Czy grozi nam stagflacja?

0
REKLAMA

Marek ZuberOd kilku miesięcy ekonomiści na świecie z bojaźnią wypowiadają słowo, które z coraz większym prawdopodobieństwem może charakteryzować sytuację gospodarczą w wielu krajach: stagflacja.
Hamowanie gospodarki może wynikać albo ze spadku konsumpcji, albo inwestycji, albo i wydatków rządowych, albo eksportu, albo kilku z tych elementów naraz, czyli ze spadku popytu. Spadek popytu z kolei oznacza zmniejszenie presji inflacyjnej. Inflacja w najgorszym razie zazwyczaj nie rośnie, a często wręcz spada. W takiej sytuacji nie ma problemu z podjęciem decyzji o obniżeniu kosztu pieniądza, czyli obniżeniu stóp procentowych. Z jednej strony prowadzi to do zmniejszenia kosztów kredytu, a z drugiej spada oprocentowanie depozytów i lokat. Wszystko ma być czynnikiem, który rozbudzi zaspaną gospodarkę. Jeśli z kolei inflacja rośnie, to najczęściej towarzyszy temu także wzrost gospodarczy. Dokładnie z powodu tych samych zależności, o których wspomniałem przed chwilą. Tylko wszystko dzieje się w drugą stronę. Rosnący popyt wewnętrzny lub eksport, albo jedno i drugie, działają na rzecz wzrostu cen. Oczywiście w przypadku eksportu sytuacja nie jest tak oczywista, tu popyt pochodzi bowiem z zagranicy. Jeśli jednak przedsiębiorstwa mogą podnieść cenę w eksporcie, to często próbują także narzucić wyższe ceny w przypadku sprzedaży wewnętrznej. Tak czy inaczej w takiej sytuacji podnosi się stopy procentowe, które ograniczają co prawda wzrost, ale jednocześnie zmniejszają inflację.

Możemy mieć jednak do czynienia z jeszcze innym scenariuszem. Scenariuszem, który jest prawdziwą zmorą ekonomistów, bo nie bardzo wiadomo, jak w przypadku jego zaistnienia sobie radzić. Chodzi o stagflację. To taka sytuacja, w której gospodarka wpada w recesję, ale jednocześnie mamy do czynienia z bardzo wysoką inflacją. Z jednej strony trzeba obniżać stopy procentowe, żeby walczyć z recesją, a z drugiej je podnosić, żeby hamować inflację.
Środki pomocowe o wartości bilionów dolarów w skali świata. Możemy szacować tę wartość na ponad 20 bilionów USD. Często trudno jednoznacznie przypisywać, jakie fundusze wiązały się z walką ze skutkami COVID-19, a jakie nie wyciągnęły nas z koronawirusowej zapaści. W 2021 roku odrobiliśmy straty, to znaczy pod względem wielkości gospodarek wróciliśmy do roku 2019. W wielu przypadkach, jak choćby w Polsce, jesteśmy nawet dość wyraźnie powyżej PKB z 2019. Ale ten okres, okres „wzrostu na sterydach” – czyli wynikającego z tego pompowania środków – już się skończył.

Wszystko wskazuje na to, że zaczął się właśnie czas ostrego hamowania. Moim zdaniem będzie on dotyczył, a właściwie już dotyczy trzech najważniejszych obszarów gospodarczych, czyli USA, strefy euro i Chin. Jest bardzo prawdopodobne, że wejdą one w recesję w ujęciu kwartał do kwartału, to znaczy przynajmniej dwa kwartały pod rząd w porównaniu do poprzednich kwartałów będą na minusie. Nie można wykluczyć, że do recesji dojdzie także w ujęciu rok do roku. Zatem będziemy mieli przynajmniej dwa kwartały pod rząd, w których odnotujemy spadek PKB w porównaniu do analogicznych kwartałów poprzedniego roku. Skąd tak mocne hamowanie?

REKLAMA (2)

Przyczyn jest wiele. Wymienię tylko powrót pandemii w Chinach, trudną sytuację na tamtejszym rynku nieruchomości, wygaszanie programów drukowania pieniądza, czy też początek procesu podnoszenia stóp procentowych, wzrosty stóp widzimy już choćby w Stanach Zjednoczonych. No i jeszcze wojna w Ukrainie. Dała ona dużo większy impuls inflacyjny i w wielu krajach doprowadziła do pogorszenia nastroju konsumentów i przedsiębiorców, a to nie sprzyja decyzjom zakupowym i inwestycjom. W dodatku nie wiemy, co będzie dalej. Wiele pytań pozostaje otwartych nie tylko w kontekście działań wojennych, ale także sytuacji dużej liczby rynków, jak choćby rynku surowców czy żywności. Nieprzewidywalność to coś, czego nikt nie lubi, szczególnie przedsiębiorcy. Oczywiście nie muszę mówić, że słabość największych obszarów gospodarczych rozleje się na inne kraje.

REKLAMA (3)

Hamowanie świata będzie widoczne także w Polsce. Sami choćby walcząc z inflacją relatywnie zmniejszamy dynamikę PKB. 8,5% wzrostu rok do roku w pierwszym kwartale 2022 było ostatnim aktem „sterydowego” przyspieszenia. Polska weszła w okres ostrego hamowania. Nam też grozi recesja przynajmniej w ujęciu kwartalnym. To co może nas odróżniać od wielu innych krajów, to perspektywa relatywnie niewielkiego wzrostu bezrobocia. Mamy bowiem specyficzną sytuację na rynku pracy z powodu olbrzymiego braku pracowników. Przeciętny Kowalski poważnych problemów związanych z ewentualną recesją – czyli braku pracy – mocno nie odczuje. Znacznie bardziej będzie się martwił wysoką inflacją i kosztami walki z nią, czyli wysokimi stopami procentowymi.
Pozostało już tylko odpowiedzieć na jedno pytanie: czy grozi światu i Polsce stagflacja? Teoretycznie tak. Jeśli jednak nic nadzwyczajnego się nie wydarzy choćby w kontekście wojny i wszystkiego co z nią związane, dość prawdopodobne jest, że w momencie wchodzenia w recesję będziemy co prawda wciąż mieli wysoką inflację, ale jednak już spadającą. A to jest zupełnie inna sytuacja. Dlaczego tak myślę? O tym w z kolejnych felietonach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze