Teatrzyk pana Sasina

0
REKLAMA

Teatrzyk p. Sasina to tzw. wybory, ponura tragifarsa, bo obok przeniesienia odpowiedzialności z Państwowej Komisji Wyborczej na pocztowców i pisowców, może dojść do zwiększenia liczby osób zarażonych i w konsekwencji do śmierci. Kiedyś winni poniosą – mam nadzieję – za to odpowiedzialność, podobnie jak za całość bezprawnych działań dobrej zmiany, ale na razie zachowują się tak, jakby to nigdy miało nie nastąpić. Jest to zresztą cecha każdej dyktatury. Funkcjonariuszom, beneficjentom, żyjącym z jej popierania, wydaje się, że wynaleźli cudowny sposób na uwiecznienie swojej władzy, że tej władzy nigdy nie oddadzą, a w każdym razie, co otrzymali jako nagrodę za wierną służbę, nikt im jej nie zabierze. Jest to jeden z powodów, dla którego bronią dyktatury jak niepodległości i gotowi są wiele zrobić dla osobistych korzyści. Ten mechanizm jest dobrze znany i był wielokrotnie opisywany. Gomułka mówił, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy. Bardzo często też poplecznikom różnych dyktatur udawało się zachować swoje łupy.

Czy tak będzie w przypadku ludzi dobrej zmiany, czas pokaże. Na razie stajemy w obliczu zbojkotowania wyborczej tragifarsy i z oczywistych powodów za tym się opowiadam. Skoro wybory organizuje p. Sasin, to niech p. Sasin wybiera i potem ocenia ważność tego wyboru. Cały ten proces zmierza do tego, żeby przyklepać drugą kadencję p. Dudy za wszelką cenę, po trupach dosłownie i w przenośni, a potem się zobaczy. Nie widzę powodu, aby w tym spektaklu brać udział. To trochę tak, jakby w tzw. wyborach organizowanych w PRL uczestniczyć z przekonaniem, że trzeba brać udział i wybrać lepszych, oczywiście dla dobra Polski. Z pewnością wśród tysięcy kandydatów, których „proponował” Front Jedności Narodu, czyli PZPR, a konkretnie I sekretarz, byli lepsi i gorsi, byli nawet przyzwoici i było wiele łajdaków, ale dokonywanie rozróżnień pomiędzy nimi w procesie organizowanym przez komunistów było zadaniem jałowym. Dlatego bojkotowałem „wybory” w PRL i będę bojkotował tzw. wybory obecne.
Trzeba przyznać, że p. Sasin jest bardzo specyficznym pisowskim dygnitarzem. Pomijam aparycję, bo nie jest rzeczą właściwą naigrywanie się z rzeczy, na które nie ma się wpływu. Należy on do reżimowców o jakimś szczególnym rodzaju antypatyczności. To nie jest siermiężny, potakujący i wygłaszający niedorzeczne uwagi osobnik, który partii zawdzięcza wszystko i o tym dobrze wie, którego istotą jest partyjne lizusostwo. Sasin to odrębna kategoria, obok postaci, jak np. Bielan, Schetyna, Wójcik, Dworczyk, Szumowski, itp., pozujących na mężów stanu. Troska cechuje wszystkich ww., a najbardziej chyba p. Szumowskiego, któremu chodzi tylko o dobro ludzi, aby nie zachorowali i dlatego broni wyborów korespondencyjnych, a to, że tak chce także PiS, to czysty przypadek. Obecny etap zmagań dobrej zmiany o uwiecznienie swojej władzy z pewnością zasługuje na uwagę, bo mamy okazję oglądać całą kolekcję postaci i podziwiać ich zachowania.
Chociaż p. Szumowskiego chciałbym jednak przeprosić, bo ukazała się w internecie (bankier.pl) informacja dotycząca dofinansowania spółki Oncoarendi Therapeutics, której prezesem i właścicielem 8,7% akcji (bezpośrednio, pośrednio może więcej) jest Marcin Szumowski. Podobno brat ministra zdrowia. Z artykułu wynika, że na początku marca spółka otrzymała z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dotację w kwocie 22 mln złotych na wyprodukowanie lekarstwa onkologicznego. Jakiekolwiek sugerowanie, że istnieje związek pomiędzy dofinansowaniem, a czysto przypadkowym pokrewieństwem jest podłą insynuacją.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze