Ceny idą w górę

0
Marek Zuber
REKLAMA

Tydzień temu pisałem, że wreszcie, po dwóch i pół roku, pojawiła się w Polsce inflacja. Postawiłem jednak tezę, że nie powinna ona wzrosnąć wyraźnie, co najwyżej powinniśmy dotrzeć w okolicę celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, czyli 2,5% rok/rok. Oczywiście to tylko prognoza. Z drugiej strony nie widać w tej chwili czynników, które miałyby doprowadzić do jakiegoś poważniejszego wzrostu CPI. Wszystko wskazuje zatem na to, że inflacja wzrośnie, ale w sposób ograniczony.
Co z tego wynika dla nas? Skoro inflacja rośnie, to znaczy, że będzie drożej. Z punktu widzenia gospodarki taki mały wzrost cen jest jednak korzystny. Nieprzypadkowo przecież banki centralne chcą mieć niewielką, ale jednak inflację. Brak wzrostu cen to ryzyko, że ceny zaczną spadać. Nie da się bowiem zamrozić sytuacji, nie na wszystko podmioty oddziaływujące na gospodarkę, banki centralne mają wpływ. A spadek cen nie jest korzystny. Pisałem o tym tydzień temu. Z kolei zbyt wysoka inflacja może prowadzić do tzw. przegrzania gospodarki, czyli do jej załamania. Ceny mają zatem rosnąć, ale nieznacznie.
No dobrze, ale mały wzrost cen to jednak wzrost cen. Jeśli inflacja w Polsce rzeczywiście osiągnie około 2,5% rok/rok, to jednak będzie to oznaczało, że produkty i usługi – przynajmniej spora część z nich – będą droższe. To prawda, z drugiej jednak strony spodziewamy się wzrostu wynagrodzeń i to większego niż inflacji. W najbliższym czasie przeciętne wynagrodzenie powinno rosnąc o około 5% rok/rok, czyli realnie powinniśmy zyskiwać 2,5%. Tu zatem nic złego się nie stanie.
Możemy mieć jednak problem z innej strony. Jeśli inflacja wzrośnie rzeczywiście w sposób ograniczony, to Rada Polityki Pieniężnej albo nie podniesie stóp procentowych, albo podniesie je nieznacznie. To z kolei będzie oznaczało, że trudno oczekiwać jakiegoś istotnego wzrostu oprocentowania lokat w bankach. Na ich poważniejsze podniesienie z powodu wzrostu zapotrzebowania sytemu bankowego na środki pieniężne trudno liczyć. W systemie jest bowiem nadpłynność, czyli banki mają więcej pieniędzy, niż są w stanie wykorzystać. I w najbliższym czasie niewiele się tu zmieni. Nawet jeśli nadpłynność będzie się zmniejszać, to powoli. Czyli, poza jednostkowymi przypadkami, banki nie mają interesu, żeby podnosić oprocentowanie lokat. A to z kolei oznacza, że albo nie będziemy na lokatach realnie zarabiać, albo wręcz będziemy tracić.
Oczywiście może być tak, że RPP stopy jednak podniesienie bardziej. Mamy nową Radę, a w niej sporą liczbę osób, które nie mają doświadczenia w kwestii polityki monetarnej. To podniesienie stóp jest możliwe, ale mało prawdopodobne. Tym bardziej że kilka osób z RPP z polityką monetarną miało jednak do czynienia, na czele z jej przewodniczącym, czyli prezesem NBP. Najważniejsze jest jednak, że wyraźny wzrost stóp procentowych to także wyraźny wzrost oprocentowania kredytów, a to może doprowadzić do wyhamowania wzrostu gospodarczego. Droższe kredyty oznaczają bowiem mniejszą chęć do ich zaciągania. Moim zdaniem zatem Rada będzie bardzo uważna w kwestii jakiegoś poważniejszego podnoszenia stóp.
Na koniec warto przypomnieć to, o czym pisałem już dwa lata temu. Stopy procentowe są obecnie bardzo niskie. Jednak z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością okres bardzo niskich stóp się kończy. W perspektywie kilku lat mogą one wzrosnąć wyraźnie. Jeśli ktoś zaciąga dzisiaj kredyt w złotych, musi o tym pamiętać. W przypadku długoterminowych kredytów, na przykład hipotecznych, będzie to oznaczało poważny wzrost miesięcznych płatności. Być może nawet o jedną trzecią. Bierzmy to pod uwagę przy analizowaniu naszej zdolności do spłaty.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze