W ostatnich dwóch latach bardzo mocno zmieniła się oferta banków związana z finansowaniem zakupu nieruchomości. Po części zmiany wynikają z decyzji Komisji Nadzoru Finansowego, po części z sytuacji na rynku, po części zaś z decyzji banków, które w nowej rzeczywistości zmieniły na przykład podejście do osób niemających stałego dochodu.
Komisja Nadzoru Finansowego jest ciałem, które ma dbać o stabilność sytemu finansowego. Ale także, co z tym związane, o to, żeby klienci instytucji finansowych nie popadali w kłopoty wynikające choćby ze zbyt dużego obciążenia kredytem. To właśnie dlatego po załamaniu się rynków finansowych w latach 2008‑2009 urząd zdecydował się na mocne ograniczenia w liczeniu zdolności kredytowej oraz, de facto, zablokował możliwość udzielania kredytów w walutach obcych. Mam oczywiście na myśli klientów indywidualnych. Miało to ograniczyć ryzyko związane z braniem kredytu. Dzisiaj już wiemy, że decyzje były za ostre i mocno zmniejszyły grupę tych, którzy po kredyt mogą sięgnąć.
Dlatego szykują się zmiany. Zdolność kredytowa będzie liczona znacznie bardziej liberalnie. Ale coś za coś. Przy kredytach hipotecznych będzie obowiązywał wkład własny. Czyli aby kupić mieszkanie na kredyt, będzie trzeba dysponować także własnymi pieniędzmi. W jakiej wysokości? Jeszcze nie wiemy, trwają na ten temat dyskusje. Trzeba się jednak liczyć z tym, że będzie to na początek 10%, docelowo zaś nawet 20% wartości kupowanej nieruchomości. Zmiany mają być rozłożone w czasie, żeby rynek mniej je odczuł. Nowe przepisy mają wejść w życie od stycznia 2014 roku. Dla wielu osób może to być poważny problem.
Uczciwie trzeba powiedzieć, że i dzisiaj banki inaczej podchodzą do tych osób, które mają wkład własny. Przy stuprocentowym finansowaniu nieruchomości przez bank musimy wykupywać dodatkowe ubezpieczenie. Obowiązek odpada, gdy zostanie nam do spłaty na przykład 80% wartości. Bez wkładu własnego jest zatem drożej.
Z pomocą kredytobiorcom ma przyjść państwo z nowym systemem wsparcia, czyli z „Mieszkaniem dla młodych”. Państwo ma bowiem dać pieniądze na wkład własny, ale oczywiście nie wszystkim. Przepisy będą mocno ograniczały grupę beneficjentów. Dopłatę będzie można otrzymać tylko na mieszkanie, w dodatku nowe. I będą z niej mogli skorzystać ludzie młodzi. Ograniczeń jest oczywiście więcej.
Ale są i dobre wiadomości. Po pierwsze wyraźnie spadł koszt kredytu hipotecznego. Wiąże się to z obniżeniem stóp procentowych przez Narodowy Bank Polski. Mniej zatem płacimy co miesiąc, nasze raty są niższe. Trzeba jednak pamiętać o tym, że kredyt hipoteczny bierzemy na kilkadziesiąt lat, a w tym czasie ruch stóp może być bardzo silny w obie strony, zarówno w górę, jak i w dół. Warto zatem zakładać, że w przyszłości możemy płacić więcej. W ten sposób ustrzeżemy się przed zaskoczeniem związanym ze wzrostem rat. Trzeba po prostu zapewnić sobie pewną rezerwę w naszym budżecie domowym. W przyszłości kredyt może być dla nas większym obciążeniem.
No i po drugie banki w odpowiedzi na choćby decyzje KNF zaczęły nieco inaczej, bardziej liberalnie, podchodzić do pewnych kwestii. Choćby do naszych dochodów. Dzisiaj jest już wiele banków, które nie wymagają umowy o pracę jako koniecznego warunku udzielenia kredytu. Możemy mieć jednoosobową działalność gospodarczą czy umowy o dzieło. Także dochody z pracy w innych krajach mogą być dodatkowym elementem uwzględnianym przy liczeniu zdolności kredytowej. Nie zmienia to jednak faktu, że, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, wzięcie kredytu jest dzisiaj jednak trudniejsze niż przed końcem 2008 roku, czyli przed wybuchem kryzysu.
Tak czy inaczej, wiele się w najbliższym czasie zmieni, jeśli chodzi o kwestie kredytowania zakupu nieruchomości. Dla jednych sytuacja ulegnie poprawie, dla innych będzie gorzej. Warto zatem uważnie przyglądać się temu, co przyniosą najbliższe miesiące.
Zobacz także: Kredyt dla lekarzy na oświadczenie, kredyt gotówkowy 100 tys, kredyt hipoteczny na zakup mieszkania.




















