Obecnie w Polsce w przypadku gruntów i nieruchomości mieszkaniowych obowiązuje tzw. podatek od nieruchomości. Jego wysokość zależy od powierzchni nieruchomości. Stawki określane są przez władze lokalne, jednak maksymalna wysokość podatku jest ograniczona. Stawki maksymalne są określane przez ministra finansów.
Podatek katastralny z kolei związany jest z pojęciem tzw. katastru. Kataster to publiczny rejestr gruntów i budynków oraz informacji o ich właścicielach lub tych osobach, które nieruchomościami władają. Dane te są podstawą do określania podatku katastralnego, czyli podatku płaconego od wartości nieruchomości. Nie ma więc znaczenia, czy jakaś nieruchomość jest większa, czy mniejsza, ważne ile jest warta. A zatem gdzie, na przykład jest położona, jaki jest jej standard itd. itp.
Jeden i drugi podatek ma wady i zalety. Podatek od nieruchomości nie uwzględnia wartości nieruchomości, ale jest stosunkowo prosty. Katastralny wymaga stworzenia ewidencji gruntów, co jest pracochłonne i kosztowne, sam algorytm wyznaczania wartości nieruchomości jest zazwyczaj skomplikowany. A zatem, co zwykle się z tym wiążę także kosztowny. Poza tym nie tylko położenie nieruchomości wpływa na jej wartość. Jeśli właściciel więcej w nią zainwestował, to musi płacić większy podatek, a zatem jest karany za inwestycje. Warto też dodać, że jeśli gmina ma świadczyć usługi wobec nieruchomości, to nie zależą one od wartości, ale od jej wielkości.
Od wielu lat toczy się, mniej lub bardziej otwarcie i oficjalnie, dyskusja na temat zmian podatku od nieruchomości na katastralny. Pytanie tylko, czy, abstrahując od innych kwestii, jesteśmy na ten podatek gotowi? My, czyli właściciele nieruchomości w Polsce. Moim zdaniem, absolutnie nie.
Po pierwsze koszty wprowadzenia tego podatku, czyli stworzenie ewidencji i wycen gruntów będą astronomiczne. Kto miałby je ponieść? Wiadomo: właściciel nieruchomości. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że na przykład rzeczoznawców opłacałyby gminy. A jeśli nawet, to jedynie tych, którzy tworzyliby coś w rodzaju określenia średniej wartości dla danego rejonu czy ulicy. Właściciele musieliby się dostosowywać do tych wycen. A żeby nie popaść w kłopoty związane z zakwestionowaniem przez gminy wycen dokonywanych przez właścicieli, musieliby oni korzystać z rzeczoznawców. A to oczywiście kosztuje.
Po drugie dla wielu podatek katastralny oznaczałby konieczność sprzedaży nieruchomości. Podatek mógłby się bowiem okazać dramatycznie wysoki. Zaledwie dwadzieścia lat po przemianach własnościowych nie powinno się zmuszać ludzi do pozbywania się majątku, w posiadanie którego weszli na przykład poddani takim, a nie innym działaniom władz komunistycznych. A co ze starszymi ludźmi, którzy odziedziczyli nieruchomości po rodzinach? W czasach poprzedniego ustroju z przyczyn obiektywnych nie mogli odłożyć określonych środków na podatek, a obecnie są już od dawna na emeryturach? Czy mamy prawo zmuszać ich do pozbywania się tego, co mają? Tym bardziej, że ceny nieruchomości w niektórych miejscach w Polsce są porównywalne z tymi w Europie zachodniej. A poziom płac, nie mówiąc już o emeryturach, jest wyraźnie niższy.
Oczywiście nie musiałoby tak być, gdyby podatek nie był wysoki. I to jest trzecia kwestia. Jeśli wpływy z nowego podatku miałyby być na poziomie wpływów z podatku od nieruchomości, to po co komplikować sobie życie? Tym bardziej, że w wielu przypadkach doprowadzimy do sytuacji, o której pisałem powyżej. Jeśli natomiast, co jest najbardziej prawdopodobne, chodzi o zwiększenie wpływów do budżetów gmin, to jestem tym bardziej absolutnie przeciw. I tak dość już płacimy podatków. I nie widzę powodu, żebyśmy sporej części społeczeństwa fundowali stres związany z koniecznością zmiany miejsca zamieszkania z powodu braku możliwości obsłużenia podatku katastralnego.
Podatek katastralny ma sens. Ale za wcześnie, aby go wprowadzać. Także dlatego, że wciąż mamy pozostałości poprzedniego sytemu. Moim zdaniem, realnie możemy zacząć dyskusje o tym podatku za co najmniej kolejne dwadzieścia lat. Wtedy będziemy z jednej strony znacznie bogatsi, z drugiej zaś będziemy mieli znacznie mniej pozostałości po poprzednim systemie.
Czy powinniśmy się bać podatku katastralnego?
REKLAMA
REKLAMA




















