Zgodnie z oczekiwaniami styczniowa inflacja okazała się wyższa od grudniowej. Ale wzrost jest nieco mniejszy niż średnia prognoz. Luty przyniesie nam prawdopodobnie kolejny wzrost wskaźnika CPI. Potem, jak pisałem tydzień temu, powinno już być lepiej.
Roczny wskaźnik CPI – czyli potocznie inflacja – wzrósł w styczniu do poziomu 17,2%. Z kolei w stosunku do grudnia cena koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosła o 2,4%. Co najbardziej podrożało? Oczywiście nośniki energii. A to efekt wycofania się rządu z tarczy antyinflacyjnej. Czyli powrotu VAT z 5% do 23%. W porównaniu do grudnia odnotowaliśmy tu wzrost cen o 10,4%, a w stosunku rocznym – czyli do stycznia 2022 roku – aż o 34%. Jeśli mówimy o energii, to wciąż w ujęciu rocznym ciążą nam ceny paliw, tu wzrost wyniósł 18,7%. No i oczywiście żywność, która rok do roku podrożała o 20,7%. Warto w tym miejscu wspomnieć, że jeśli chodzi o dane roczne, to dynamika cen żywności zaczęła wreszcie spadać. Choć dalej jest bardzo wysoka.
Generalnie dane są nieco lepsze od średniej prognoz. Rzeczywiście część analityków uważała, że inflacja będzie wyższa. Ale odczyt grudniowy dawał nadzieję na to, że dużo gorzej nie będzie. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że mielibyśmy większą różnicę między danymi za grudzień i za styczeń, gdyby nie hocki-klocki robione przez ORLEN. Sztuczne utrzymywanie wysokich cen w grudniu, pomimo spadku cen ropy na rynkach światowych, doprowadziło do tego, że inflacja w grudniu była relatywnie wyższa. Może nawet zeszlibyśmy ciut poniżej 16%, gdyby nasz narodowy operator paliwowy obniżył ceny tak jak powinien, czyli o jakieś 80 – 90 gr za litr paliwa. Wtedy w styczniu w stosunku do grudnia byłby większy wzrost inflacji. Choć sam wskaźnik roczny w styczniu byłby bardzo podobny. No może nawet ciut niższy, bo spadek cen paliw w grudniu oznaczałby niższe ceny dla przedsiębiorców. Niektórych mogłoby to trochę powstrzymać od podwyżek cen. Ale zmiany nie byłyby duże. Chodzi mi o to, że od 1 stycznia w górę poszedł VAT na paliwa, czyli wrócił do poziomu 23%. We wskaźniku CPI jest to widoczne, bo tam uwzględnia się cenę dla gospodarstwa domowego. Czyli z VAT-em. Ale przedsiębiorcy ten VAT rozliczają, a zatem podwyżka jest neutralna. Czyli ewentualny spadek cen paliw w grudniu, cen brutto, czyli z VAT-em, oznaczałby dla przedsiębiorców niższe koszty.
Co dalej? Pisałem o tym tydzień temu. Od drugiego kwartału spodziewam się mocnego wyhamowania tempa wzrostu cen. Natomiast najbliższe dwa miesiące (luty i marzec) będą bardzo ciekawe. Wzrost cen na początku roku był oczekiwany, wspominałem o tym wielokrotnie. Wycofanie się z tarczy antyinflacyjnej, zmiany cen regulowanych, czy w ogóle zmiany cen – wiele przedsiębiorstw na początku roku wprowadza nowe cenniki – musi oznaczać podbicie inflacji. Trudno jest jednak wyrokować, do jakiego poziomu. Trudno także dlatego, że GUS zmieni koszyk dóbr i usług konsumpcyjnych. Początek roku to moment, kiedy analizuje się nasze preferencje zakupowe z ostatnich dwunastu miesięcy. I zmienia wspomniany koszyk, który pokazuje to, co najczęściej kupujemy. Coś może z koszyka wylecieć, coś innego do niego wejść, mogą się zmienić udziały poszczególnych dóbr i usług. Patrząc na ostatni okres widać wyraźnie, że zaczęliśmy oszczędzać. Czyli kupować relatywnie mniej. A to może na przykład oznaczać wzrost udziału żywności w naszych miesięcznych zakupach. Chodzi mi o udział w rozumieniu wielkości wydatków. Bo przecież na żywności staramy się oszczędzać na końcu. Podobnie będzie zapewne z paliwem i nośnikami energii. Mocny wzrost cen zmienił z pewnością ich udział w koszyku. A jeśli udział żywności wzrośnie, a ona drożała relatywnie mocniej, to i inflacja będzie wyższa.
Zmian w koszyku GUS dokonuje co roku. Podkreślam to dlatego, że w niektórych mediach ta informacja funkcjonowała jako coś nadzwyczajnego. Czyli jakby GUS miał coś kombinować. Jedni twierdzili, że po to, aby inflację obniżyć, a inni, że wręcz przeciwnie. A prawda jest taka, że jest to normalny, coroczny proces. Tyle tylko, że w tym roku prawdopodobnie pogorszy on wyniki w stosunku do tych, które byłyby osiągnięte, gdyby koszyka nie zmieniono. Ale koszyk uaktualnić trzeba, bo jaki jest sens pokazywania danych, które z punktu widzenia naszych zakupów są już nieaktualne?
Ze zmiany koszyka niezadowolony jest także prezes NBP, czego wyraz dał podczas ostatniej konferencji prasowej. – „To nie jest dobry moment, żeby zmieniać koszyki inflacyjne GUS” – powiedział Glapiński. A jaki moment jest dobry? Szczególnie, że dokładnie tak robimy co roku. Ale to tylko potwierdzenie tego, że nowa inflacja – to znaczy liczona według bardziej aktualnego koszyka – może być wyższa. To się Glapińskiemu, co zrozumiałe, nie podoba. Ale gdybyśmy koszyka nie zmienili tylko dlatego, że po zmianach koszyk będzie bardziej drożał, to przecież byłaby to zwykła manipulacja.
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)




![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













