Bardzo rzadko na łamach TEMI podejmuję tematy bardziej szczegółowe, branżowe, związane z rynkiem kapitałowym. Tym razem robię wyjątek, bo wydaje mi się, że warto; kwestia może bowiem dotyczyć sporej części przedsiębiorców, szczególnie w czasie, kiedy słowo startup tak mocno wchodzi do języka w Polsce. A promocja nowych pomysłów i opartych na nich firm jest chyba kluczową kwestią dla rządzących. Dla opozycji zresztą też. A jeśli nie, to z pewnością być powinna.
Jeśli chcecie Państwo wejść na giełdę i próbować sprzedać swoje akcje dowolnej liczbie potencjalnych chętnych, to proces ten jest obecnie dość skomplikowany i kosztowny. Trzeba bowiem sporządzić tzw. prospekt emisyjny, który musi zostać oceniony i przyjęty przez Komisję Nadzoru Finansowego. Oczywiście można też próbować robić to w sposób uproszczony, przez tzw. emisję prywatną, ale wtedy wasza oferta może być skierowana do co najwyżej 149 potencjalnych chętnych. Jak ich znaleźć? Dobre pytanie. Oczywiście są firmy, które w tym pomagają, ale to znowu kosztuje. Tymczasem od połowy bieżącego roku, jeśli będziecie Państwo chcieli pozyskać nie więcej niż milion euro w okresie 12 miesięcy, będziecie mogli ogłaszać chęć zebrania środków dowolnej liczbie potencjalnych chętnych bez prospektu przyjętego przez KNF. Myślicie, że to was nie dotyczy? A nie wiadomo…
Świat jest dzisiaj pełen firm, które opierają się tylko na pomyśle i zostały stworzone w ciągu miesięcy. Ale wymagały kapitału, kogoś, kto da pieniądze na rozwój pomysłu. Tak powstały Facebook, Amazon czy Google. Wymagały inwestorów, bo banki nigdzie na świecie nie finansują startupów innowacyjnych. Nie do tego przecież są powołane. Tyle tylko, że w Europie o takich inwestorów, którzy dają kapitał na startupy wcale nie jest tak łatwo.
Nowe przepisy mają zmienić rynek finansowania rozwoju firm w Unii Europejskiej. Od dziesięcioleci to właśnie system bankowy był głównym źródłem środków, po które sięgały przedsiębiorstwa w Europie, aby finansować swoje plany. Porównując sytuację z USA, posługiwano się słynną proporcją 70 do 30. W Europie 70% środków finansujących rozwój pochodziło z banków, a 30% z rynku kapitałowego. W USA odwrotnie. Taki charakter obu rynków, w szczególności mocny udział rynku kapitałowego w USA, ukształtował się jeszcze w XIX wieku. Obecnie udział pozyskiwania środków za pośrednictwem rynku kapitałowego w Europie nieco wzrósł, głównie w związku ze wzrostem awersji do ryzyka ze strony systemu bankowego i właśnie z rozwojem rynku pozyskiwania środków na rozwój startupów.
Obecne przepisy wychodzą naprzeciw temu, co się obecnie realnie w gospodarce i na rynkach finansowych dzieje. Po pierwsze są odpowiedzią na zwiększenie awersji do ryzyka ze strony banków, co jest pochodną kryzysu 2008‑2009. Banki, jako instytucje zaufania publicznego, nie mogą przeznaczać środków na instrumenty ryzykowne, co dobitnie pokazały ich kłopoty sprzed 10 lat. Ale drugi czynnik to właśnie rewolucja, o której pisałem wcześniej, czyli powstanie nowej gospodarki, której wyrazem jest pojęcie startupów innowacyjnych. Z założenia nowatorskie pomysły muszą być ryzykowne, a zatem nie do końca mogą być finansowane przez banki uniwersalne za pomocą kredytów czy pożyczek. Tu potrzeba właśnie kapitału, potrzeba konkretnych inwestorów, którzy mogą i chcą ponieść ryzyko. Dokładnie tak ten system działa w USA. Jeśli chcemy gonić lidera innowacyjności, czyli Stany, musimy w Europie stworzyć system finansowania tego typu działalności. Państwo tej roli nie wypełni. A jeśli nawet, to nie tak dobrze jak inwestorzy prywatni. Środki potrzebne na rozwój w pierwszym okresie nie są zazwyczaj duże, stąd limit wprowadzony przez nowe przepisy wydaje się wystarczający.
Czy będzie to zagrożeniem dla banków? Banki mogą uczestniczyć w projektach dodatkowo na kolejnych etapach. Zresztą zmiany są nieuniknione, zmienia się przecież świat. A przykład USA pokazuje, że nawet w środowisku mocno rozwiniętego rynku kapitałowego system bankowy też jest potrzebny. Po prostu w realiach europejskich nowe przepisy wypełnią lukę. Nowe przepisy mają nie tyle zabrać klientów bankom, co pomóc tam, gdzie banki nie chcą lub wręcz nie mogą się angażować.
W Polsce także to obserwujemy. Zresztą jeśli mówimy o naszym kraju, to pamiętajmy, że właściciele naszych firm, szczególnie rodzinnych, dość niechętnie dzielą się swoją własnością, jeśli mają możliwość pozyskać finansowanie dłużne. A zatem nowe przepisy nie są zagrożeniem dla działalności bankowej
To, czego się obawiam, to brak dojrzałości inwestycyjnej, szczególnie w takich krajach jak Polska. Inwestorzy nie do końca rozumieją ryzyko, Amerykanie są pod tym względem znacznie bardziej doświadczeni, a zatem i dojrzali. Wiele nowych firm innowacyjnych, właśnie startupów, nie osiągnie sukcesu. Wiele nawet nie przetrwa. I trzeba o tym pamiętać angażując się inwestycyjnie w tego typu projekty.
Będzie łatwiej wejść na giełdę
REKLAMA
REKLAMA




















