Głównym powodem wymiany ministra Rostowskiego ma być to, że nie przewidział on spadku dochodów budżetowych, co zaowocowało nowelizacją budżetu i, co gorsza, koniecznością zawieszenia wykonania progów ostrożnościowych z Ustawy o finansach publicznych. Oczywiście obie kwestie stały się podstawą do ataku i na rząd, i na, a może przede wszystkim, ministra finansów. Zajmowałem się już tym tematem w TEMI, więc powtórzę tylko, że o ile nowelizacja budżetu nie jest niczym nadzwyczajnym na świecie, o tyle zawieszenie progów ostrożnościowych rzeczywiście nie wygląda najlepiej. Bo po co je mamy, skoro je można zawiesić? Faktem jest jednak, że czasy są naprawdę wyjątkowe. Tak czy inaczej, jeśli minister rok temu założyłby niższy, wyraźnie niższy, wzrost gospodarczy, to i tak stanąłby oko w oko z koniecznością zawieszenia progów. Bo nikt z nas chyba nie wierzy w to, że rok temu zdecydowano by się na takie ograniczenie wydatków czy wygenerowanie dodatkowych dochodów, żeby zmieścić się na poziomie deficytu budżetowego wynikającego z Ustawy. Zresztą cięcia na oślep czy dramatyczne podwyższanie podatków w czasie przewidywanego hamowania gospodarki niczemu dobremu by nie służyło. Tak więc czy stało by się to rok temu, czy dzieje się teraz, z tego punktu widzenia nie ma większego znaczenia. Z wyjątkiem oczywiście faktu, że sytuacja na świecie jest dzisiaj zupełnie inna. W połowie zeszłego roku strefa euro była co prawda po fundamentalnych decyzjach dotyczących jej przyszłości, ale atmosfera wokół niej była wciąż nie najlepsza. Dzisiaj, kiedy powolutku, ale jednak, dźwiga się ona z recesji, mamy zupełnie inny klimat. Także na zawieszanie progów ostrożnościowych.
Nie ulega jednak wątpliwości, że ta kwestia jest rzeczywiście problemem. Jednak nie ostatniego roku, a poprzednich wielu lat. Brak reform, poważnych reform, jest głównym powodem obecnego stanu rzeczy. Mam tu nie tylko na myśli bojaźń związaną z likwidacją różnego rodzaju przywilejów. Na marginesie muszę jednak wspomnieć, że tylko przywileje emerytalne kosztują budżet 60 mld złotych rocznie, czyli jedną piąta dochodów. Mam świadomość, że tego typu reformy społeczeństwu podobać się nie będą, jednak w końcu potrzebujemy władzy, której celem jest coś więcej niż krótkowzroczne doglądanie słupków poparcia. I takie władze dzisiaj w wielu krajach Europy, choćby w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech, tu myślę o byłym już premierze Montim, mamy lub mieliśmy.
Bojaźń bojaźnią, ale gorsze jest to, że od lat nie udaje się w Polsce poprawić na przykład otoczenia gospodarczego i udrożnić procesów administracyjnych także dla zwykłych ludzi. Nie udaje się pomóc firmom, również tym najmniejszym, czy obywatelom, jeśli chcą wydawać pieniądze w sposób inwestycyjny. Dlaczego tyle lat trzeba było czekać na nowe Prawo Budowlane, które ma wejść w życie na początku 2014 roku? Tego typu zmiany nie oznaczają przecież cięć wydatków na miliardy złotych! A, jestem tego pewien, są w stanie intensyfikować wzrost gospodarczy.
Te moje słowa nie dotyczą oczywiście tylko obecnego rządu. Poprzednie także nie poradziły sobie z tymi problemami. Ale ten miał na to sześć lat, a to w kwestii zmiany prawa naprawdę bardzo dużo.
Wróćmy do ministra finansów. Oczywiście można obwinić go o to, że reform nie przeprowadził. I z pewnością będzie to prawda. Problem jednak w tym, że, jak wiemy, zmiany fundamentalne, strukturalne, wymagają decyzji całego rządu. To, że nie ma na przykład reformy KRUS, z pewnością nie jest winą jedynie Jacka Rostowskiego. I parę innych rzeczy również. Rodzi się jednak pytanie, czy w takim razie wobec braku przyzwolenia na poważne działania powinien on być w rządzie? Czy nie powinien unieść się honorem i sam z niego odejść zamiast firmować to, co się dzieje? I tu, tak naprawdę, jawi się jedyny poważny zarzut w stosunku do ministra. Ministra FINANSÓW w końcu. Otóż, o ile na początku, szczególnie w roku 2009, zabłysnął on z pewnością uporem w niedopuszczeniu do rozbicia budżetu wobec konsekwencji światowego kryzysu, o tyle potem stawał się już coraz bardziej politykiem. Coraz bardziej podporządkowywał się innym priorytetom.
Czy zatem powinien odejść? Mnie nurtuje inne pytanie: i co to da? Czy naprawdę wierzymy w to, że ewentualny nowy minister finansów w tym rządzie wykona jakieś poważniejsze działania? Czy będzie miał na to zgodę? Niech każdy z Państwa sam odpowie na to pytanie…
Minister finansów do odstrzału?
REKLAMA
REKLAMA
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)




![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













