Kiedy w ostatnim czasie stacje telewizyjne pokazywały niezwykłe sceny rozgrywające się pod polskimi kopalniami, najbardziej zainteresował mnie pewien mężczyzna, który przyjechał po węgiel… konną furmanką. Pod jedną z kopalni zjawiły się nieoczekiwanie drewniany wóz na gumowych kołach i ciągnący go skromny konik kasztanek. Na tle setek wielkich ciężarówek stojących uparcie w długaśnej kolejce – widok jak nie z tego świata.
Równie interesujące było to, że furman załatwiał sprawę kupna węgla niemal od ręki, ponieważ postanowiono, że konik nie może stać kilka dni i nocy w kolejce tak jak człowiek.
Nie wiadomo, czy sprytny furman z tego właśnie powodu zrezygnował z transportu samochodowego przerzucając się na wiejską furmankę. Zapomniany w dzisiejszym świecie przewóz towarów nagle nabrał znaczenia i blasku. Wielu oczekujących pod kopalnią już zaczęło zazdrościć mężczyźnie kasztanka obsługiwanego poza kolejnością. Pojawiło się nawet przypuszczenie, że wkrótce do kopalni przyjedzie więcej wozaków. Zapewne mogłoby tak się stać, ale wąskim gardłem w tej sprawie jest nikła liczba zwierząt pociągowych.
Nie można jednak wykluczyć, że sympatyczny kasztanek ze Śląska, który ma specjalne przywileje, zostanie komuś wypożyczony. Na szczęście dla innych ma on małe możliwości – nie wywiezie zbyt wiele zapasów węgla na oczach bezradnego tłumu.



















