Batyr uruchomił to, co od dawna jest narzędziem, którym po 1989 roku prezydenci posługiwali się w działaniach przeciwko nielubianym rządom. Z tym że poprzednicy Batyra, z pewnym wyjątkiem w osobie p. Dudy (ale i on zachowywał jakiś rodzaj umiaru, a w każdym razie przynajmniej refleksji), nie działali w tym obszarze z taką mściwą nienawiścią, zaślepieniem, podłością, zajadłością, brakiem nie tyle zdrowego rozsądku, co elementarnej przyzwoitości. Obecny lokator pałacu postanowił sobie za podstawowy i w zasadzie jedyny cel obalenie rządu Donalda Tuska i umożliwienie pisowskiemu (czy szerzej – nacjonalistycznemu) obozowi politycznemu dorwania się do władzy. Mechanizm działania p. Nawrockiego jest równie prosty jak on sam. Wetować każdą istotną ustawę rządu, podpisywać tylko to, co nie jest ważne z politycznego punktu widzenia. Podpisane ustawy są mu potrzebne do tego, aby mógł powiedzieć: bardzo przepraszam, ale ja przecież podpisałem bardzo wiele ustaw, a więc zarzut, że złośliwie i z politycznej motywacji nie podpisuję sejmowych ustaw jest rażącą niesprawiedliwością. Ponieważ istotą jego kampanii wyborczej i sprawowania urzędu jest kłamstwo, jak w przypadku nacjonalistów i populistów, cała ta prezydentura jest i będzie jednym wielkim kłamstwem. Kłamstwem będzie też argumentacja jego pomagierów, czegoś, co nazywa się kancelarią czy zespołem współpracowników pana prezydenta, że reprezentują obywatelskość jego kandydatury i polityczny pluralizm, który przecież zawsze popierał i popiera. Jest to mniej więcej taki pluralizm jak front jedności narodu w państwach komunistycznych.
Już pierwszych kilka tygodni pokazało, że nie można mieć najmniejszych złudzeń co do konfrontacyjnego charakteru jego działań i tego, że stopień agresji i zajadłości w realizowaniu głównego przedstawionego wyżej celu będzie przekraczał wszystko, co polska polityka widziała od 1989 roku.
Polityka, jaką demonstruje Batyr, to typowy stalinizm, tyle że bez plutonów egzekucyjnych, policji politycznej i przemocy. Ta taka bezzębna dyktatura. Mamy okazję obserwować, jak pisowcy miotają się, pozbawieni możliwości, nawet tych, jakie mieli podczas swoich ponurych ośmiu lat infantylnej dyktatury. Batyr wetuje i nic innego nie robi, wetuje wszystko na oślep, nawet tak „niewinne” ustawy, jak ta o ochronie roślin czy o ochronie dzieci przed przemocą i pedofilią, znana jako „ustawa Kamilka”. Trudno miejscami zrozumieć, o co mu chodzi, poza nienawiścią do Donalda Tuska i satysfakcją, iż „szkodzi” rządowi. Oczywiście, w każdym wecie jest obok ogólnej nienawiści do premiera jakiś wątek polityczny. Nienawidzi wiatraków, bo kojarzą się one ze znienawidzoną ochroną środowiska, przyrody (szerzej – znienawidzonym przez nacjonalistów słowem „ekologia”, którego nie rozumieją), lasami oraz środowiskiem, na którym połamał sobie zęby specjalista od wycinania lasów, fanatyczny Jan Szyszko, który z wycinania i demolowania Puszczy Białowieskiej uczynił znak firmowy nacjonalistycznych rządów.
Batyr oczywiście popiera wszystko, co kojarzy się z węglem, górnikami, byczymi chłopami, którzy mogą przyjechać do Warszawy z transparentami Solidarności, palić opony oraz ryczeć pod sejmem i kancelarią premiera. Popiera wszystko, co oznacza zmuszenie kobiety w ciąży do urodzenia dziecka kalekiego, zdeformowanego; to bez znaczenia, ważny jest sam poród i samo ochrzczenie, jak powiedział Kaczyński. Dlatego wszystko, co ma związek z in vitro, edukacją, badaniami prenatalnymi, higieną i prawami kobiet do godności i bezpieczeństwa należy wetować i zwalczać, bo za tym kryje się znienawidzona ideologia wymierzona w Kościół i religię. Związek nacjonalizmu z religią, od dawna istniejący i wielokrotnie opisywany w literaturze, znajduje się w osobie i postawie Batyra oraz całego jego obozu politycznego.
Batyr wetuje, aby zaszkodzić i sprzeciwiać się rządowi – to jasne, ale także, aby blokować możliwości jakichkolwiek działań, prowadzenie polityki, zwyczajne rządzenie krajem. Twierdzenie, że będzie sprzeciwiał się podnoszeniu wszelkich podatków oznacza w praktyce, że rząd, gdyby dostosował się do tego oczekiwania i nie podnosił podatków a tylko je obniżał (bo to dosłownie powiedział Batyr), nie mógłby sprawować realnej władzy. Polityka podatkowa polegająca na regulowaniu gospodarki i życia społecznego za pomocą budżetu państwa, na który składają się w pierwszej kolejności podatki, jest podstawą działania każdego rządu na świecie i każdej większości parlamentarnej. Chyba że mamy do czynienia z dyktaturą, gdzie parlament nie istnieje, ponieważ to, co nazywa się parlamentem, jest grupą klakierów służących dyktatorowi do oszukiwania społeczeństwa i opinii publicznej. Taki był parlament w III Rzeszy, który się w ogóle nie zbierał i w Związku Radzieckim, gdzie się zbierał i wiwatował na cześć kolejnego satrapy.
Zapowiedź Batyra, że nie zgodzi się na podnoszenie podatków i jednocześnie zgłaszanie pomysłów sprowadzających się do zwiększania wydatków i kokietowania kolejnych grup społecznych oraz własnych zwolenników, bez podawania źródeł ich finansowania, to oczywiście farsa polityczna, która nie może istnieć bez przyczyny. Pomysły zapowiadane przez Batyra, na szczęście blokowane dzięki Donaldowi Tuskowi i dlatego zamieniające się we własne karykatury, gdyby weszły w życie, prowadziłyby do systemu brutalnej dyktatury, gdzie opór społeczny byłby łamany siłą. To, co proponuje Batyr, to likwidacja systemu demokracji parlamentarnej i zastąpienie jej brutalną dyktaturą, najpewniej prezydencką, czyli samego Batyra. Najpewniej też najbardziej brutalną od czasów stalinizmu. Odniesienie do czasów stalinizmu jest częściowo tylko trafne, bo wówczas mieliśmy podporządkowanie Polski Związkowi Radzieckiemu, a stopień brutalności i przemocy był absolutnie nieporównywalny z tym, co pisowcy mogliby, gdyby chcieli, zastosować obecnie. Chociaż możliwe są tu różne zaskakujące, paskudne scenariusze, których mam nadzieję nie będziemy mieli okazji zakosztować?
Jak pisze Mariusz Janicki: ”W Polsce najważniejsze jest jednak, kto kogo w bieżącej partyjnej walce zgrilluje, pognębi i zaorze. Polskie piekło pochłania coraz więcej obszarów powodując, że tym bardziej widać ten specyficzny prowincjonalizm, charakteryzujący się tym, że kwestie międzynarodowe traktuje się jako instrument polityki wewnętrznej. Lansuje się w tej eurosceptycznej lidze nowego zawodnika Karola Nawrockiego, może niedoświadczonego, ale rokującego. Serwowane są dwie opowieści: pierwsza to gloryfikacja prezydenta, a druga to narracja, że prezydent Nawrocki jest zwierzchnikiem premiera Tuska, nadzorcą rządu… Chodzi o to, aby Nawrocki i jego rodzina byli postrzegani jako zupełnie nowa jakość, przełom moralny, personalny, ideowy, początek nowej politycznej epoki. Te zabiegi tworzą podbudowę drugiej opowieści, że Tusk jest tylko podwładnym Nawrockiego, postacią już nie drugorzędną, ale czwartą w państwowej hierarchii… Ludzie Nawrockiego i on sam będą stale robić z Pałacu Prezydenckiego swoisty Olimp państwa, miejsce wyższego wtajemniczenia, gdzie pisane są projekty spiżowych ustaw „dla Polaków”, gdzie powstaje nowa konstytucja i ogólnie bije polityczne serce kraju… Nie mają znaczenia procedury, dyplomatyczne obyczaje, ale to, która strona wyjdzie z tego zwycięsko. Jeśli demokracja okaże się gamoniowata i leniwa, wygrają „dziarscy chłopcy” pod przywództwem Karola Nawrockiego – i to oni będą rozmawiać z Europą” („Generalna próba sił”, „Polityka”, 27.08-2.09.2025 r.).
Ten dość obszerny cytat z wypowiedzi znakomitego publicysty dobrze oddaje, o co i w jakim stylu toczyć się będzie, a właściwie już się zaczęła, walka polityczna w Polsce. Na razie mieliśmy do czynienia z jej pierwszą odsłoną w postaci rady gabinetowej z występami Batyra, która pozwala mieć nadzieję, że obóz nacjonalistyczny i sam Batyr poniosą miażdżącą klęskę. Jego błazenada, którą prezentował na każdym kroku, gigantyczne kompleksy i brak wyczucia połączony z niebywałym prostactwem pozwalają mieć nadzieję, że nie spełni on pokładanych przez niego w obozie nacjonalistycznym nadziei. Jeszcze gorzej wygląda Batyr jako nowa jakość polityczna i przywódca narodu polskiego. To się według mnie nie może udać, ale nie można go lekceważyć, bo co najmniej kilku dyktatorów było w historii Europy lekceważonych, a zgotowali światu koszmarny los.
Batyr z pewnością nie okaże się Romanem Dmowskim współczesnego polskiego nacjonalizmu, który potrafi do dziś inspirować polityków polskiego nacjonalizmu, na razie na szczęście bezskutecznie, a to, co obserwujemy, to raczej farsowy wymiar kompleksów i nieuctwa oraz niebywałej pychy pomieszanej z takimi samymi ambicjami. Bardzo by się zdziwił pan Roman, gdyby zobaczył, do czego doszli jego naśladowcy, a jeszcze z pewnością nie ujawnili swoich wszystkich możliwości, oczekiwań i ambicji, ale z pewnością wiele jeszcze zobaczymy i w wielu obszarach nas zaskoczą. Jest jedna ogromna różnica, która działa na korzyść Polski. Istnieje Unia Europejska, a świat po dwóch wojnach światowych i zbrodniach zorganizowanych ideologii jest mądrzejszy i bogatszy w doświadczenia i tacy naśladowcy pana Romana jak orły w kancelarii Batyra nie będą mieli możliwości ani najpewniej okazji rozwinąć skrzydeł. Powtarzam za wybitnym Januszem Szpotańskim, który mówił w stanie wojennym podczas wspólnego pobytu w obozie internowanych w Jaworzu: wierzę w Chronosa.




















