Demokracja sama się nie obroni. Opinia, że skoro jest to najlepszy z możliwych systemów i skoro ludzie zawsze i wszędzie uciekają z państw autorytarnych do demokratycznych, i wreszcie, skoro przede wszystkim kraje demokratyczne gwarantują rozwój ekonomiczny i szeroki udział społeczeństwa w podziale wypracowywanego dochodu, to demokracja musi przetrwać i zwyciężyć. Na dłuższą metę musi ona też wygrać rywalizację z reżimami autorytarnymi, ma bowiem tak oczywistą przewagę nad dyktaturami, że nie ma powodów, aby lękać się o przyszłość krajów demokratycznych. Ale pomijając wcześniejsze okresy, w wieku XX najpierw wolność i demokracja w skali globu została zagrożona przez system komunistyczny, a później jako reakcja na komunizm w Związku Sowieckim przez nazistowski. Pokonanie komunizmu i nazizmu kosztowało kilka okrutnych wojen, w tym jedną światową, i co najmniej kilkadziesiąt milionów istnień ludzkich. Obecnie stajemy w obliczu zagrożenia falą nacjonalizmu i to nawet w Ameryce, kraju, który skutecznie bronił wolności i demokracji w skali globu. W Europie mamy do czynienia z odrzuceniem demokracji przez wiele partii nawiązujących do systemów autorytarnych z lat trzydziestych oraz z krajami, w których nacjonaliści, szowiniści i populiści sprawują lub zdobywają poparcie dające im taką możliwość.
W takiej sytuacji przez 8 lat znajdowała się Polska, rządzona przez odrażający, skorumpowany reżim, dysponujący środkami przekazu, policją polityczną, aparatem represji, prokuraturami i znaczną częścią wymiaru sprawiedliwości oraz możliwościami ekonomicznymi pozwalającymi kupować zwolenników i przekupywać całe grupy społeczne. Odsunięcie od władzy pisowskiego reżimu w wyniku wyborów wygranych przez Koalicję 15 października było nieoczekiwanym wydarzeniem, do którego doszło najpewniej przez zadufanie, pychę, głupotę i pewność siebie ludzi reżimu, którzy nie uciekli się do zwykłego fałszerstwa wyborów w stylu białoruskim, być może obawiając się reakcji Unii Europejskiej, czego dziś czołowi dygnitarze PiS-u z pewnością bardzo żałują.
Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazują, że tendencje nacjonalistyczne i autorytarne (najczęściej idące w parze) uległy wzmocnieniu, ale nie na tyle, by dziś zagrażały Unii. Wiele zależy od wyniku wyborów w USA, ale nawet ewentualne zwycięstwo populisty i demagoga Trumpa nie złamie woli przetrwania Unii i kontynuowania tego projektu politycznego, dla którego alternatywą były krwawe wojny. Wspólne dla komunistów i nacjonalistów jest przekonanie o własnej nieomylności, całkowitej racji i słuszności, historycznej konieczności w przypadku komunistów i boskiego dziedzictwa oraz religijnego stempla w przypadku nacjonalistów. Obydwie te ideologie prezentują się jako nieuchronna przyszłość całej ludzkości, gwarancja jej dobrobytu, pokoju i szczęśliwości. Daje to w ich przekonaniu zapewnienie ostatecznego zwycięstwa, a prowadzi do nieustępliwości, niezłomności i trwania przy własnej racji za wszelką cenę. A jeśli już z jakichś powodów trzeba się cofnąć, to jedni i drudzy ustępowali jedynie taktycznie, obłudnie, nieszczerze, na chwilę, w sposób pokrętny i oszukańczy, aby i tak złamać wszelkie umowy i obietnice. W Polsce oznacza to, że odsunięci od władzy nacjonaliści w najmniejszym stopniu nie pogodzili się z porażką, kurczowo trzymając się utworzonych przez siebie podczas sprawowania rządów „terytoriów okupowanych”, takich jak urząd prezydenta, NBP, a przede wszystkim zawłaszczonych wielkich domen gospodarczych, wielu urzędów, instytucji, samorządów, fundacji itp., które dają funkcjonariuszom byłego reżimu i ich rodzinom możliwości finansowe, a przede wszystkim możliwości szkodzenia obecnemu rządowi.
W przeciwieństwie do komunistów, którzy uznawali podpisane przez siebie porozumienia, przestrzegali reguł demokratycznego państwa prawa i nigdy (nawet sprawując władzę w latach 1993-1997 i 2001-2005) nie stosowali odwetu, ani też nie naginali reguł demokracji do własnych potrzeb, nacjonaliści robią wszystko, aby podpalić Polskę, obalić Koalicję 15 października i otwarcie głoszą hasła rewanżu, porachowania się z przeciwnikami, zabezpieczenia swoich rządów po ewentualnym powrocie do władzy już na zawsze, tak skutecznie, że aż ciarki przechodzą. Kaczyński mówi o niemieckiej partii, agenturalnym charakterze obecnych rządów i niemieckim agencie Donaldzie Tusku. Twierdzi, że przeciwnicy jego reżimu nie mają moralnego prawa do sprawowania władzy, bo nie reprezentują interesów polskich, nie są właściwie Polakami (nie bardzo wiadomo, kim w takim razie są), lecz jakąś odmienną, „niższą” cywilizacją gorszego sortu, która musi zostać skutecznie wyeliminowana z życia publicznego, co oznacza typowe dla dyktatur decydowanie, kto ma, a kto nie ma prawa do zasiadania w parlamencie i reprezentowania społeczeństwa. Kto może się bogacić i korzystać z wolności, a dla kogo miejsce jest na marginesie lub w więzieniu. Kaczyński zupełnie jasno i otwarcie powiedział, że żadne pojednanie, zaprzestanie zimnej wojny domowej itd. go nie interesuje, bo jest niepotrzebne i szkodliwe. Interesuje go tylko ponowne dorwanie się do władzy, jego przeciwnicy nie mogą rządzić, gdyż są niemiecką agenturą. Są też zagrożeniem dla samego istnienia narodu i państwa polskiego. W dodatku, kiedy stało się jasne, kim są, nie można dopuścić, by ktokolwiek poza PiS-em rządził w przyszłości, bo to oznacza koniec istnienia naszego narodu i państwa. Takie samo z grubsza było rozumowanie komunistów, przynajmniej w okresie stalinizmu, a przed nimi nazistów. Upadek ich władzy oznaczał dla fuhrera koniec Niemiec i Niemców, którzy na niego nie zasłużyli i powinni zniknąć. Dokładnie to samo twierdzili komuniści. Władza podległych Moskwie dygnitarzy komunistycznych jest gwarancją istnienia Polski, jej granic zachodnich i politycznej oraz ekonomicznej niezależności od kapitalistów i wyzyskiwaczy oraz niemieckich rewizjonistów.
Wielokrotnie w wystąpieniach Kaczyńskiego pojawia się ton pogróżek wobec wszystkich, którzy z Koalicją 15 października ośmielają się współpracować, jako zdrajcy i wrogowie Polski zostaną przykładnie ukarani. Macierewicz już mówi o „rządzie niepodległościowym”, czyli pisowskim, dla pisowców wszystko, co jest przeciwne lub nawet niewspółpracujące z PiS-em, jest wrogie niepodległości Polski i jako takie musi być zwalczane. Obraz rzeczywistości jest czarno-biały, siły dobra, niepodległości (w jakimś stopniu także religii) są po jednej stronie, po drugiej są siły zła, ciemności, zaprzaństwa i niemieckiej agentury. Taki mniej więcej jest obraz politycznej rzeczywistości, w jakiej tkwi Polska. Nie ma tu miejsca na żadne tony pośrednie, na żadne kompromisy, na wspólne sprawy, gdyż takich spraw nie ma. Irytujące jest niedostrzeganie przez symetrystów i polityków (także z partii demokratycznych) tego dość łatwego do zauważenia, bo wielokrotnie powtarzanego przez pisowców, opisu rzeczywistości. Dlatego po stronie obrońców wolności demokracji, a w dłuższej perspektywie także niepodległości Polski (gdyż Polska skłócona z demokratycznym Zachodem utraci niepodległość), powinna istnieć pełna świadomość tego stanu rzeczy i niedopuszczenie do recydywy pisowskiego reżimu. Dlatego walka z PiS-em i jego klonami, mniej lub bardziej jawnymi proputinowskimi i antyukraińskimi tworami o pięknych nazwach, patriotycznych herbach oraz szlachetnych patronach jest moralnym, politycznym i obywatelskim obowiązkiem wszystkich przyzwoitych oraz rozumnych ludzi.
Powolność – a miejscami nieudolność – w rozliczaniu i ukaraniu przestępców upadłego reżimu musi obrócić się przeciwko demokratycznej Polsce. Za długo trwa naigrywanie się Obajtka i innych tego typu oligarchów: Macierewicza, Kaczyńskiego, Bielana, Ziobry itp. z Polski i Polaków. Przecież nie potrzeba wielkiej przenikliwości, aby zatrzymać Kaczyńskiego za aferę dwóch wież, łapówkę dla ks. Sawicza, Ziobrę za Pegasusa, Macierewicza za miliony wydane na pisowską propagandę i szczucie w komisji smoleńskiej? Irytująca powolność i nieudolność wymiaru sprawiedliwości musi prowadzić do zniechęcenia i niewiary w możliwości koalicji wolnościowej do sprawnego rządzenia. Mieliśmy bowiem przez 8 lat istnienie systemu skrajnie skorumpowanego: ”… ustroju państwa PiS podzielonego na księstwa oddane w lenno partiom tworzącym Zjednoczoną Prawicę, by sobie z nich ściągały podatki i budowały swoją partyjną potęgę. Mieli swój fundusz ziobryści, ale też Porozumienie Gowina/Bielana (NCBR) i sam PiS (liczne fundusze, fundacje, instytuty). Były też osobne fundusze dla narodowców i wszystko działało dokładnie na tej samej zasadzie jak Fundusz Solidarności; finansowania przede wszystkim ‘swoich’ – nie tyle ideowo, ile partyjnie”. (Ewa Siedlecka, „Czy ‘taśmy Mraza’ pogrążą PiS i ziobrystów?”, „Polityka”, 28.05.–04.06.2024 r.).
Ale ustrój pisowskiego państwa to nie tylko gigantyczna korupcja, przy której ekipa Gierka i wszystkie późniejsze to drobni detaliści. To także brutalna dyktatura, przemoc wobec kobiet, niszczenie politycznych przeciwników przy pomocy aparatu przemocy i Kościół na usługach reżimu w zamian za bezkarność kościelnych pedofilów, gwałcicieli napastujących kobiety i kleryków przestępców w sutannach oraz ich protektorów. To fanatyzm tzw. obrońców życia, pełnych jakiejś trudnej do wytłumaczenia pogardy oraz nienawiści wobec kobiet, która doprowadziła do śmierci kilku z nich, zmuszanych do donoszenia martwych płodów. To wreszcie fałszowanie na wielką skalę najnowszej historii, w czym także nacjonaliści wzorują się na komunistach, którzy usiłowali wprowadzić do oficjalnej historiografii kilku wymyślonych bohaterów. Tak polscy nacjonaliści usiłują narzucić społeczeństwu kult nieudolnego Lecha Kaczyńskiego, natomiast wymazać z historii Lecha Wałęsę, założyciela i przywódcę NSZZ Solidarność. Zabieg skazany na niepowodzenie, a pomniki, tablice i różnego rodzaju wizerunki Kaczyńskiego oraz kilku innych pisowskich wielkich Polaków, świeckich i duchowych, kiedyś przestaną szpecić nasze miasta.




















