Weto

0
REKLAMA

Marek ZuberZ niepokojem obserwujemy negocjacje dotyczące kolejnego budżetu UE oraz funduszu, potocznie zwanego „Funduszem antykoronawirusowym”. Ewentualne ograniczenia dotyczące wypłaty środków albo ich wyraźnie mniejsza ilość, będą miały olbrzymi wpływ na polską gospodarkę.
Polska i Węgry, jak wiemy, zawetowały unijny budżet na lata 2021‒2027. Oczywiście wszystko jeszcze może skończyć się dobrze, czyli może dojść do porozumienia, ale na dzisiaj, biorąc pod uwagę wypowiedzi niektórych przedstawicieli koalicji rządzącej, wcale nie jest to takie pewne. Jeśli Polska utrzyma weto, będzie to miało fatalne konsekwencje z punktu widzenia polskiej gospodarki. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj tylko o sam budżet. Moim zdaniem w obecnej sytuacji wręcz ważniejszy jest drugi mechanizm, czyli „Next Generation EU”, zwany potocznie „Funduszem antykoronawirusowym”.

Jeśli nie dojdzie do porozumienia, to w przypadku budżetu rzeczywiście nie będzie tak, że Polska żadnych środków nie otrzyma. Otrzyma, będzie bowiem działało prowizorium budżetowe. Czyli przedłużony budżet z poprzedniego okresu 2014‒2020. W praktyce funkcjonuje to tak, że co miesiąc stawia się do dyspozycji 1/12 wydatków z roku 2020. Faktycznie, tak jak twierdzą przedstawiciele władzy, teoretycznie może to oznaczać więcej środków dla Polski, choćby na infrastrukturę w ramach polityki spójności. Skoro bowiem w nowym budżecie mamy tych środków dostać relatywnie mniej, to utrzymanie warunków z poprzedniej perspektywy budżetowej powinno być korzystniejsze. Ale to teoria. W praktyce bowiem, w ramach prowizorium nie można z automatu uruchamiać żadnych nowych projektów. To obszar niedopowiedziany, będzie się musiała w tej sprawie wypowiedzieć Komisja Europejska, a nie wiadomo, jakie decyzje podejmie. Prowizorium ma co do zasady pokrywać bieżące, najbardziej potrzebne płatności. Finansować programy, które już są realizowane, jak dopłaty do rolników, czy inwestycje zaczęte. I ma działać do ustalenia warunków i uchwalenia nowego budżetu. Czyli w praktyce zatem trudno obronić tezę, że będzie to rozwiązanie dla Polski korzystne. Niektórzy przedstawiciele PiS mówią również, że przecież będą się toczyć rozmowy i że ta sytuacja nie będzie trwała latami, tylko co najwyżej kilka miesięcy. Problem w tym, że tego nie wiemy. Zresztą, co takiego ma się wydarzyć na przykład w marcu, co doprowadziłoby do przełomu, a nie wydarzy się teraz w ciągu najbliższych tygodni? A jeśli nawet, to śmiem twierdzić, że jeśli już, to raczej polska strona „zmiękczy” swoje stanowisko. Ale oczywiście tego na pewno nie wiemy.

REKLAMA (3)

Problem jest jednak gdzie indziej. Mam na myśli drugi projekt oznaczający miliardy euro dla krajów Unii. Drugi, który jest pierwszym tego typu w historii, czyli New Gereneration EU. Przypomnę, że w ramach koncepcji tego funduszu UE ma wyemitować obligacje i zebrać 750 mld euro. Mają one pomóc nie tylko w walce ze skutkami COVID-19, ale także pchnąć unijną gospodarkę na inne tory. Głównymi obszarami finansowania mają być bowiem ekologia i nowe technologie.
Polsce z tego funduszu ma przypaść około 60 mld euro, większość w formie bezzwrotnych dotacji. Pisałem już kilka miesięcy temu o tym, że w rzeczywistości mówimy tu o znacznie większym potencjalnym „uderzeniu inwestycyjnym”. Jeśli bowiem do tych 60 mld euro dodamy wkłady własne oraz dodatkowo na przykład finansowanie bankowe, to w sumie możemy mówić o setkach miliardów złotych inwestycji. A to już są kwoty naprawdę istotne. Fundusz byłby takim zaczynem uruchamiającym finansowanie. W dodatku zamierzenie jest takie, żeby te pieniądze postawić do dyspozycji jak najszybciej. I żeby jak najszybciej, w ciągu dwóch – czterech lat zostały wydane. Chodzi o to, żeby dały impuls tu i teraz.
Jeśli będziemy się upierać przy swoim, może się okazać, że nie dojdzie do emisji obligacji w ramach UE. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tę emisję zrealizowała grupa 25 państw połączonych jakimś porozumieniem. Czyli UE bez Polski i Węgier. Takie głosy już zresztą słychać. A wtedy możemy zapomnieć o tych pieniądzach.

REKLAMA (2)

Oczywiście brak porozumienia z UE to także inne konsekwencje. I to zapewne bardzo szybkie. Złoty z pewnością się osłabi, wzrosną i to bez względu na działalność Narodowego Banku Polskiego, rentowności obligacji, czyli drożej polskie państwo będzie pożyczać pieniądze, trudno także będzie o optymizm na giełdzie. Zresztą akurat zła sytuacja polskiej giełdy w ostatnich latach to oddzielny problem. Ale trudniej będzie także o wyraźne odbicie gospodarcze w przyszłym roku. Inwestorzy zagraniczni pewnie dalej będą rozważać działalność w Polsce, w końcu z Unii nie wychodzimy, i mamy kilka innych atutów, ale z pewnością będą na nas patrzeć z większą rezerwą. Miejmy zatem nadzieje, że ten scenariusz się nie ziści.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze