Polska waluta mocno straciła po ostatniej obniżce stóp procentowych. To chyba najbardziej widoczny wyraz tego, jak bardzo rynek został nią zaskoczony.
Nie zaskakiwać rynków – to jedna z najważniejszych maksym dotyczących działania banków centralnych w normalnych krajach. Przy czym przez rynki rozumiem generalnie całe otoczenie, na które decyzje władzy monetarnej wpływają, i które te decyzje śledzi. Ale najważniejszym łańcuchem łączącym bank centralny i całą gospodarkę jest rynek pieniężny. To tam bezpośrednio trafiają impulsy wynikające ze zmian stóp procentowych. Rynek pieniężny to rynek, dzięki któremu banki utrzymują płynność i tam właśnie liczy się wskaźniki pokazujące koszt pieniądza. Takie jak szwajcarski SARON, czy polskie WIBOR i WIRON. A one z kolei wpływają na całą gospodarkę.
A zatem nie zaskakiwać rynków. Tę maksymę można było w przeszłości często usłyszeć choćby od prezesów amerykańskiego banku centralnego, czyli Fedu. Wspominam o nim, bo to najważniejszy bank centralny na świecie, którego decyzje mają wpływ nie tylko na Stany Zjednoczone. Nie zaskakiwać. Jeden z poprzednich szefów Fed powiedział nawet kiedyś, że jeśli rynki czegoś oczekują a myśmy tego nie planowali, to trzeba to zrobić. Ale jednocześnie taka sytuacja świadczyłaby o tym, że coś zaszwankowało w komunikacji banku centralnego z otoczeniem. Oczekiwania rynków wynikają bowiem najczęściej z sygnałów, które bank centralny wysyła. I potem za tymi sygnałami idą działania. Bo dlaczego miałoby być inaczej? Dlaczego bank centralny miałby rynki zaskakiwać? Po co? Przecież to nie są dwie strony walczące ze sobą. Bank centralny ma działać tak, żeby w gospodarce – a rynki są jej częścią – było jak najlepiej. Było stabilnie, jeśli chodzi o ceny. Generalnie, żeby działo się dobrze. W przypadku Fedu jest to nawet ustawowo określone w postaci dbania o” maksymalny poziom zatrudnienia”. Czyli gospodarka ma się rozwijać jak najszybciej, ale tak, żeby ceny pozostawały w ryzach.
Ale jest na świecie bank – nie twierdzę, że jeden – gdzie jest inaczej. Tak, nie mylicie się Państwo, to nasz bank centralny, Narodowy Bank Polski. Już kilkanaście miesięcy temu jego szef rozpoczął konferencję prasową od słów: zaskoczyliśmy rynki i to było naszym celem. Chodziło o sytuację, kiedy kilka dni przed decyzją o stopach, Glapiński (bo o nim mowa) dawał wyraźnie sygnały, że podwyżki nie będzie. A jednak była.
Jednak to wszystko nic wobec ostatnich poczynań Rady Polityki Pieniężnej. Owszem, rynki oczekiwały obniżenia stóp. Nie dlatego, że analitycy i ekonomiści naprawdę w olbrzymiej większości uważali, że stopy powinny spaść. Po prostu takie sygnały dawała część członków Rady. Część z tych, którzy tworzą decydującą obecnie większość. To samo mówił zresztą Glapiński. Ale oczekiwano zmiany o 25 punktów bazowych, czyli minimalnej. Dlaczego takiej? Bo po pierwsze, tak można było interpretować wspomniane przeze mnie wypowiedzi, a po drugie, o czym pisałem tydzień temu, ruch większy (w szczególności o 75 pb) wskazywałby na to, że stało się coś naprawdę ważnego w czasie od ostatniego posiedzenia RPP. Czyli od lipca. A co się ważnego stało z punktu widzenia inflacji? Kompletnie NIC. I dlatego decyzja wywarła takie wrażenie.
Najbardziej jest ono widoczne na rynku walutowym. Decyzje Rady (jak już wspomniałem) bezpośrednio wpływają na rynek pieniężny, ale pośrednio na wszystkie inne, choćby na rynek obligacji. Ale to właśnie rynek walutowy najczęściej reaguje najbardziej. Spadek stóp oznacza, że wszystkie instrumenty oparte o stopę procentową będą relatywnie mniej opłacalne. A żeby je kupić, trzeba najpierw mieć walutę kraju, w którym do obniżki stóp dochodzi, w tym przypadku złotego. Skoro zatem już się tyle nie zarabia, to się z tych instrumentów wychodzi i walutę, złotego, sprzedaje. Ale złoty stracił nie tylko dlatego. 20 groszy w kilka dni to byłby za mocny ruch tylko z tego powodu. Rynek zareagował na nieprzewidywalność decyzji polskiej władzy monetarnej. No, bo co będzie za miesiąc? Albo za dwa? Nawet, jeśli teraz dostajemy jakieś sygnały, to nie są one funta kłaków warte. Żadne przewidywania nie mają sensu. Jak w takiej sytuacji prognozować? Jak szacować koszt pieniądza w przyszłości, czyli na przykład WIBOR 3M?
Co dalej? Niektórzy twierdzą, że po wyborach się uspokoi. No tak, coraz mniej osób ma bowiem wątpliwości co do apolityczności tej Rady i tego prezesa NBP. Ale nawet jak się uspokoi, to pozostaje pytanie, jak długo po takim zachowaniu trzeba będzie budować wiarygodność…?




















