Byłem absolutnie przekonany, że Międzynarodowy Dzień bez Komputera, który przypadł na niedzielę, 3 maja, tym razem zostanie odwołany. Nic z tego. Jak donoszą światowe media, ów Dzień się odbył, ale można się tylko domyślać, że całkowicie nie wypalił.
Dzień bez Komputera w czasie pandemii? To zakrawa na wielką ekstrawagancję. W sytuacji, gdy z powodu epidemii ciągle miliony ludzi przesiadują w domach i dzięki komputerom wykonują tam pracę – także w niedziele i święta – pomysł organizacji tego Dnia wydaje się niezwykły. Oczywiście, intencja jest słuszna i jest szlachetna. Chodzi o to, by nie wymarły całkowicie bezpośrednie kontakty ludzi – oko w oko, twarz w twarz – lecz w tym roku nie mogło to przejść.
Przypominam sobie, jak przed laty jakaś międzynarodowa organizacja ekologiczna zorganizowała Dzień bez Futra. Ale zorganizowała ją… w listopadowy, słoneczny dzień, w którym było 12 stopni ciepła. Dzień bez Futra udał się więc nadzwyczaj, gdyż ani jedna kobieta w Polsce tego dnia go na siebie nie założyła, bez względu na poglądy w sprawie hodowli zwierząt futerkowych. Organizatorzy akcji święcili wielki triumf…
Ale organizatorzy tegorocznego Dnia bez Komputera ponieśli druzgocącą klęskę. Bo mimo wszystko wciąż łatwiej porzucić futro, zwłaszcza gdy jest niepotrzebne, niż ukochany domowy komputer.





















