji. Ale zgodzimy się chyba wszyscy z tym, że obecne wydarzenia można chyba tylko porównać do wielkich powodzi, które podczas ostatnich dwudziestu pięciu lat dwukrotnie nawiedziły nasz kraj. Ma tu na myśli porównanie pod względem nadzwyczajności i nieprzewidywalności tych zjawisk. Jeszcze na początku lipca nie oczekiwaliśmy w Polsce dwóch tygodni z temperaturą powyżej 35 stopni Celsjusza. A w sierpniu stało się to faktem.
Z makroekonomicznego punktu widzenia sytuacja nie wygląda już tak źle. Owszem, zmniejszone plony odbiją się na cenach żywności. A zatem i na inflacji. Jednak, póki co, mamy deflację, czyli spadek cen. Także w przypadku wielu rodzajów żywności. Biorąc zatem pod uwagę sytuację sprzed dwóch, trzech lat, nie zapowiada się na wzrost istotnie powyżej tamtych poziomów. Nawet jeśli plony będą tak złe, jak wynika z najczarniejszych obecnie prognoz, to pamiętajmy, że możemy żywność sprowadzać. Oczywiście nie będzie ona zapewne tak dobra jakościowo, ale ewentualne niedobory będziemy w stanie pokryć. Sytuacja powinna być tu tym lepsza, że spodziewamy się wzrostu wartości złotego, który jeszcze bardziej obniży ceny importu.
Inna sprawa to polski eksport. W kraju nie powinniśmy istotnie odczuć efektów suszy, jednak może ona doprowadzić do ograniczenia dynamiki eksportu żywności. I to byłby realny problem, choć przez przeciętnego konsumenta raczej niezauważony.
Efektów suszy może być oczywiście więcej. Dla mnie najpoważniejszy jest ten wynikający z konieczności ograniczenia dostaw prądu. Dwudziesty, czyli najwyższy stopień zasilania zbiegł się w czasie z ogłoszeniem decyzji w kwestii budowy, a właściwie niebudowania przez koncern Jaguar Land Rover fabryki w Polsce. Nawet jeśli był to przypadek, choć nie jestem pewien, czy tylko przypadek, to trudno uwierzyć w to, że potencjalni inwestorzy nie wezmą pod uwagę ryzyka niedoborów prądu w naszym kraju. A tego problemu nie rozwiążemy w rok.
Jak więc widać, jak to zwykle bywa, jedni z perspektywy tropikalnych upałów się cieszą, inni natomiast martwią. Żebyśmy chociaż wiedzieli, czy ten rok był tylko wyjątkowy, czy też tego typu pogoda stanie się w naszym kraju normą…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze