Warszawa obroniona

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Jak zawsze w tego rodzaju sytuacjach mamy bardzo różne oceny i jak zawsze nikt z liderów partii nie czuje się przegrany, a nawet zapowiada kolejne triumfy i pognębienie rywali.
Ale fakty są bezlitosne. Mimo bardzo mocnego zaangażowania się Kaczyńskiego, jego wezwań, apeli i zaklęć, mimo gigantycznej kampanii medialnej we wszystkich mediach pisowskich i wielu innych opcji prawicowych, do referendum w Warszawie poszło 25,6% uprawnionych do głosowania. Żeby referendum było ważne do urn musiałoby pójść 29,1% wyborców. Tak więc zabrakło niecałe 4% wyborców, czyli 50 000 głosów. Biorąc pod uwagę, że 5% uczestników referendum głosowało przeciwko odwołaniu pani prezydent, a także że z 20% głosujących za odwołaniem nie wszyscy przecież są zwolennikami PiS, możemy przyjąć, że na partię Jarosława Kaczyńskiego głosowało w Warszawie mniej niż 15% wyborców – to wyraźna klęska.
Niczego nie zmienią zapewnienia o pisowskim tsunami, które nadejdzie (już nadchodzi od mniej więcej sześciu lat), o niekonstytucyjności referendum i jego nadużyciach. Groteskowo wyglądają zawodzenia do Unii Europejskiej ze strony partii wobec Unii wrogiej, odwoływanie się Jarosława Kaczyńskiego do rzekomo złamanych procedur demokratycznych, który swój stosunek do demokracji ujawnił w czasach sprawowania władzy i ujawnia po dziś dzień.
Referendum jest triumfem Hanny Gronkiewicz-Waltz, premiera Donalda Tuska i całej Platformy Obywatelskiej. Ryzykując bardzo wiele premier Tusk zdecydował się wyraźnie zaangażować się na rzecz nieuczestniczenia w referendum, co było jedyną taktyką dającą szansę na zwycięstwo. Szansę minimalną, biorąc pod uwagę ustawę faworyzującą organizatorów tego rodzaju politycznych awantur poprzez wprowadzenie bardzo niskich progów frekwencyjnych i gigantyczną kampanię przeciwników Platformy, pani prezydent i oczywiście oskarżanemu od dawna i o wszystko Donaldowi Tuskowi.
Uskrzydlony sukcesami w Rybniku i Elblągu, sondażami dającymi zdecydowaną przewagę PiS, medialną nagonką przeciwko Platformie i pani prezydent, a także falą kłamstwa i nienawiści wylewaną codziennie na Hannę Gronkiewicz-Waltz i wszystkich, którzy ośmielali się jej bronić, Jarosław Kaczyński już ogłosił łatwe zwycięstwo i zapowiedział kolejne. Przedwcześnie – Warszawa została obroniona. Obroniona przed falą głupoty, politycznymi awanturnikami i przede wszystkim bezmiarem niekompetencji zaprezentowanych przez tzw. kandydatów na prezydenta, o których można powiedzieć – co jeden to gorszy.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto obok Jarosława Kaczyńskiego jest największym przegranym. Wydaje mi się, że jednak Piotr Guział, który już zdążył odtrąbić wielki sukces. Guział nie tylko został odsunięty i zmarginalizowany przez PiS, z którym pokłócił się w chwili ogłoszenia wyników, ale w jego macierzystej dzielnicy na Ursynowie frekwencja była jedną z najniższych w stolicy. Wiele wskazuje na to, że odwołanie Guziała, do czego słusznie wezwał Leszek Miller, będzie nieuchronną konsekwencją klęski tego referendum.
Wśród komentatorów w większości przedstawiających banalne i bardzo wyrozumiałe wobec PiS opinie przeważa pogląd, że zaszkodził motyw powstania, litera W i upolitycznienie referendum, a także tak mocne zaangażowania jednego z najbardziej niepopularnych polityków – Jarosława Kaczyńskiego. To już historia. Jedno nie ulega wątpliwości – bitwę o Warszawę egzotyczny i cyniczny sojusz PiS, Ruchu Palikota i warszawskiego planktonu przegrał – to dobra wiadomość dla Polski.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze