Wojna na Ukrainie trwa i nic nie wskazuje nie tylko na jej szybkie zakończenie, ale nawet na jakikolwiek większy sukces rosyjskiego agresora. To już jest może nie klęska, ale z pewnością porażka Rosji. To miał być spacer wyzwoleńczy niezwyciężonej armii wielkiego mocarstwa. Tak jak II wojna światowa była wojną Hitlera, bo bez niego nigdy by się nie zaczęła, tak obecna wojna na Ukrainie jest wojną Putina i on poniesie jej konsekwencje. Z pewnością dobrze, że rozpoczęły się rozmowy pokojowe, ale trudno określić je inaczej, niż jako dziwaczne. Nie bardzo wiadomo, po co właściwie Ławrow pojechał do tureckiej Antalyi, skoro poza kłamstwami, że Rosja nie napadła na Ukrainę i nie zbombardowała szpitala dziecięcego, nie miał nic do powiedzenia. Pojawiają się co prawda komentarze, że strona rosyjska wycofuje się z niektórych żądań, jak np. z „denazyfikacji” Ukrainy – co chyba oznacza uznanie rządu w Kijowie i demilitaryzacji – a to znaczy być może zgodę na niezależność Ukrainy od Moskwy – ale do sukcesu tych negocjacji potrzeba jeszcze sporo ukraińskich zwycięstw i efektu sankcji.
Wśród wielu analiz rosyjskich niepowodzeń wybrałem ocenę Siergieja Pugaczowa, byłego doradcy Putina: „Ukraina wciąż bohatersko walczy z posiadającym druzgocącą przewagę rosyjskim najeźdźcą. Nie potrafiąc pokonać ukraińskiej armii, jej wojsk terytorialnych oraz tysięcy ochotników, Rosjanie przeszli do równania z ziemią ukraińskich miast i wsi dopuszczają się zbrodni wojennych, zabijając kobiety i dzieci. W zgodnej opinii zachodnich ekspertów wojskowych ‘ograniczona operacja specjalna’ się załamała. Ilustrują to niezliczone zdjęcia wraków rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych, wyrzutni rakiet i samochodów, a także samolotów bojowych czy śmigłowców zniszczonych przez ukraińską broń przeciwpancerną, przeciwlotniczą oraz drony uderzeniowe. Obserwatorów zaskakuje nie tylko niskie tempo ofensywy ‘drugiej armii świata’, walczącej ze znacznie słabszym przeciwnikiem, ale przede wszystkim elementarne błędy w sztuce wojskowej oraz wiek i stan techniczny sprzętu i uzbrojenia. Od wielu dni świat obserwuje obrazy satelitarne unieruchomionej, ponad 60-kilometrowej kolumny rosyjskich pojazdów wojskowych, zmierzających do Kijowa. Czołgi, samobieżne haubice i wyrzutnie rakietowe toną w błocie, stoją z powodu braku paliwa i zdolności do pokonania przeszkód wodnych z wysadzonymi przez Ukraińców mostami. Powód? Brak paliwa, panika, błędy kierowców kończące się utopieniem sprzętu w błocie, wreszcie sparciałe chińskie opony, które nie wytrzymały ciężaru sprzętu”. (Czesław Juźwik, „Dlaczego potęga rosyjska ugrzęzła w ukraińskim błocie? Odpowiada były doradca Putina”, Gazeta Wyborcza z dn. 10.03.2022 r.).
Pojawia się opinia, że rosyjska armia od lat była rozkradana, co zresztą od dawna wiadomo, bo jest stałym czynnikiem towarzyszącym rosyjskim wojnom. To między innymi doprowadziło do ciężkich klęsk armii carskich w wojnie z Japonią i w I wojnie światowej. Zupełnie nie stanął na poziomie przereklamowany wywiad rosyjski, który przedstawił Putinowi całą operację na Ukrainie jako przyjemny marsz wyzwoleńczy i ukwiecone bramy triumfalne witające najeźdźców. Minister obrony Anatolij Sierdiukow, następca Siergieja Iwanowa, trudnił się głównie branżą meblarską, a w wojsku przez dwa lata był zatrudniony jako kierowca. Za to obecny minister Siergiej Szojgu miał jeden olbrzymi sukces – mianowicie wprowadził mundury według wzoru z 1945 roku (co było nawiązaniem do zwycięskiej wojny z Hitlerem). Wprowadził także zwyczaj obwieszania się wszystkimi możliwymi orderami i medalami, a sam wyglądał przy tym jak marszałek Żukow. Cytowany wyżej były doradca Putina twierdzi również, że pojawiający się co jakiś czas atomowy straszak, iż zdesperowany i rozwścieczony Putin użyje broni atomowej jest groźbą bez pokrycia, bo na to nie zgodzą się generałowie i to oznaczałoby koniec Putina. Oczywiście klęski na Ukrainie osłabiają pozycję rosyjskiego satrapy, ale nikt nie potrafi dziś przewidzieć, czy to osłabienie doprowadzi do pałacowego przewrotu na Kremlu, który byłby najlepszym wyjściem dla świata. Z pewnością każdy dzień wojny to sukces Ukrainy, a widok masakrowanych bezradnych kolumn armii, która chce uchodzić za militarną potęgę budzi nadzieję. Według opinii raczej zgodnych ekspertów, straszak atomowy, którym posługuje się Putin, nie wchodzi w grę, oznaczałby on atomową wojnę światową, a na to nie zgodziliby się rosyjscy wojskowi. Taka wojna nie ma żadnego uzasadnienia, z wyjątkiem być może szaleństwa rosyjskiego satrapy, ale nie jest to powód do zagłady życia na ziemi, choć doprowadziłby do odsunięcia Putina – co być może i tak nastąpi w efekcie dalszych klęsk rosyjskiej armii.



















