Według ostatniego badania CEBOS, 91% Polaków akceptuje nasze członkostwo w UE, a 78% widzi pozytywne efekty tego, że w Unii jesteśmy. Według tej ostatniej grupy Polska rozwijałaby się wolniej, gdyby do wspólnoty nie przystąpiła. To jedne z najlepszych wyników osiąganych we wszystkich krajach UE. Czy trzeba czegoś więcej w kwestii oceny tego, czy było warto? Oczywiście można budować równoległe rzeczywistości, ale trudno jest te wyniki podważać. Z czego Polacy cieszą się najbardziej? Z tego, że nie ma ograniczeń w kwestii podróżowania, że można legalnie poszukiwać pracy w innych krajach, no i widzą miliardy złotych, które przez te piętnaście lat do nas przyszły.
No to spróbujmy pokrótce konkretnie pokazać te najistotniejsze elementy związane z naszą bytnością w UE. Oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia. Co wydaje się najważniejsze?
Z pewnością trzeba wspomnieć o środkach pomocowych. W ciągu tych piętnastu lat, do końca 2018 roku, netto otrzymaliśmy z UE prawie 110 mld euro. Netto, czyli uwzględniam tu fakt, że my też musimy do unijnego budżetu wpłacać składkę. Te 110 mld euro to już są środki, które zostają na czysto. Czyli zgodnie z obecnym kursem euro jest to około 470 mld PLN. Biorąc pod uwagę, że w tym roku planujemy niecałe 400 mld PLN dochodów do budżetu, a jest to największy poziom dochodów w ciągu tych piętnastu lat, widzimy o jakiej skali środków mówimy. Mało tego: te pieniądze w zdecydowanej większości, żeby nie powiedzieć prawie wszystkie, „poszły” na inwestycje. Czyli nie są na bieżąco „przejadane”. Budują one zatem potencjał na przyszłość. A na co je wydaliśmy konkretnie? Głównie na infrastrukturę, około 35%, na rozwój kapitału ludzkiego, prawie 20% oraz inwestycje w przedsiębiorczość, innowacyjność i badania i rozwój, około 17%. Ponad 10% zasiliło programy związane z ochroną środowiska. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju szacuje, że razem z wkładem własnym, prawie zawsze tak właśnie wygląda formuła korzystania ze środków unijnych, trzeba mieć wkład własny, zrealizowaliśmy inwestycje i programy za prawie 700 mld PLN. I to jest bardzo wymierny obraz wsparcia.
Szalenie istotnym elementem, jaki zyskaliśmy wchodząc do UE, jest dostęp do wspólnego rynku. Okazało się to dla firm działających w Polsce mocnym bodźcem rozwojowym. Oczywiście nie zawsze było i jest tak, że sprzedaż za granicę realizują polskie firmy. W sensie będące własnością Polaków. Często są to firmy z kapitałem zagranicznym. O czym za chwilę. Ale skoro działają w Polsce, to mamy z tego wartość dodaną. W 2003 roku, w ostatnim roku przed akcesją do Unii, wyeksportowaliśmy towary o wartości około 47 mld euro. W roku 2018 sprzedaliśmy za granicę towary o wartości ponad 220 mld euro. 80% tej kwoty to sprzedaż do krajów Unii. Najbardziej spektakularny sukces dotyczy prawdopodobnie żywności. W 2003 roku eksport żywności osiągnął poziom 4 mld euro. Już w pierwszym roku w UE, czyli w 2004 osiągnęliśmy 5,2 mld euro, czyli 30% więcej. W 2018 roku było to już prawie 30 mld euro. I znowu 80% z tego do krajów UE. Co jeszcze głównie eksportujemy? Wszystko, co związane z produkcją samochodów i części do nich, czyli efekty działalności sektora automotive, duże AGD i meble. I wszędzie obserwujemy systematyczne wzrosty w dużej mierze wynikające właśnie z otwarcia rynków UE dla producentów z Polski.
I wreszcie ostatni element, na który chciałem zwrócić uwagę. Wejście Polski do UE oznaczało skokowy spadek ryzyka inwestycyjnego dla wszystkich tych, którzy chcieli coś w Polsce robić. I dostęp do rynku UE dla tych, którzy byli spoza Unii. Worek z inwestycjami się wysypał. Co ważne, nie były to już głównie, jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych, inwestycje w sieci sklepów, czy prywatyzacje, z których przynajmniej część może budzić wątpliwości. W Polsce zaczęto budować nowoczesne fabryki, stosować najnowsze technologie produkcji. A dookoła tych inwestycji zaczęło powstawać tysiące polskich firm – kooperantów. Część z nich z biegiem lat rozwinęła się na tyle, że mogła samodzielnie walczyć o inne rynki, także eksportowe. I ten kapitał, który tu wszedł, a którego nie mieliśmy i wciąż tak naprawdę nie mamy zbyt wiele, to także szalenie istotna konsekwencja tego, że w 2004 roku staliśmy się członkiem być może najbardziej elitarnego klubu krajów na świecie. A jakie mamy wyzwania na kolejne piętnaście lat? O tym za tydzień.
Piętnaście lat w UE
REKLAMA
REKLAMA




















