Wydarzenia w Przewodowie trudno nazwać wojną, natomiast wielką tragedią jest śmierć dwóch mieszkańców tej miejscowości, którzy zginęli trafieni zabłąkaną rakietą. Za tę śmierć całkowitą winę ponosi Rosja, która napadła na Ukrainę i od wielu lat prowadzi działania wojenne przeciwko Ukrainie, a od lutego tego roku wojnę krwawą, wyjątkowo okrutną, dopuszczając się wielu zbrodni. Na oddaloną o 6 km od granicy z Ukrainą przygraniczną wioskę spadła rakieta, którą obrońcy Ukrainy wystrzelili w kierunku rosyjskiego pocisku i która spadając eksplodowała, co doprowadziło do tragedii. Są to dopiero wstępne ustalenia. Badania prowadzone przez służby specjalne kilku państw trwają przez cały czas, lecz nie wydaje się, aby pierwsze ustalenia (decydujące i chyba najważniejsze) mogły zostać zakwestionowane.
Mamy też do czynienia z typowymi dla pisowców przykładami irytującej ignorancji oraz z wieloma zachowaniami i działaniami, które trudno inaczej niż błazeństwami nazwać. Przez wiele godzin od pojawienia się w mediach pierwszych wiadomości o rakiecie strona polska nie była w stanie podać żadnej wiarygodnej informacji. Zbierały się jakieś ważne instytucje pisowskiego państwa (Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, rząd, p. Duda) i nic, ani słowa. Za to krążyły mniej lub bardziej złowrogie informacje, osobiście dostałem mnóstwo telefonów z pytaniami, czy już mamy wojnę z Rosją? A więc wojna – jak kiedyś powiedział gen. Felicjan Sławoj-Składkowski. Przez dłuższy czas przeważała wersja, że to rakieta rosyjska uderzyła w Polskę, a Polska oczekuje stanowczej reakcji naszych sojuszników w NATO w obliczu wojennego zagrożenia. Może nie od razu artykuł 5 (o agresji i zbrojnej reakcji), ale przynajmniej artykuł 4 (o konsultacjach z sojusznikami z NATO) powinien być uruchomiony? Jak każda dyktatura oni uwielbiają nastrój grozy i szukanie ratunku w mądrości reżimu. Naradzały się wielkie pisowskie głowy, aż zaczęły się pojawiać informacje, że to jednak niekoniecznie rosyjska, ale być może ukraińska rakieta wystrzelona w celach obronnych i że Polska nie jest obiektem agresji, lecz raczej przypadkową ofiarą. Oświadczenie prezydenta Bidena wreszcie przerwało wątek rosyjskiej rakiety i doprowadziło do stopniowego odpływu histerycznego wojennego wzmożenia.
Przez dłuższy czas mieliśmy do czynienia z czymś, co trudno nazwać inaczej niż błaznami na wojnie. I tylko jeden element był niestety od początku tragiczny i niezmienny – śmierć dwóch pracowników punktu skupu w Przewodowie. Odbyła się konferencja prasowa po zakończeniu obrad BBN, na której wystąpił rzecznik (chyba rządu, czy może PiS-u) i jakiś p. Siewiera, który stał z marsową miną, i na koniec oznajmił, że z uwagi na wagę spraw nieprzewidziane są żadne pytania. Panowie wyszli z dostojeństwem związanym z grozą sytuacji, udając się na posiedzenie gabinetu p. Morawieckiego. Potem trwał nieustanny festiwal takich mniej więcej informacji, że prezydent Biden jest w kontakcie z prezydentem Dudą, a także z p. Dudą kontaktuje się szef NATO, z kolei p. Duda oznajmił, że sytuacja Polski jest bezpieczna i stabilna. Pokaz groźnych min takich wybitnych mężów stanu, jak Duda, Terlecki, Morawiecki, Błaszczak itp. Następnie wielokrotnie sternicy nawy państwowej i ludzie w ich imieniu powtarzali, że NATO zgodnie z art. 5 i 4 jest gotowe bronić każdego centymetra powierzchni swoich członków, że nasz kraj jest członkiem NATO i że jesteśmy bezpieczni. Rząd PiS trwa na posterunku, zabezpiecza nasz kraj, jesteśmy silni, gotowi do obrony każdej piędzi ziemi, a razem z nami jest Ameryka i bliskie nam narody (o Unii było jakoś mniej). Taki mniej więcej ton, styl i treść dominowały we wszystkich przekazach do późnych godzin nocnych, a gdzieś w międzyczasie pojawiła się informacja, że to jednak nie rakieta wystrzelona przez Rosjan, tylko przez broniących się przed rosyjską agresją Ukraińców. Mniej więcej w tym czasie, gdy pisowcy nie zgodzili się na żadne pytania, rzecznik Departamentu Stanu zwołał konferencję prasową i odpowiadał na wszystkie pytania, po raz kolejny wprowadzając wątek ukraińskiej rakiety. Pan Morawiecki zabrał głos około 7 godzin po wybuchu rakiety, co powinno skutkować jego dymisją za niezdolność do opanowania nastrojów paniki. Atmosfera grozy po pisowskiej stronie gęstniała wraz z nastaniem ciemności, pojawiły się patrole policyjne kontrolujące cały teren (podobno nawet drony) i oczywiście nikt nie mógł zbliżyć się do miejsca, gdzie uderzyła rakieta.
Uruchomiono wszystkie inne służby, a widok policjantów w kamizelkach z napisami „policja”, migocących lampek, światełek odblaskowych i generalnie potęgi całego majestatu policyjnego państwa zabłysnął po raz kolejny. Na tym tle posiedzenie sejmu było tylko dopełnieniem atmosfery zagrożenia, jedności patriotycznych sił skupionych wokół bohaterskiego rządu, który w pełni panuje nad sytuacją i dziękuje opozycji, że tym razem stanęła na wysokości zadania i popiera rząd premiera Morawieckiego. Po stronie opozycji mieliśmy jakiś rodzaj milczącej aprobaty dla tej narracji. Miary błazeństwa (bo PiS nie umie i nie może inaczej) dopełniły ataki na gen. Różańskiego, który słusznie skrytykował bardzo długie milczenie strony polskiej na temat tego, co właściwie stało się w Przewodowie oraz reasumpcja głosowania w komisji, przerwa, ściągnięcie swoich posłów i przegłosowanie ustawy dokładnie w tym czasie, gdy dygnitarze pisowscy mówili o wspólnym stanowisku z opozycją dla bezpieczeństwa państwa i o sukcesie patriotycznej jedności.
Stanowisko PiS-u jest szkodliwe i niebezpieczne dla Polski, co zauważył publicysta „Gazety Wyborczej”: „Wprowadzające w błąd reakcje polskich władz na tragiczny wypadek w Przewodowie pokazują jednoznacznie, że władza PiS jest nie tylko zagrożeniem dla demokratycznej przyszłości Polski, ale także dla podstaw bezpieczeństwa naszego kraju. Jest dziś niemal oczywiste, że pisowscy liderzy, mówiąc o ‘rakiecie rosyjskiej produkcji’ (sformułowanie, które obiegło świat), zapowiadając ‘ścieżkę eskalacji’ w ramach traktatu waszyngtońskiego czy wzywając przed północą ambasadora Rosji w Warszawie do MSZ, mieli świadomość, że tragedię przy polskiej granicy wywołała wada pocisku obrony powietrznej Ukrainy. Wtorkowe wypowiedzi dały pretekst rzecznikowi Kremla do roztaczania kuriozalnie przerysowanych wizji ‘histerycznej szaleńczej reakcji rusofobicznej Polski’. Perfidna narracja przedstawiająca Rosję jako ofiarę fałszywych oskarżeń o zbrodnie rzekomo popełniane przez Ukrainę jest jednym z głównych narzędzi w arsenale kremlowskiej propagandy. (…) Jakakolwiek niepotrzebna eskalacja napięcia jest ponadto skrajnie nieodpowiedzialna ze względu na sytuację ekonomiczną Polski. Nasza gospodarka już teraz znajduje się w okowach recesji, wciąż rosnącej inflacji i zagrożenia stabilności naszego systemu bankowego. Ostatnie, czego potrzebujemy, to dalsze utrwalanie wizji naszego kraju jako stojącego o krok od bezpośredniej wojny z Rosją. (…) Wprowadzające w błąd insynuacje dotyczące rakiet ‘rosyjskiej produkcji’ do złudzenia przypominają styl dopracowany przez PiS w kontekście tzw. kłamstwa smoleńskiego. W każdej z wielu przedstawionych dotychczas wersji tego kłamstwa Rosja jest – choć nigdy nie wprost – wskazywana jako współwinna rzekomego zamachu na prezydenta RP. (Maciej Kisilowski, „Zachowanie władzy po tragedii w Przewodowie pokazuje, że PiS jest zagrożeniem dla Polski”, „GW” z dn. 16.11.2022 r.).
Atmosfera sensacji i grozy z powodu wywołanej przez Rosję wojny i rakietowego ataku na Polskę pękła, gdy Amerykanie ogłosili, że przyczyną śmierci naszych rodaków był wypadek ukraińskiej rakiety mającej na celu zestrzelenie rakiety rosyjskiej. Ale do tego momentu narracja pisowców była odmienna i to pokazuje, że ci ludzie dla zachowania władzy gotowi są do każdego kłamstwa. Na razie osiągnęli przynajmniej tyle, że od kilku dni nie mówimy o niczym innym, a to z kolei służy odwróceniu uwagi społeczeństwa od inflacji, obszarów nędzy, zapaści gospodarczej, łamania praworządności, braku pieniędzy z Unii, katastrofalnej sytuacji służby zdrowia. I tym samym działa na korzyść PiS-u, który uwielbia takie spektakle, jak śpiewanie hymnu narodowego i demonstrowanie patriotycznej jedności wokół swojego reżimu. Mieliśmy też próbkę narodowego zagrożenia, które w przyszłości może posłużyć pisowcom do odłożenia wyborów lub ich odwołania, dopóki sytuacja Polski nie będzie „bezpieczna”, co oznacza uwiecznienie ich dyktatury.
Ale są przecież osiągnięcia pisowców: „…są jednak obszary, w których możemy obserwować, a nawet podziwiać, nadzwyczajną sprawność tejże władzy. Jak gigantyczny odkurzacz wciąga w swoje wpływy kolejne instytucje. A na zdobytych posadach lokuje ludzi spod jednej sztancy. Myślą tak samo jak partia i mówią to samo co partia. Choć wyglądem trochę się różnią, to kłamią jak premier Morawiecki. Robią to dużo gorzej. Morawiecki jako kłamca to jednak klasa międzynarodowa. Podobnie jak prezes Obajtek. Twórca księstwa pcimskiego. Iluż wykreował twórców zarządów i dyrektorów spółek skarbu państwa! Iluż milionerów przybyło w Pcimiu za rządów PiS i prezesury Obajtka!” (Jerzy Domański, „Na Saharze zabrakłoby im piasku”, „Przegląd” z dn. 31.10.–4.11.2022 r.).
Bogactwo Pcimia jest bogactwem Polski, pisowcy mają się doskonale, a kto nie jest pisowcem to sam sobie winien. Oglądaliśmy ich jak uciekali przed dziennikarzami reportażu „Czarno na białym”, pytającymi o wpłaty na konto p. Brudzińskiego. Hasło „wystarczy nie kraść” nabrało złowrogiej metamorfozy – wystarczy kraść.



















