Absurd reparacji

1
REKLAMA

Stefan NiesiołowskiW momentach osłabienia i utraty poparcia przez PiS pojawia się w ich propagandzie kilka dyżurnych tematów, jednym z nich są niemieckie reparacje wojenne. Nie jest to temat najważniejszy, bo nawet pisowcy mają przekonanie o całkowitym absurdzie domagania się pieniędzy od rządu Republiki Federalnej za zbrodnie III Rzeszy. Dużo bardziej nośne są tematy „moralne”, jak walka z „ideologią LGBT”, czy uchodźcy, którzy roznoszą „pasożyty i pierwotniaki” (absurdem tego stwierdzenia jest to, że w pierwotniakach, np. poczciwym pantofelku czy euglenie zielonej, nie ma nic złego) oraz obraza uczuć religijnych dokonywana przez antypolskie media itp. Jednak przypomnieć Niemcom o zbrodniach popełnionych podczas II wojny światowej zawsze można i warto. Szczególnie dla propagandowej szczujni i Rydzyka, dla których poziom życia zależy nie od pracy, wykształcenia, przedsiębiorczości, uzdolnień, lecz od tego, co da państwo. A państwo pisowskie obiecuje, że jeśli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że doszedł do nich drogą nieuczciwą, dlatego najlepiej mu je zabrać i dać komuś, kto popiera PiS. Oczywiście nie dotyczy to gigantycznych fortun, pałaców, milionowych dochodów, rad nadzorczych i fundacji oraz spółek, powołanych po to, aby zatrudniać ludzi „dobrej zmiany”. Oni są wyjęci spod jakiejkolwiek krytyki i prawa, a kto pyta o zarobki i dochody pp. Morawieckiego, Obajtka, Sadurskiej, Kurskiego, Horały itd., jest wrogiem Polski. Do tego rozumowania znakomicie pasuje domaganie się od RFN reparacji wojennych, które zostaną z pewnością przez pisowców wydane dla dobra ich reżimu oraz Obajtków i Morawieckich, co zostanie ogłoszone jako przejaw patriotyzmu. Reparacje wojenne są w Europie tematem nieistniejącym, gdy ujawnione zostały oszukańcze praktyki fałszujących księgowość władz Grecji. Rząd grecki zamiast przeprosić i zapłacić za to, co nieuczciwie sobie przywłaszczył, uderzył w patriotyczne surmy i zaczął domagać się odszkodowań za straty wojenne. Ostatecznie żadnych reparacji Grecja nie otrzymała i o ile wiem zgodziła się zapłacić to, co nieuczciwie wyłudziła.

W dobie inflacji rujnującej polskie rodziny, drożyzny, koszmarnie drogich kredytów, powracającej fali covid-19 i widocznej już bezradności nieudolnego rządu, pokazać należy, że najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji może być uzyskanie od Niemiec miliardowych odszkodowań. Samą wysokość reparacji miał wyliczyć p. Mularczyk, który nad tym pracuje już kilka lat, ale efektu swoich przemyśleń jeszcze nie ujawnił. Myślę, że jak ujawni, to porazi wszystkich precyzją i jasnością samego wywodu oraz nieodpartą logiką, w obliczu której zastraszony rząd Niemiec (IV Rzeszy) jak niepyszny natychmiast wypłaci pisowskiej Polsce żądane kwoty i zapanuje u nas dobrobyt. Jednak na razie cała wrzawa i jazgot wokół reparacji sprowadza się do wypowiedzi pisowskich wodzów na użytek wewnętrzny. Chociaż temat jest w grze od lat, to żadna nota, ani stanowisko rządu w Warszawie, nie zostało ujawnione. Nikomu, ani Niemcom, ani polskiemu parlamentowi, nie zostało nic przedstawione. Temat ma wyłącznie charakter zagrywki propagandowej i obliczony jest na użytek kampanii wyborczej. Nie jest moją rolą wykazywać absurdalność pisowskich żądań, zrobią to – jeśli będzie taka potrzeba – specjaliści i eksperci. Chciałbym jedynie zauważyć, że III Rzesza okupowała terytoria od Kaukazu po Pireneje i od Krety do Laponii, co daje kilkanaście państw. Wszystkie poniosły niewymierne straty i cierpienia, i wszystkie zamknęły ten krwawy rozdział wzajemnych relacji. Nie wydaje mi się, aby PiS mógł osiągnąć coś innego, niż tylko skutek propagandowy, i o nic innego najpewniej nie chodzi. Dodatkowo pogarsza to relacje z Niemcami, które są w propagandzie PiS-u obok samej Unii wrogiem podstawowym, a szczucie na Unię jest stałym elementem pisowskiej „myśli politycznej” i dyplomacji.

Pod rządami „dobrej zmiany” obserwujemy nieustanne karlenie i prymitywizację polityki zagranicznej. Miarą tego są postacie pisowskich ministrów spraw zagranicznych, w tym Waszczykowskiego, Czaputowicza, czy kolejne wcielenie Talleyranda, p. Rau. Głównie zajmują się oni obsadzaniem urzędów wypróbowanymi towarzyszami i walką o to, aby zmusić kobiety do rodzenia kalekich dzieci, czego przejawem była wzruszająca wymiana not z rządem Republiki Czeskiej. Wszystko to znakomicie pasuje do polexitu, który najwyraźniej nabiera rozpędu. Pojawia się coraz więcej antyunijnych wypowiedzi, a wśród nich tak obrzydliwe, jak jednego z pisowskich posłów i ekspertów prawnych, że Polskę stać na płacenie unijnych kar. One oznaczają znaczące pogorszenie warunków życia milionów ludzi, ale z całą pewnością nie dotykają dygnitarzy „dobrej zmiany”.

REKLAMA (2)

Poszerzył się też repertuar proponowanych przez pisowców środków zaradczych, mających przeciwdziałać ubóstwu. Są to obok ocieplania mieszkań, zbierania chrustu, zaciskania zębów, skromniejszego odżywiania, także gra w toto-lotka (złota myśl małżonki p. Glapińskiego) oraz modlitwa o to, żeby zimy w tym roku nie było. Aż nie chce się wierzyć, do jakiej nędzy intelektualnej i moralnej, do jakiego stopnia głupoty zdegradowała „dobrą zmianę” pycha z dorwania się do władzy. Na tym tle warto przytoczyć kilka informacji o znakomitej kondycji akcji koryto+, będącej kwintesencją obecnego reżimu. „Żona Morawieckiego pomagając ukrywać majątek męża, dostała w prezencie nieruchomości o wartości wielu milionów złotych; syn magister Przyłębskiej został bez konkursu dyrektorem w banku PEKAO; syn Kamińskiego dzięki koledze taty z NBP dostał stołek w Banku Światowym i zarabia ponad pół mln zł; barman z restauracji żony Patryka Jakiego został dzięki Jakiemu wiceprezydentem Opola i zarobił ponad 123 tys. zł; biznesmen z Torunia (ilustracją tego tekstu jest zdjęcie p. Rydzyka) dostał już 165 mln zł; żona Zbigniewa Ziobry została bez konkursu dyrektorem w Link 4/PZU; Szydło pomogła szkole swojego męża i przyznała jej dotację 2,4 mln zł; przedszkolanka z Przedszkola ‘Niebieskie Migdały’ bez konkursu została dyrektorem gabinetu szefa KNF, a jej siostra w ten sam sposób stała się dyrektorem gabinetu szefa NBP z roczną bajońską pensją 392 tys. zł; córka Macierewicza na swoją fundację dostała 100 tys. zł od PZU, a Narodowe Centrum Badań i Rozwoju dało 398 tys. zł; córka generała Andersa przehulała na delegacje 611 tys. zł; specjalista od kolei został prezesem PLL Lot i za kilka miesięcy pracy w 2016 r. wraz z zarządem wziął premię 2,5 mln zł” (wszystkie informacje wielokrotnie podawane w internecie). To jest tylko maleńka cząstka gigantycznego imperium, do którego należy zaliczyć takie genialne projekty będące chlubą Polski, jak przekop Mierzei Wiślanej, który finansowo zwróci się podobno za tysiąc lat, Pałac Saski, lotnisko w Baranowie itd. Między innymi dlatego uważam, że politycy opozycji demokratycznej nie powinni uwiarygadniać szczujni, ani słuchać kłamstw pisowskich dygnitarzy w sejmie. Jest coś upokarzającego, jak widzę przyzwoitych ludzi słuchających Morawieckiego czy innych w tym rodzaju. Należy wychodzić z sali, tak jak nie tankować na Orlenie.

REKLAMA (3)

Wydarzenia, w tym rozkład PiS-u, jakby uległy przyspieszeniu. Został wyrzucony z rządu ważny minister, p. Naimski. Miał ładny, opozycyjny życiorys, który całkowicie zmarnował i zapaprał budowaniem pisowskiej dyktatury. Razem walczyliśmy o wolność w opozycji demokratycznej i Solidarności, budowaliśmy wolną Polskę po 1989 roku. Niestety, potem poszedł na kolaborację z reżimem, którego był prominentnym członkiem. Dziś wyrzucony, wydaje z siebie jakieś żałosne piski żalu i goryczy. Był kiedyś najbliższym pomagierem Macierewicza, ale chyba o coś się pokłócili, bo nie widywano ich razem od dawna. Zdumiewające jest to, że ci, którzy go wyrzucili – czyli pisowscy dygnitarze – teraz zapewniają, jakim był wspaniałym ministrem. Tak samo jak Borys Johnson, który wygłosił wielką mowę o znakomitych osiągnięciach swojego rządu. W takim razie, dlaczego Naimskiego wyrzucili? To są uroki dyktatury, która brnie w kłamstwa i potyka się o własne nogi. Szydło też kiedyś wygrała głosowanie i pisowcy nagradzali ją kwiatami, ale tego samego dnia została odwołana. Stąd jej nienawiść do Pinokia.

Donald Tusk pozwał p. Sakiewicza, naczelnego „Gazety Polskiej” – pisowskiego organu delikatnie mówiąc tak samo wiarygodnego i eleganckiego jak sam PiS – za zamieszczenie na okładce podobizny ucharakteryzowanej na Hitlera. Z „GP” procesowali się już m.in prof. Rzepliński i Borys Budka, zawsze o zniesławienie, i wygrali. Przy okazji przypomnę, że wygrałem z tym organem dwa procesy o nazwanie mnie agentem SB (tw. Leopold) i o to, że miałem prawo użyć w kontekście tego pisma słowa „bydło”, przepraszając krowy. Trzeci proces, o porównanie mnie na okładce do Goebbelsa, wygrałem w pierwszej instancji, ale w drugiej sądził mnie sędzia Piebiak i uznał, że takie porównanie nie jest niczym nagannym, więc pozew oddalił. To, żeby tacy ludzie jak p. Piebiak nikogo nie sądzili, nazywa się praworządnością.
Ukazał się nowy sondaż: KO (27%) prowadzi przed PiS-em (26%), po raz pierwszy od ośmiu lat. Nareszcie – czekałem na to tak długo, może to już ich agonia? Szerszy komentarz w następnym felietonie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze