Rządzący przedstawili po kilku miesiącach opóźnienia spowodowanego głównie pandemią, nowy program na najbliższe lata. Nowy Ład ma być odpowiedzią z jednej strony na kryzys wywołany przez COVID-19, a z drugiej na wyzwania obecnego czasu.
Sobotnia prezentacja była długa i obszerna. Zawierała dużo elementów, jednak mimo to w wielu miejscach była dość hasłowa. Trudno zatem precyzyjnie oceniać ją jako plan działań. Spróbuję zwrócić uwagę jedynie na kilka elementów. Ale zanim napiszę parę słów na temat samego planu, chcę odnieść się do jednej kwestii. Pamiętajmy o tym, że rząd przedstawił w 2016 roku wielki plan gospodarczy. „Strategia na Rzecz Stabilnego Rozwoju” pełna była ambitnych założeń i celów. Od rzeczywiście strategicznych, jak wzrost inwestycji do 25% PKB w 2020 roku – w 2015 roku odnotowaliśmy 20% PKB – po bardziej szczegółowe programy, jak program budowy promów pasażerskich, czyli program „Batory”, albo program budowy dronów bojowych, czy program „Żwirko i Wigura”. Wypadałoby zatem, zanim pokaże się nowy plan, rozliczyć się z realizacji tamtych koncepcji. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Jedyne, co mogliśmy usłyszeć na ten temat ze strony obozu rządzącego, to złośliwe komentarze współpracowników Zbigniewa Ziobry. Osobiście oceniam realizację tamtego programu za totalną porażkę i na poziomie makroekonomicznym i na poziomie poszczególnych programów. Wystarczy wspomnieć choćby o osiągniętym poziomie inwestycji w stosunku do PKB, uwzględniając efekt COVID-u. Spadł on w roku 2020 do 17%, inwestycje załamały się oczywiście w związku z pandemią, ale gdyby nie ona, to najbardziej optymistyczne prognozy mówiły o 19%. W roku 2019 było 18%. Z kolei w kwestii poszczególnych programów synonimem porażki jest program „Batory”, a dokładnie rdzewiejąca stępka położona przez premiera pod pierwszy prom pasażerski w roku 2017.
Jeśli mamy takie doświadczenia, to musi się nasuwać wątpliwość, czy można poważnie podchodzić do kolejnego programu ogłaszanego przez rządzących. Doskonale pamiętam miesiące prezentacji najpierw słynnych slajdów, a potem wersji pisanej dokumentu, który stał się Strategią. Miesiące marketingu politycznego. A wyszło, jak wyszło. Moim zdaniem z tych wszystkich planów zrealizowano co najwyżej 20%, i należę tu raczej do zaokrąglających „w górę”. No to dlaczego teraz ma być inaczej? Oczywiście ostatnie lata to szybki wzrost gospodarczy. Tyle tylko, że szybki wzrost gospodarczy obserwowaliśmy także w Rumunii, Bułgarii, w Czechach, albo na Słowacji. Trudno zatem uznać, że poprawa sytuacji gospodarczej jest wystarczającym rozgrzeszeniem mizernych postępów w realizacji zamierzeń sprzed kilku lat.
Nowy Ład to dziesięć obszarów. Oczywiście część z nich można przeprowadzić dość łatwo, jak choćby zmiany podatkowe. To odgórne decyzje rządzących. Inna sprawa to efekty tych decyzji. Sam pomysł zwiększenia obciążeń lepiej zarabiającym uważam za sensowny. Wiele się zresztą na ten temat dzisiaj na świecie, także w państwach najbogatszych choćby w USA, mówi. Ale jest tu kilka wątpliwości. Skoro, jak można szacować, negatywne efekty zmian podatkowych będą dotyczyły osób zarabiających już od około 7 tysięcy złotych, to czy rzeczywiście możemy uznać, że są to osoby bogate? Wiele wątpliwości budzi kwestia jednoosobowych działalności gospodarczych. Pomysłodawcy twierdzą, że chcą ograniczyć zmuszanie pracowników do samozatrudnienia, czy też wyboru tej formy jako ucieczki od podatku. No dobrze, ale nie każda jednoosobowa działalność jest zmuszaniem, albo taką ucieczką. A co jeśli ktoś po prostu prowadzi normalną działalność, tyle że w takiej formie? Prawdopodobnie ją zmieni, widzę tu już zresztą parę opcji „obrony” przed negatywnymi skutkami zmian. A te negatywne skutki to przede wszystkim de facto nowy podatek związany z inną formą płacenia składki zdrowotnej, bez możliwości odpisania jej od dochodu. Powiedzmy to jeszcze raz: to de facto nowy podatek. I miejmy tego świadomość.
Zmiany podatkowe najbardziej uderzą między innymi w wykwalifikowaną kadrę oraz wciąż małych, choć już nieco większych, przedsiębiorców. Czyli w ludzi, których teoretycznie bardzo potrzebujemy. Czy faktycznie jest to dobry pomysł? Tak jak napisałem, trzeba zmienić relację między realnym procentowym opodatkowaniem mniej i więcej zarabiających. Podoba mi się podwyższenie kwoty wolnej i drugiego progu podatkowego. Problem w tym, że ci więcej zarabiający w pomyśle rządowym, to wcale nie milionerzy. To na przykład dobrze wynagradzani inżynierowie. W USA Joe Biden chciał podwoić podatek od zysków wygenerowanych z obrotu akcjami. Ale zysków większych niż milion dolarów rocznie. A zatem zmiany miały dotyczyć naprawdę pokaźnych pieniędzy.
No i jest jeszcze jedno pytanie. Nowy sposób płacenia składki zdrowotnej to wzrost opodatkowania o mniej więcej 7,5% w przypadku wyższych dochodów. Czy musi to być od razu aż tyle? Może dobrze by było zdecydować się jednak na nieco mniejsze obciążenie?
Pomysłodawcy Nowego Ładu nie zająknęli się ani słowem na temat likwidacji barier inwestycyjnych, mam tu na myśli inwestycje prywatne firm. Jedna z najważniejszych jest brak stabilności otoczenia gospodarczego. Czy prezentacja tych wszystkich pomysłów, także niekorzystnych dla sporej części przedsiębiorców albo zmuszających ich do szukania nowych rozwiązań na przykład podatkowych, jest czynnikiem poprawiającym tę stabilność?
Pytań i wątpliwości jest wiele. Jak choćby w kwestii osiągnięcia 6%, a potem 7% PKB wydatków na służbę zdrowia. Jak się ma to stać? Z jakich środków? Z nowego sposobu płacenia składki zdrowotnej? Jak zatem będą finansowane inne pomysły? No właśnie…
Trudno jest zaprezentowany program uznać za prawdziwy plan działania na najbliższe lata. Nie znamy tak naprawdę zależności dotyczących wpływów i kosztów wynikających ze zmian. Nie mamy żadnego oglądu w kwestii ogólnej stabilności makroekonomicznej w kontekście realizacji planu. Czyli, póki co, jednak głównie marketing. Marketing z wieloma znakami zapytania.



















