Elektromobilność po polsku

0
Marek Zuber
REKLAMA

Kraków utworzył strefę czystego transportu. To strefa, do której mogą wjeżdżać samochody napędzane prądem – te najbardziej promuje polski rząd – wodorem lub na gaz ziemny. Nie jest ona zbyt duża, to zaledwie kilka ulic na Kazimierzu. Sami włodarze miasta mówią, że to na razie eksperyment na pół roku, ale jakoś nie bardzo wierzę w to, że ktoś się z tego eksperymentu wycofa. Mało tego: pewnie raczej zasięg jego oddziaływania będzie rozszerzony. Oczywiście mieszkańcy strefy będą zapewne zachwyceni, poprawi się bowiem ich sytuacja – będzie mniejszy ruch i więcej możliwości parkowania. Problem w tym, że centra miast nie są tylko dla mieszkańców tych centrów. Jeśli ktoś mieszka w takim rejonie, musi się, moim zdaniem, przynajmniej liczyć z pewnymi niedogodnościami. Ale to tylko moje zdanie i absolutnie widzę także argumenty mieszkańców. Nie o tym jednak.
Strefy czystego transportu i olbrzymia promocja elektromobilności, firmowana przez Mateusza Morawieckiego, mają między innymi wpływać na ograniczenie smogu w Polsce. Nie będę już się pastwił nad koncepcją polskiego samochodu elektrycznego, robiłem to nie raz, jak sytuacja wygląda każdy widzi. A właściwie nie widzi i nie słyszy, bo nic konkretnego i istotnego nie ma. Ale rząd, przynajmniej teoretycznie, promuje samochody elektryczne w ogóle. Tyle tylko, że w praktyce niewiele robi w kwestii wsparcia dla potencjalnych nabywców. Też pisałem wielokrotnie o tym, że samochody elektryczne sprzedają się tam, gdzie się do nich dopłaca. W Polsce są one od pierwszego stycznia 2019 zwolnione z akcyzy, co w praktyce oznacza teoretycznie niecałe 4% spadku ceny. Oczywiście przepisy dotyczą także hybryd plug in, czyli takich, które można ładować z gniazdka, ale znowu w praktyce oznacza to potencjalnie owe niecałe 4% spadku ceny. Owszem, w przypadku samochodów o większej pojemności silnika, będących hybrydami plug in, akcyza też wynosi zero, a ponieważ wynosiła prawie 19%, może to się bardzo poważnie odbić na cenie. Fakt. Problem w tym, że to samochody bardzo drogie, kosztujące nierzadko grubo ponad pół miliona złotych. Powszechności korzystania z nich w związku z tym z pewnością nie będzie.
Jest jednak jeszcze inny problem. Problem, rzekłbym, zasadniczy. Teoretycznie taki samochód elektryczny nic nie emituje. Jest zatem super czysty. Z jego rury wydechowej nie przechodzą do atmosfery ani CO2, ani sadza czy tlenki azotu, siarki, węglowodory itd., itp. Bo też i rury wydechowej taki samochód nie ma. Ale aby nim jechać, trzeba go naładować. A żeby go naładować, trzeba mieć prąd. A ten prąd trzeba wyprodukować. Tydzień temu pisałem, że 80% tego prądu w Polsce powstaje z węgla, czyli trzeba najpierw nasmrodzić, żeby potem czysto pojechać.
Jak to wygląda na liczbach? Weźmy na przykład kwestię dwutlenku węgla. Firma doradcza A.T. Kearney podaje, że aby wyprodukować 1 kWh z węgla, trzeba wyemitować 650g CO2. Załóżmy, że przeciętny niewielki samochód elektryczny zużywa 15 kWh na 100 km. To założenie bardzo optymistyczne. Oznacza to, że aby przejechać 100 km, trzeba wyrzucić w atmosferę 9,75 kg CO2 czyli około 97,5 g na kilometr. Czyli jesteśmy w okolicach emisji samochodów spalinowych o małej pojemności. Przy dużych będzie podobnie. Realne zużycie energii kosztującej milion złotych tesli model X, sporego SUVa, o maksymalnym dostępnym zasięgu to około 30 kWh na 100 km. Polecam testy realnego zużycia prądu samochodów elektrycznych.
Żeby być skrupulatnym: ropę trzeba wydobyć, przewieźć, dokonać procesu rafinacji. Tam też czysto nie będzie. Ale w końcu z węglem jest podobnie. A proces jego spalania to także sadza, siarka i masę innych związków.
Oczywiście, powtarzam to jeszcze raz, piszę o problemie polskim. W Norwegii, gdzie prawie 100% prądu produkuje się z wody, czy we Francji bazującej na energetyce atomowej takiego problemu nie ma. Choć aktualne są inne wyzwania, jak choćby kwestia wydobycia metali ziem rzadkich potrzebnych do produkcji baterii. No i kwestia utylizacji baterii.
Tak czy inaczej, my Polacy żyjemy tu i teraz, a nasz rząd nie ma zamiaru odpuścić w kwestii spalania węgla. Czy zatem kupowanie samochodów elektrycznych w tej chwili to rzeczywiście skok jakościowy w kwestii podejścia do ekologii?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze