Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny podniosła stopy procentowe. Wszyscy zadajemy sobie pytanie, ile jeszcze podwyżek w tym cyklu zobaczymy? Stopy procentowe znowu poszły w górę. Tym razem o 50 punktów bazowych, czyli o 0,5 punktu procentowego. Rada Polityki Pieniężnej ponownie zaskoczyła, rynek oczekiwał bowiem ruchu o 75 pb. Byli jednak i tacy, i to w całkiem sporej grupie, którzy zakładali większy ruch. W głównej mierze wynikało to z sygnałów dawanych przez niektórych członków Rady. Mam tu na myśli przede wszystkim jednego z nich, który w wywiadzie przeprowadzonym kilka dni przed posiedzeniem RPP użył sformułowania, że stopy powinny zostać podniesione o „przynajmniej 100 pb”. To tylko jeden z dziesięciu członków Rady, ale trzeba pamiętać o dwóch kwestiach. Pierwsza to to, że w tym roku zmienił się w większości skład tego ciała. Mamy nowych członków, o których preferencjach jeszcze nie wiemy wszystkiego. A po drugie, po zmianach ewidentnie dało się zauważyć zdecydowanie bardziej jastrzębie nastawienie RPP. Jastrzębie, czyli idące w kierunku ostrego zacieśnienia polityki monetarnej. I nie chodzi tu tylko o słynne już słowa prezesa NBP Adama Glapińskiego, że jest „jastrzębiem wśród jastrzębi”.
A propos prezesa to już miesiąc temu widać było wyraźnie, że jastrząb spotulniał. Glapiński dał bowiem do zrozumienia, że jego zdaniem cykl podwyżek powoli powinien się kończyć. Ale wtedy nie wiedzieliśmy, czy to tylko jego własne zdanie, czy jednak oddaje ono ducha większości w radzie. Dzisiaj wydaje się, że raczej to drugie.
Tak na marginesie. Pamiętam, że RPP to dziesięć osób. Ale jednak jest to ciało kolegialne. Oczywiście każdy ma prawo do własnych sądów i prognoz. Mimo to trochę nie podoba mi się medialna aktywność szczególnie tych, którzy jednak są, wszystko na to wskazuje, dość radykalni, jeśli chodzi o obecne stanowisko Rady. Wprowadza to zamęt. Wiem, że ktoś może nie zgadzać się z większością swoich kolegów, ale jednak chodzi o to, żeby decyzje Rady były przewidywalne. A w takiej sytuacji mamy z tym większy problem. No ale, jak już wspomniałem, to tylko moje zdanie.
Wracając do meritum, to cieszę się, że podwyżka jest mniejsza niż się wydawało, że będzie. To znaczy wolałbym, żeby RPP była przewidywalna, ale dobrze, że ruch jest mniejszy niż wspomniane 75 pb. Mało tego, ja w ogóle bym stóp w tej chwili nie podnosił. Pisałem o tym zresztą. Poczekałbym do września patrząc na rozwój sytuacji. W szczególności mam tu na myśli na przykład zmiany w wynagrodzeń oraz konsumpcji. To jeśli chodzi o krajowe czynniki. Ale jeszcze ciekawiej jest w kwestii czynników zewnętrznych.
Zwalnianie gospodarek nam się rozkręca i dotarło również do nas. Czeka nas naprawdę mocne zaciągnięcie hamulca, a ono samo w sobie będzie czynnikiem ograniczającym wzrost cen. Mamy już zresztą przedsmak problemów i w Polsce w postaci załamania się właściwie wskaźnika PMI, który pokazuje nastroje przedsiębiorców. 50 punktów to ważny punkt, który rozgranicza rozwój gospodarki i jej hamowanie. Nawet wybuch wojny nie doprowadził do spadku poniżej 50 pkt. Dopiero w maju zeszliśmy do 48,5 pkt., ale prawdziwy zjazd nastąpił w czerwcu. Wylądowaliśmy bowiem na poziomie 44,4 pkt. Na początku pandemii było gorzej, to fakt, ale wtedy mieliśmy do czynienia z czynnikiem kompletnie niezwiązanym ze zjawiskami ekonomicznymi. I totalny strach przed niewiadomą. A zatem owe 44,4 pkt. trzeba uznać za wynik fatalny. Czy zatem recesja w Polsce jest już pewna?
I właśnie to ostudziło, przynajmniej tak wynika ze słów Glapińskiego, zapędy Rady. I bardzo dobrze, jak już napisałem. Mało tego, Glapiński dał do zrozumienia, że jak się nic niespodziewanego nie wydarzy, to może to być ostatnia podwyżka. Dawno nie używałem tego sformułowania, ale zgadzam się z Glapińskim. Jest to bowiem wciąż moja bazowa prognoza. Pisałem o tym zresztą w poprzednim felietonie. Oznaczałoby to, że na przykład WIBOR 3M powinien ustabilizować się w okolicach 7 proc., no, może ciut powyżej tego poziomu, jeśli Rada zdecyduje się na jeszcze jedną małą podwyżkę po wakacjach. Nie wykluczałbym takiego ruchu. Czyli mówiąc wprost: oprocentowanie kredytów nie powinno już istotnie wzrosnąć. Albo nie wrośnie wcale.
Ale, jak podkreślam przez cały czas i jak także mówił Glapiński na ostatniej konferencji, to pod warunkiem braku nowych czynników wpływających na inflację. A jeden z nich wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. Rosja zaczyna remont gazociągu Nord Stream 1. Pytanie tylko, czy ten remont nie będzie trwał…no, właśnie do kiedy? A wtedy cena gazu może wzrosnąć niebotycznie. Z jednej strony ograniczy to i Niemcom, i całej Europie, także nam, jeszcze bardziej wzrost gospodarczy. Z drugiej oczywiście wpłynie na inflację.



















