Jeden z czołowych konspiratorów, który po niepowodzeniu zamachu popełnił samobójstwo, płk Henning von Tresckow, mówił: „Ufam, że Bóg, który kiedyś przyrzekł Abrahamowi ocalić Sodomę, jeśli znajdzie się w niej choć jeden sprawiedliwy, nie zniszczy Niemiec przez wzgląd na nas… O wartości moralnej człowieka świadczy w ostatecznym rachunku gotowość oddania życia za przekonania”. A sam wykonawca i czołowy organizator zamachu stanu mającego na celu obalenie Hitlera i jego reżimu, hrabia Claus von Stauffenberg, po początkowym, typowym dla wielu niemieckich wojskowych, poparciu dla wojny, gdy przekonał się o zbrodniczym charakterze reżimu i zbrodniach dokonywanych zwłaszcza na terenie Rosji, powiedział, że jedynym rozwiązaniem dla Niemiec jest zabicie Hitlera. Dodał jeszcze: „nie ma o czym dyskutować – ja zabiję tę świnię”. Motyw moralny, obok oczywiście politycznych celów zamachowców, jest tym, co wydaje się najszlachetniejsze i najtrwalsze w ich działaniach. I dlatego mogą być wzorem dla pokojowych i demokratycznych Niemiec, które obchodzą dzień 20 lipca jako uroczyste święto mimo ciągłych oporów i protestów z jednej strony środowisk kryptohitlerowskich i nacjonalistycznych, z drugiej komunistów zarówno niemieckich, jak i wszystkich pozostałych, w tym polskich.
Sam zamach, znany dziś w najdrobniejszych szczegółach, nie doprowadził do śmierci Hitlera. Złożyło się na to nie tylko przesunięcie pod stołem teczki z bombą przez płk Hienza Brandta, który nie przeżył zamachu, ale włożenie przez von Stauffenebera tylko jednej bomby do teczki (nie jest jasne dlaczego), przełożenie narady z bunkra do baraku i inne szczegóły składające się na pech, który prześladował zamachowców i wyjątkowe szczęście Hitlera. W efekcie niepowodzenia samego zamachu szanse na obalenie reżimu praktycznie nie istniały, a stłumienie działań konspiratorów mimo sukcesów w pewnych miejscach, np. w Paryżu i Wiedniu, było już tylko kwestią czasu. Hitler uznał to, że ocalał, za poparcie ze strony „opatrzności”, słowo Bóg nie przeszło mu przez gardło.
Oznaczało to kontynuowanie wojny i okrutną zemstę wobec uczestników spisku. Hitlerowski w pełni dyspozycyjny sędzia Roland Freisler został osobiście pouczony przez Hitlera, aby postępował „surowo” i działał „z szybkością światła”. Co oznaczało wyzwiska i poniżanie oskarżonych. Egzekucje odbywały się w więzieniu Plotzensee i polegały na wieszaniu ofiar na strunach fortepianowych zawieszonych na hakach rzeźniczych. Dziś w tym miejscy kanclerz i prezydent Niemiec składają kwiaty i ja także miałem zaszczyt kilka lat temu w rocznicę 20 lipca składać tam biało czerwoną-wiązankę.
Próba obalenia Hitlera przez zamachowców 20 lipca się nie udała, a sam płk Claus von Stauffenberg został rozstrzelany tego samego dnia na dziedzińcu ministerstwa wojny przy Bendlerstarssae (dziś Stauffenbergstrasse), skąd kierował zamachem. Tam też jest jego pomnik.
Niemcy, odbudowane przez przeciwników Hitlera, z decydującą rolą Konrada Adenauera, są dziś pokojowym demokratycznym państwem, przyjacielem Polski. Znaczna część programu konspiratorów z 20 lipca została zrealizowana. Opluwani i szkalowani byli zawsze przez komunistów, bo udany zamach oznaczał zatrzymanie sowieckiej ekspansji na Europę. Są opluwani przez pisowców i innych nacjonalistów, i populistów, którzy w swojej propagandzie używają zbitki komunistycznej, że Niemcowi nie można ufać, a w gruncie rzeczy ten cały Stauffenberg to kryptohitlerowiec. W tym mniej więcej duchu ostatnio dość aktywnie zabierała głos zbliżona do PiS „Rzeczpospolita”, atakując prezydenta Komorowskiego za to, że oddał hołd uczestnikom Ruchu 20 lipca. Ja z całego serca panu prezydentowi dziękuję. W niczym nie umniejsza wielkości bohaterów 20 lipca atak tego typu ludzi, to raczej tylko zaszczyt.
Bohaterscy przeciwnicy Hitlera
REKLAMA
REKLAMA




















