Po miesiącu rosyjskiej inwazji na Ukrainę nie ulega wątpliwości, że blitzkriegu nie będzie i że nie był to miesiąc zapisany złotymi zgłoskami w historii rosyjskiego oręża. Odniesienia do II wojny narzucają się same. Wydawało się, że po 80 latach świat zmienił się na tyle, iż wojenne koszmary mamy na zawsze za sobą. Tymczasem w przedziwny, uderzający sposób wracają i to czasami w sposób całkowicie dosłowny. Blitzkrieg to wymyślona przez hitlerowską propagandę wojna błyskawiczna, trwająca na tyle krótko, że nawet strona mająca przewagę zanim zmobilizowała i rozwinęła swoje siły, zostały one rozbite, a szybkie lotnictwo i broń pancerna Niemiec rozbijały jednostki przeciwnika, zajmując miasta i punkty strategiczne, co w sumie dawało zwycięstwo nad zaskoczonym, zdezorientowanym i niezdolnym do zorganizowanego oporu – chociaż liczniejszym i lepiej uzbrojonym – przeciwnikiem. W taki sposób Niemcy w ciągu miesiąca (z grubsza) wygrały wszystkie kampanie w 1939 i 1940 roku. Dopiero zbrodnie popełnione w Związku Sowieckim podczas kampanii w 1941 nie pozwoliły wykorzystać Hitlerowi możliwości, które sam sobie stworzył. To umożliwiło Stalinowi stanięcie na czele zagrożonych wymordowaniem i zniewoleniem jeszcze gorszym niż przez jego reżim Rosjan, i przy istotnej pomocy Zachodu wygrać wojnę.
Putin, jak się okazało, dość naiwnie sądził, że uda mu się powtórzyć podbój Krymu i Ługańska i na tej podstawie oczekiwał swojego blitzkriegu, triumfalnego pochodu wyzwoleńczego, witania chlebem i solą oraz kwiatami przez ludzi marzących o wyzwoleńczej armii rosyjskiej, wkraczającej na okupowaną przez nazistów Ukrainę. Ale tym razem blitzkriegu nie było, po miesiącu krwawych walkach Rosjanie nie opanowali żadnego dużego miasta (zdobyli co prawda Cherson, ale w większości utracili), ponoszą niewiarygodnie wysokie straty. Zakładając nawet, że straty rosyjskie podawane przez stronę ukraińską są zawyżane – a nie jest to oczywiste, sądząc po liczbie zabitych rosyjskich generałów i braku jakichkolwiek zdobyczy terytorialnych – to i tak nie tylko nie ma wojny błyskawicznej, ale Ukraina wojny nie przegrywa. Jest to klasyczna sytuacja, w której strony powinny usiąść do rozmów. Takie rozmowy nawet się zaczęły, trwają od dłuższego czasu, ale nie bardzo wiadomo, o co w nich chodzi stronie rosyjskiej.
Czy Putin chce w ten sposób osłabiać morale strony ukraińskiej? To mało skuteczna taktyka. Czy liczy na zmęczenie i znużenie Zachodu, czy wreszcie na efekt propagandowy w samej Rosji? Czynnikiem różniącym tę wojnę od innych konfliktów zbrojnych po II wojnie światowej jest niesłychane bestialstwo strony rosyjskiej i całkowite oderwanie propagandy Putina od rzeczywistości. Jeśli do czegokolwiek miałbym tę propagandę porównywać – a nie chcę sięgać do odległych wzorów mistrza kłamstwa i cynizmu Goebbelsa – to informacje putinowskich mediów najbardziej przypominają mi kłamstwa pisowskie. Okazuje się, że kłamstwo może osiągać poziom zupełnie niesłychany, być zaprzeczeniem rzeczywistości w stopniu tak bezczelnym, że aż śmiesznym, że interes polityczny jest absolutnie najważniejszy i dla władzy autorytarnej nie liczy się nic innego. Jest ona nieomylna, szlachetna, wspaniała, uczciwa, zawsze ma rację, jej przeciwnicy nie zasługują na miano ludzi. Ludźmi są tylko zwolennicy autorytarnego reżimu, przeciwnicy to naziści, zdrajcy, mordercy. Ta wojna obok wielu odniesień do ponurych przykładów II wojny pokazała, z jaką łatwością mimo Kołymy i Oświęcimia świat sięga do tamtych modeli przynajmniej w strefie języka, z jaką łatwością dyktatury, aby zwyciężyć, pozbywają się wszelkich skrupułów i zahamowań, jak bezczelni potrafią być zbawcy ojczyzny i słudzy narodu. Jak łatwo pycha, podłość, dążenie do zwycięstwa za wszelką cenę potrafią unieważnić wszystkie konwencje, pakty, traktaty, jak mało znaczą podpisane porozumienia i gwarancje. W ostatecznym wymiarze liczy się tylko siła. Prezydent Biden miał rację mówiąc, że tyrania nie wygra z wolnością, ale nikt nie wie kiedy i za jaką cenę.
Redaktor Paweł Wroński pyta jednego z wybitniejszych polskich dowódców wojskowych w Afganistanie, gen. Bieńka: „Wyobraźmy sobie, że jest pan wojskowym doradcą prezydenta Rosji i patrzy pan na sytuację na Ukrainie – co by pan doradził Putinowi? – Powiedziałbym mu: kończ tę wojnę. Nie osiągnąłeś chłopie żadnego strategicznego celu. Nie zająłeś Ukrainy, zrujnowałeś połowę sąsiedniego kraju, zamordowałeś niewinnych ludzi. Zjednoczyłeś naród ukraiński. Zjednoczyłeś NATO i cały Zachód. Natraciłeś masę własnych żołnierzy i ogromne środki, obnażyłeś słabość własnej armii. Rosyjską gospodarkę dławią sankcje. Co możesz powiedzieć swoim obywatelom? Że Rosja jest wielka, bo ma broń atomową, której i tak nie może użyć, bo spowoduje globalny holokaust? Minister Sergiej Szojgu mówi, że cele pierwszej części operacji zostały osiągnięte. Przekładając to na nasz język – nikt już nie mówi o „wyzwoleniu” całej Ukrainy, ale na siłę poszukuje choćby małego zwycięstwa, jakim byłoby zabezpieczenie rosyjskich zdobyczy z 2014 roku – Donbasu i Ługańska. W takim razie to oznacza, że Szojgu zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się na froncie. Moim zdaniem po tym, co się stało na Ukrainie, rosyjska armia nie pozbiera się przez 15 lat, może dłużej, bo przecież przez sankcje Rosja będzie miała utrudniony dostęp do najnowocześniejszych technologii: noktowizji, termowizji, układów scalonych. Putin zapowiedział, że celem wojny jest ‘demobilizacja Ukrainy’, ale wygląda na to, że skutecznie zdemilitaryzował Rosję”.
To już jest przede wszystkim polityczna, lecz także ekonomiczna, prestiżowa i oczywiście wojskowa klęska Rosji. Spekulacje, że Putin może zostać obalony są uprawnione, ale historia zna wiele przykładów, że słaby, skompromitowany, coraz bardziej oderwany od rzeczywistości dyktator trwał przy władzy dzięki policji politycznej, klice wojskowej, strachowi, który paraliżował ewentualnych spiskowców. Taka trochę była sytuacja starego, schorowanego i ogarniętego manią prześladowczą Stalina, który planował wymordowanie najbliższych współpracowników (właściwie Mołotow był już skazany, a jego żona w łagrze) i zajmował się kolejną czystką, zgładzeniem kremlowskich lekarzy, jakimś rodzajem powtórzenia terroru z 1937 roku. Do dziś trwają nierozstrzygalne spory, czy wylew, który zakończył życie Stalina 5 marca 1953 r. (agonia trwała 6 dni) został wywołany przez spisek Berii, czy był naturalny i wynikał tylko z głupoty Stalina, niestosującego się do diagnozy lekarza Winogradowa, który kazał mu mniej pracować, odpoczywać i nie chodzić do łaźni z uwagi na wysokie ciśnienie. Co nie uchroniło wybitnego profesora Winogradowa przed aresztowaniem i najpewniej – gdyby nie śmierć satrapy – przed procesem i egzekucją. Fascynująca będzie napisana kiedyś sztuka lub scenariusz filmu o starzejącym się i coraz bardziej niedołężnym Putinie.
Właściwie cały rejon otaczający Kijów jest wyzwolony. Sceny na ulicach są makabryczne, jakaś bezrozumna zajadłość i bestialstwo. Na ulicach leżą niepogrzebane ciała, dużo ofiar rozstrzelanych, często z bliska. Część rosyjskich żołnierzy została okrążona i najpewniej się poddadzą, bo nie mają szans na wyrwanie się z kotłów. To wszystko sceny jakby skopiowane z walk na froncie wschodnim II wojny. Walki koncentrują się w rejonie Donbasu, chodzi o tę część obwodu ługańskiego i donieckiego, którą nie udało się zdobyć w 2014 roku. Plan podbicia całej Ukrainy zakończył się kompletną klęską. Putin potrzebuje jakiegokolwiek sukcesu i chce odnieść ten sukces w obwodzie donieckim. Na razie udało się Rosjanom odbić miasteczko Izium pod Charkowem, jest to węzeł komunikacyjny i jego zdobycie może pozwolić na uderzenie na broniące się w Donbasie siły ukraińskie. Są to dobrze wyposażone, doświadczone i dość liczne wojska, których rozbicie wcale nie będzie dla Putina prostym zadaniem. Na razie wszystkie lokalne i minimalne rosyjskie sukcesy nie równoważą ogólnego wrażenia, że cała ofensywa moskiewska utknęła i żaden z jej celów nie został osiągnięty.
I jeszcze tylko krótki komentarz wybitnego emigracyjnego publicysty z paryskiej „Kultury”, Litwina, przyjaciela Polski i Ukrainy: „Dlaczego Putin to zrobił? Oczywiście dlatego, że czuje się niepewnie. Są w tym elementy psychologiczne, a pewnie nawet psychiatryczne – niedorzeczne, odwetowe ambicje, nieziszczalna nadzieja na odbudowę stalinowskiego imperium i ostateczna dominacja nad światem, a nade wszystko nienawiść do demokratycznej Ukrainy, która jest przykładem dla Rosji. Putin postanowił: póki jest czas i okazja, trzeba wszelkimi sposobami wstrzymać demokratyczny eksperyment na Ukrainie. (…) Nie pomagają zbrodnie porównywane z najgorszymi momentami II wojny światowej. Nie pomagają ani pusta retoryka, ani próby szantażu. Putin wciągnął swój kraj w spiralę błędów, nie jest w stanie złamać Ukraińców i zdławić ich oporu. Wprost przeciwnie, zwrócił przeciwko sobie cały świat i ściągnął na Rosją kary wiodące do jej ekonomicznego a potem politycznego upadku. Byliśmy już świadkami wielu porażek agresora. Będą one coraz częstsze, choćby na zwycięstwo nad nim trzeba było czekać dłużej niżbyśmy chcieli. Kiedy Rosja Putina zajęła Krym i wszczęła działania wojenne w Donbasie, napisałem wiersz zakończony słowami: „Zdmuchnij świece i dobrze zamknij drzwi/Tuż za nimi są – Kaligula z dżumą… Agresor wybrał drogę samobójstwa. Ukraina jest na drodze do niepodległości i wolności”. („Putin wybrał samobójstwo, czyli Kaligula upada”, tekst za litewskim portalem Delfi. lt, tytuł: Wyborcza).
![Kolejny parkomat w Tarnowie [ZDJĘCIA] Parkomat ul. Gumniska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Parkomat-ul.-Gumniska-8-218x150.jpg)


![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)



![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)











