Nie ma takiego kraju na świcie, który nie spotykałby się z problemem przestępstw podatkowych. Trudno się dziwić, bo niby dlaczego w tym obszarze miałoby być inaczej, niż w innych obszarach naszego życia? Kraje różnią się jednak pod względem strat z tego tytułu. Różnice te wynikają z rożnych czynników. Z pewnością olbrzymie znaczenie ma jakość przepisów podatkowych; im bardziej precyzyjne i jasne, tym trudniej o jakiś szwindel. Wiele zależy także od skuteczności organów kontroli i ścigania. Z jednej strony wykrywają one nadużycia i przekręty, z drugiej sam fakt, że są, skuteczne może odstraszać od realizacji przestępczych pomysłów. Wszyscy znają chyba zasadę, która charakteryzuje amerykański sposób walki z niepłaceniem należnych podatków, z którego wynika, że poważniejszym przestępstwem od przestępstw podatkowych jest tylko morderstwo. Olbrzymie znaczenie ma też etyka społeczeństwa, jego podejście do dobra wspólnego, jakim jest państwo. Widać to wyraźnie na przykładzie krajów skandynawskich, gdzie przekrętów podatkowych jest relatywnie niedużo.
Oszukiwać państwo na podatkach można w rożny sposób. Samo ukrywanie działalności gospodarczej jest jednym z tych sposobów. Skoro nie ewidencjonuję działalności, to nie płacę tego, co z tą działalnością jest związane. Szacuje się, że w Polsce około 25% Produktu Krajowego Brutto to szara strefa. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych wynosi ona około 9% PKB. Polskie PKB wyniosło w 2015 roku prawie 1,8 biliona złotych, dochody do budżetu w 2015 roku, zgodnie z nowelizacją dokonaną pod koniec roku, miały wynieść prawie 287 mld zł, a wydatki 337 mld zł, czyli deficyt około 50 mld zł. Gdybyśmy zatem płacili podatki tak jak Amerykanie, w sensie ewidencjonowania naszej działalności, z dziurą w polskim budżecie w ogóle nie byłoby problemu. Bo ze zwykłej analogii, z pewnym oczywiście przybliżeniem, wynika, że do budżetu wpłynęłoby dodatkowo około 40 mld zł.
Szara strefa to nie wszystko, są bowiem jeszcze po prostu zwykłe kombinacje i zwykłe oszustwa. Jak choćby słynne karuzele VAT-owskie. To właśnie głównie dzięki nim w polskim budżecie pojawiły się owe ponadosiemdziesięciomiliardowe straty z tytułu niezapłaconego VAT. A dokładnie oddanego przez państwo VAT. Dla porównania, całkowity koszt programu 500+ wyniesie w 2016 roku około 15 mld zł, a w 2017, czyli w pierwszym pełnym, około 22 mld zł. Koszty podniesienia kwoty wolnej do poziomu 8 tysięcy złotych szacujemy na około 15 mld zł. Oczywiście w obu przypadkach bez dodatkowych wpływów do budżetu wynikających na przykład z efektu mnożnikowego. Tak czy inaczej, ograniczenie przekrętów podatkowych o połowę oznaczałoby brak problemów z realizacją obu pomysłów wyborczych PiS.
Jest więc o co walczyć. A jak walczyć zamierza ministerstwo finansów? Pisałem już, że osobiście nie widzę jakiegoś cudownego rozwiązania. Ale zastrzegałem, że nie jestem specjalistą od podatków. Szczególnie od ich niepłacenia. Z dostępnych obecnie informacji wynika, że i ministerstwo nie ma żadnych cudownych recept, zwiększenie ściągalności będzie bowiem następowało głównie na drodze zwiększania informatyzacji oraz zaostrzenia kontroli. Oba sposoby mają oczywiście sens, ale pod warunkiem, że będą sensownie wdrażane w życie. Obawiam się szczególnie drugiego obszaru. Zaostrzenie kontroli to dobry kierunek, pytanie tylko, czy w polskich realiach nie będzie on oznaczał ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej i uderzania nie w tych, w których uderzać się powinno. No i, co dobitnie widać, trzeba doprecyzować wiele przepisów, aby kontrole mogły mieć bardzo precyzyjny i jednoznaczny charakter.
Tak czy inaczej, na zaostrzenie polityki rządu w tej kwestii musimy się przygotować.
Zwiększenie ściągalności podatków
REKLAMA
REKLAMA




















