Październikowe dane o przeciętnym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw nie pozostawiają złudzeń: zmniejszają się nasze możliwości zakupowe.
Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw nie jest z pewnością wskaźnikiem marzeń. Dotyczy ono bowiem przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 pracowników, a to oznacza, że nie dotyczy większości zatrudnionych. Znacznie więcej o realiach życia możemy dowiedzieć się z danych o przeciętnym wynagrodzeniu w gospodarce narodowej. To badanie obejmuje około dwie trzecie zatrudnionych. Ale liczone jest w odniesieniu do kwartału, a zatem dużo rzadziej. Główny Urząd Statystyczny realizuje również bardzo dogłębne badanie rynku pracy, ale po pierwsze robi to raz na dwa lata, a po drugie wnioski publikuje rok po zebranych informacjach. A zatem nie mogą one służyć bieżącej analizie.
Mimo wszystko przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw stanowi ważną informację. Jest najbardziej aktualne, no i – co jest bardzo ważne – pokazuje trendy, które zasadniczo potwierdzają się potem w bardziej kompletnych analizach. I to jest kluczowe.
A zatem w październiku 2022 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 13% w stosunku do października 2021 roku. Biorąc pod uwagę, że inflacja w zeszłym miesiącu wyniosła 17,9% rok/rok mamy spadek realnych wynagrodzeń o prawie 5%. A to jest wielkość nad Wisłą niespotykana. Od maja obserwujemy ten trend – to znaczy od maja wynagrodzenia rosną mniej niż inflacja, z drobną przerwą w sierpniu na skutek wypłaty dodatków antyinflacyjnych na przykład w górnictwie – ale takiego tąpnięcia jeszcze nie było. A zatem nasze możliwości zakupowe spadają i to spadają bardzo szybko. Zaczyna to być zresztą mocniej widoczne w danych o sprzedaży detalicznej. Realnie, uwzględniając zmiany cen, wzrosła ona w październiku już tylko 0,7% w ujęciu rocznym. Ale rok temu nie było w Polsce ponad dwóch milionów Ukraińców, którzy przecież też kupują. Mniej realnej ilości środków do dyspozycji przekłada się na niższe zakupy. A to oznacza wyhamowanie konsumpcji, czyli czynnik hamujący wzrost cen. W ostatnich miesiącach to zjawisko było jeszcze za słabe, żeby na przykład zniechęcić przedsiębiorców do prostego przenoszenia wzrostu kosztów na klientów. Jeśli jednak kolejne miesiące pokażą kontynuację trendu spadku realnych wynagrodzeń i hamowania konsumpcji, powinno się to zacząć zmieniać.
I właśnie uwzględniając to wszystko razem, wciąż uważam, że Rada Polityki Pieniężnej dobrze robi nie podnosząc w tej chwili dalej stóp procentowych. Kilka razy już pisałem o tym, że moim zdaniem decyzja o rozpoczęciu podwyższania stóp procentowych była spóźniona, że Adam Glapiński wielokrotnie wręcz kompromitował swój urząd podczas konferencji prasowych, że opowiadał rzeczy nieprawdziwe, a jego prognozy – jego, czy też analityków NBP – były mało realne. Nie zgadzałem się z wieloma tezami. Oburzałem się wtedy, kiedy obrażał tych, którzy mieli inne zdanie choćby w kwestii kształtowania się inflacji itd. itp. Ale od połowy wakacji mam takie samo zdanie jak Glapiński w kwestii stóp procentowych. Trzeba teraz poczekać na to, jakie będą efekty z jednej strony dotychczasowych podwyżek, a z drugiej mocnego spadku cen surowców i wielu artykułów żywnościowych na świecie. Oczywiście jasne jest, że kolejne – a szczególnie mocne – podwyżki stóp pomogłyby w walce z inflacją. Ale potężnie uderzyłyby także w gospodarkę, czyli w nas wszystkich. Jeden z członków Rady wciąż chce, aby stopa referencyjna, która teraz wynosi 6,75%, miała poziom wyższy niż inflacja. Jaki miałoby to wpływ na nas?
Podam jeden przykład: jeśli ktoś zapłacił 1500 złotych miesięcznie raty kredytu hipotecznego na 25 lat w sierpniu w zeszłym roku, to teraz płaci około 3000 złotych. Jeśli stopa referencyjna wzrosłaby do 20%, to miesięcznie trzeba by było zapłacić za ten kredyt ponad 6 tysięcy złotych. Oczywiście w przypadku kredytów hipotecznych, długookresowych, procent składany mocno działa i stąd tak duży wzrost miesięcznych płatności. Przy krótszych okresach aż takich zmian nie będzie, ale także będą one mocno odczuwalne. No i pamiętajmy, że sprawa dotyczy nie tylko klientów indywidualnych. Długookresowe kredyty dotyczą także przedsiębiorców. W przypadku kredytów inwestycyjnych amortyzacja powyżej 15 lat – amortyzacja, czyli podstawa do obliczenia miesięcznych płatności – nie jest rzadkością. A zatem w takiej sytuacji ogromny problem miałoby także wielu przedsiębiorców.
Miejmy nadzieję, że najbliższe miesiące przyniosą umocnienie trendów, które z jednej strony oznaczają, że jest nam gorzej, że na coraz mniej nas stać, ale z drugiej strony te trendy są kluczem do walki z inflacją. Tak jak pisałem już kilka razy, niestety walka z inflacją jest bolesna. Jeśli te trendy będą kontynuowane, to stóp albo już nie trzeba będzie podnosić, albo będą to ruchy niewielkie.



















