W kraju, gdzie znów będziesz mógł coś przeczekać – śpiewał o Polsce Ludowej Jan Krzysztof Kelus, którego ślady w postaci wierszowanych napisów czytałem na pryczy w celi więzienia na Mokotowie. On skazany w procesie taterników, ja w procesie „Ruchu”. Najpierw w najśmielszych marzeniach nie wierzyłem, że doczekam upadku komunizmu, wolnej, demokratycznej Polski w Unii i w NATO, wypełniającej sen całych pokoleń walczących o wolność, której nie było im dane doczekać. A potem naiwnie myślałem, że tej wolności nigdy nie utracimy, że nikt nam jej nie odbierze, że to przecież niemożliwe, że to tym razem na zawsze. Dziś, żyjąc znowu w zniewolonej Polsce pod rządami prymitywnej, nacjonalistycznej, korumpującej dyktatury, ludzie niepogodzeni z niewolą zadają sobie pytanie, jak to możliwe, jak to się mogło stać? Dlaczego do tego doszło, a przede wszystkim: jak doprowadzić do odsunięcia ich od władzy i w jaki sposób zabezpieczyć wolność, aby coś takiego jak ich rządy już się nie powtórzyły?
W Polsce Ludowej program przeczekania władzy i jej głupich, szkodliwych, często absurdalnych pomysłów wydawał się dla wielu ludzi jedynym rozsądnym pomysłem, bo obalenie komunizmu oznaczało sowiecką interwencję. Ten sam dylemat miała przez cały czas „Solidarność”: z jednej strony reformować Polskę, ale tak, aby nie doprowadzić do wejścia wojsk sowieckich. W końcu doczekaliśmy się stanu wojennego i wreszcie powtórzenia cudu z Listopada 1918 roku w postaci rozpadu Związku Sowieckiego, wolnych wyborów 4 czerwca 1989 i jesieni narodów w Europie Wschodniej. Przeczekiwanie pisowskiej dyktatury to jest jakiś program, ale trwać to może długo i oznacza bierne czekanie na rozwój wydarzeń. Co w konsekwencji oznacza demobilizację społeczeństwa i pogodzenie się z nową niewolą. W dodatku „przeczekanie” to na razie podstawowa strategia polityczna PiS-u. Oni nauczyli się przeczekiwać wszystkie protesty. Oczywiście wolą, żeby ich nie było, próbują czasami zastraszyć manifestantów, czasami używają w ograniczonym zakresie przemocy, nie mordują, nie strzelają, w zasadzie nie zamykają przeciwników w więzieniach. Można powiedzieć, że ludzcy panowie. Z drugiej strony używanie siły nie jest im do niczego potrzebne, najlepiej przeczekać. Strach w ich oczach po 2015 roku widziałem właściwie tylko raz, podczas masowych protestów kobiet po wprowadzeniu zbrodniczej ustawy uderzającej w ich godność, zdrowie i nawet życie. Tylko masowe protesty trwające do skutku – czyli przynajmniej realizację części postulatów – najlepiej przed gmachem KC PiS na Nowogrodzkiej, bo tam jest centrum władzy, a nie w sejmie p. Witek lub siedzibie p. Dudy, są realnym zagrożeniem dla ich rządów. Oczywiście każda forma odmowy kolaborowania z ich reżimem jest patriotycznym, często odważnym gestem i ma znaczenie w walce o Polskę. Czekając na protesty przeczekujemy dyktaturę – jak w piosence.



















