Nigdy w historii nie obserwowaliśmy tylu reklam dotyczących nowych pojawiających się samochodów elektrycznych. A zatem „boom”? Z pewnością nie. Przynajmniej na razie. Oglądając telewizję, przeglądając internet czy prasę, można dojść do wniosku, że oto przeżywamy w Polsce boom na samochody elektryczne. Wszędzie jest bowiem pełno reklam nowych modeli. Niektóre koncerny przedstawiają praktycznie tylko takie samochody, prezentują także tradycyjne, ale elektryki zawsze się pojawiają. Czyli innymi słowy, każdy kto ma w ofercie auto na prąd, chwali się nim. A ma je już w ofercie prawie każdy.
Czyli mamy boom? Polacy drzwiami i oknami szturmują salony, żeby kupić „elektryki”? Ależ skąd! No to, o co chodzi?
We wrześniu 2019 roku napisałem dla TEMI felieton na temat elektromobilności w Polsce. Minęło ponad półtora roku od tego czasu. Czy coś istotnego się zmieniło? Prawdę mówiąc niewiele. Tamten felieton kończyłem w następujący sposób: „Nie ma istotnych zwolnień (dla zakupu samochodów elektrycznych), nie ma dopłat, mają być, ale tylko na najtańsze auta, nie ma punktów ładowania, choć tu faktycznie mamy przynajmniej jakieś realne plany przyrostu, w dodatku w punktach ładowania, wszystko na to wskazuje, tanio nie będzie. No i jeszcze 80% prądu produkujemy z węgla, a zatem trudno, póki co, mówić o ekologii w przypadku korzystania z napędu elektrycznego”. No właśnie…
Dobrze. To najpierw, co się w tym czasie wydarzyło „na plus”? Przez te półtora roku zwiększyła się liczba dostępnych ładowarek. Na koniec marca było w Polsce nieco ponad 1400 stacji ładowania, które w sumie dysponowały prawie 2800 ładowarkami. Półtora roku temu było 800 stacji, przyrost jest więc widoczny. Tyle tylko, że to wciąż mało. Przypomnę, że w Norwegii jest ich prawie 10 tysięcy, przy około 5,5 mln mieszkańców i nieco tylko większej, o około 20%, powierzchni kraju.
Po drugie – oferta. Tu zdecydowanie wydarzyło się najwięcej. Można obecnie kupić w Polsce kilkadziesiąt modeli z napędem bateryjnym, półtora roku temu było ich dosłownie kilka. Dziesiątki miliardów dolarów i euro wydanych w ostatnich kilku latach na tego typu produkty przynoszą efekty.
Niektóre koncerny wydają się wręcz prowadzić prawdziwą krucjatę, np. koncern VW. Co chwilę słyszymy o nowych elektrycznych autach marki Audi czy VW. Co chwilę widzimy ich reklamy. No, ale trudno się dziwić, szczególnie jak się ma w niedawnej historii coś takiego, jak afera „Diesel Gate”. „Elektryki” kojarzą się z ekologią, choć jak wiemy sprawa nie jest tutaj aż tak oczywista, a zatem można dzięki nim poprawić nadszarpnięty wizerunek. Poza tym VW wydał kosmiczne pieniądze, w sumie od początku intensywnych prac nad elektromobilnością do dzisiaj będzie powyżej 30 mld euro. Trzeba zatem teraz zacząć efekty tych inwestycji spieniężyć. Czyli sprzedawać. A zatem z jednej strony ta akcja marketingowa ma zacierać kojarzenie grupy VW z „brudnymi” technologiami, a z drugiej przynieść po prostu zyski, co jest absolutnie logiczne. Inwestycje trzeba odrobić. No i tyle najważniejszych plusów. A minusy? Póki co „Elektryki” są wciąż wyraźnie droższe w produkcji. A żadnych istotnych dopłat, programów wsparcia w Polsce dalej nie mamy. A powtórzę to, co napisałem półtora roku temu: „Elektryki” naprawdę dobrze sprzedają się tam, gdzie się do nich dopłaca w takiej czy innej formie. Co prawda różnica między ich cenami a cenami porównywalnych tradycyjnych samochodów się zmniejszyła, ale to głównie efekt wzrostu cen tych ostatnich. A może taki jest w UE pomysł na promocję „Elektryków”? Skoro jest problem z kosztami ich produkcji, to doprowadźmy do wzrostu cen samochodów spalinowych. Obecny szef koncernu Renault twierdzi, że zmiany przepisów poskutkują dwukrotnym wzrostem cen małych aut miejskich w ciągu najbliższych kilku lat. A to oznacza osiągnięcie ceny „Elektryka”.
Nic się dobrego nie zdarzyło także, jeśli chodzi o ceny prądu. W ładowarkach generalnie jest drogo, w dodatku ze skomplikowanym systemem tworzenia cen.
Są one w przedziale mniej więcej 1,50 zł do 2,50 zł za KWh, przy czym 1,50 zł dotyczy abonamentów. No chyba, że ktoś ma fotowoltaikę, ale to inny temat. Czyli, delikatnie mówiąc, ekonomicznej konkurencji dla benzyny czy diesla, przy korzystaniu z sieci, nie ma.
Jaki jest tego wszystkiego efekt? Ano taki, że w roku 2020 sprzedano w Polsce około 4000 elektryków, w 2019 roku było to 1490 wobec 620 w roku 2018. Mówię tutaj o samochodach czysto elektrycznych, czyli bez hybryd typu Plug in. Dynamika rzeczywiście imponująca, ale baza bardzo niska.
Udział w sprzedaży wszystkich samochodów dalej jest dramatycznie niski, bo wynoszący mniej niż 1%. Dla porównania europejski lider, czyli Norwegia, przekroczyła w zeszłym roku 50 proc…
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)




![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)












