Od setek lat ludzie zastanawiają się, kiedy nastąpi koniec świata. Jak na razie żadne prognozy się nie sprawdziły, choć kilka dni temu naprawdę byliśmy blisko końca.
Jeśli ktoś sobie wyobraża, że ten koniec będzie poprzedzać wybuch w magazynach wojskowych broni jądrowej, wielkie trzęsienie ziemi, kolejna groźna epidemia albo przebudzenie największych wulkanów świata – jest w błędzie.
Dzisiaj koniec świata będzie wyglądał zupełnie inaczej. Bardziej elegancko. Próbkę tego mieliśmy niedawno, gdy nastąpiła wielka globalna awaria Facebooku. Jeden z moich znajomych był tym szczerze przerażony, nie wiedział, co ze sobą zrobić, gdzie pójść, czym się zająć. Na czas awarii pogubił wszystkie swoje busole życia, przestał się orientować w rzeczywistości wolnej od Fb, łatwo można było zaobserwować u niego pierwsze objawy somatyczne związane z tym nieszczęściem. Wyglądał jak człowiek, który być może za chwilę będzie wymagał pomocy specjalisty. Zresztą w Polsce niektórzy zdesperowani ludzie dzwonili pod numer ratunkowy 112 z gorączkowym pytaniem, czy wiadomo, kiedy awaria Facebooka zostanie usunięta…
Łatwo sobie wyobrazić, że ten niebezpieczny syndrom dotknął miliony ludzi na całym świecie, uzależnionych od Facebooka i jego pochodnych, tak jak od jedzenia, picia i oddychania. Całe szczęście, że awaria trwała tylko sześć godzin, więc ofiar śmiertelnych prawdopodobnie nie odnotowano. Gdyby jednak w przyszłości miała się ta historia powtórzyć – już na dłużej – sprawy mogłyby przybrać dramatyczny obrót. Obawiam się, że wówczas byłyby już pierwsze ofiary tej globalnej klęski, ponieważ Facebook dla wielu jest jak powietrze, a życie bez powietrza jest dla człowieka niemożliwe.




















