Ostatni taki kwartał

0
Marek Zuber
REKLAMA

W trzecim kwartale 2018 roku wzrost PKB wyniósł 5,1% w ujęciu rocznym, czyli dokładnie tyle samo, ile w drugim kwartale. Oczywiście to dopiero pierwsze przybliżenie, wynik może się jeszcze zmienić, ale zapewne nie będzie to jakaś spora różnica. Wciąż głównym motorem wzrostu jest konsumpcja, czyli to, że kupujemy. Jest to pochodną koniunktury w całej Europie. Wzrost sprzedaży za granicę zwiększa zatrudnienie zarówno u eksporterów, jak i firm z nimi kooperujących. Wzrost liczby miejsc pracy powoduje spadek bezrobocia i wzrost wynagrodzeń. Pisałem o tym mechanizmie nie raz. Program 500+ też się dodaje do efektu rosnącej konsumpcji, ale już nieznacznie. Pamiętajmy bowiem o tym, że są to środki, które już w zeszłym roku rodziny także miały do dyspozycji. Jedynie zatem struktura wydatków, być może w tym roku więcej z 500+ poszło na konsumpcję, oraz efekt psychologiczny wynikających z większej chęci do konsumpcji z uwagi na dodatkowe pieniądze z tytułu programu wpływa na PKB w tym roku. Ale jest to już wpływ relatywnie mały. Zresztą nigdy nie był dominujący. Tak czy inaczej: konsumpcja prywatna wzrosła o 4,5%. Warto odnotować, że jest to jednak niższa dynamika niż w poprzednich kwartałach, kiedy mieliśmy odpowiednio 4,7% i 4,9%. I prawdopodobnie taki trend będziemy obserwować dalej.
To, co teoretycznie powinno cieszyć, to wyraźniejszy wzrost inwestycji, czyli nakładów brutto na środki trwałe. 9,9% wzrostu to najlepszy wynik od pierwszego kwartału 2014. Za wcześnie jednak na optymizm. Po pierwsze dlatego, że po takim załamaniu, jakie obserwowaliśmy w 2016 i na początku 2017 roku, nawet takie wzrosty nieznacznie tylko poprawiają udział inwestycji w PKB. Prawdopodobnie nie przekroczymy w całym roku poziomu 18%. A to najgorszy wynik od połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Drugi problem jest jeszcze poważniejszy. Chodzi mianowicie o strukturę tych inwestycji. Główną ich częścią jest działalność samorządów. Środki unijne i zbliżające się wybory, właściwie swoisty finisz przedwyborczy, zrobiły swoje. Kiedy popatrzymy na inwestycje firm krajowych, to tu wzrost inwestycji wyniósł około 5,4%. To lepiej niż w poprzednim kwartale, ale nieznacznie. Z kolei w przypadku inwestycji firm zagranicznych mamy nawet spadek dynamiki.
Wniosek z tego taki, że wciąż o żadnym boomie inwestycyjnym nie ma mowy. Nie ma nawet mowy o solidnym odbiciu od dna. A przypomnijmy, że właśnie inwestycje mogą być stabilizatorem wzrostu w czasie gorszej koniunktury. Tymczasem wiele wskazuje na to, że czas gorszej koniunktury właśnie nadciąga.
Kolejne dane, które przychodzą do nas z Europy, nie nastrajają optymistycznie. Najważniejsze gospodarki Starego Kontynentu wyraźnie bowiem zwalniają. Niemcy w trzecim kwartale rozwijały się w tempie zaledwie 1,1%. Jeszcze w ostatnim kwartale 2017 było to 2,8%. To najważniejszy nasz partner handlowy, trzeba się zatem spodziewać, że także Polska odczuje hamowanie największej gospodarki Europy. Wyraźnie gorzej jest też np. we Francji, drugiej największej gospodarce strefy euro. Cała strefa zwolniła do 1,6% wzrostu z 2,7% w ostatnim kwartale 2017. Nie zanosi się na to, że hamowanie nie będzie kontynuowane. Pogarszają się także bowiem wskaźniki optymizmu i koniunktury, które odnoszą się do przyszłości. Na przykład PMI. To wskaźnik, w którym menedżerowie odpowiadają na pytanie, czy jest lepiej, gorzej, czy bez zmian. Podobną sytuację mamy w Polsce.
Co to wszystko oznacza? Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalsze pogorszenie sytuacji w Europie, a zatem także w Polsce. Na dzisiaj nie ma żadnych przesłanek, aby postawić tezę, że będziemy obserwować jakieś załamanie. Ale odczuwalnie gorzej, wszystko na to wskazuje, będzie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze