Pamiętacie Państwo ilu ministrów finansów zapowiadało zmiany przepisów, które mają nam pomóc? Przedsiębiorcom, pracownikom, przedstawicielom wolnych zawodów itd. itp. Odpowiedź jest bardzo prosta: wszyscy. Nie tylko ministrowie, znamy przecież określenie „przyjazne państwo”. Tak nazywająca się komisja parlamentarna miała dokonać rewolucji w otoczeniu gospodarczym. Tym bardziej, że kierował nią człowiek, który sam był przedsiębiorcą: Janusz Palikot. Jak się to wszystko skończyło wszyscy wiemy.
Teraz ma być inaczej. Ale to hasło też już zdążyliśmy poznać, bowiem każdy kolejny minister tak mówił. Zresztą przecież obecny układ parlamentarny funkcjonuje już prawie trzy lata, a obecny premier przez większość tego czasu był ministrem finansów. To nie mógł już tych zmian na dobre, ogłaszanych teraz, wprowadzić? Argument, że koncentrował się np. na walce z karuzelami VAT‑owskimi jest o tyle chybiony, że można robić i jedno i drugie równolegle. Czy to jest jakiś wielki problem?
No dobrze, ale mamy nową minister i załóżmy na chwilę, że ona jest w kwestii poprawy otoczenia gospodarczego bardziej zdeterminowana. Co się zatem ma zmienić?
Szczegółów, póki co, jest niewiele. Choćby w kwestii porządku w stawkach VAT na niektóre towary i usługi. Jestem osobiście orędownikiem jednej stawki VAT, od lat o tym piszę. Problemem wydają się kwestie polityczno – społeczne. Kto by nie dokonał takiej zmiany, opozycja będzie atakowała go za zwiększenie opodatkowania żywności i np. ubranek dla dzieci. Panaceum na takie ataki mogłoby być wprowadzenie jakichś programów wyrównujących dla najbiedniejszych. Oczywiście jedna stawka VAT oznaczałaby jednocześnie stawkę niższą niż 23%, a zatem część towarów i usług by potaniała. Trzeba by było zatem dobrze policzyć te ewentualne straty niektórych grup społecznych. Gra byłaby jednak warta świeczki, bo dzięki różnym stawkom mamy też wiele nadużyć, a zatem mniejsze wpłaty do budżetu.
PIS ma nieco łatwiejsze zadanie. Owszem, atak opozycji z pewnością by nastąpił, ale program 500+ daje znaczące środki wielu rodzinom o niższych dochodach i z pewnością pokrywa w znacznej liczbie przypadków ewentualne straty z tytuły podwyższenia VAT np. na wspomniane ubranka dla dzieci. Z wypowiedzi minister nie wynika jednak, że rząd rozpatruje jedną stawkę. Po prostu chce doprecyzować, gdzie i jaka stawka ma obowiązywać. A to jest znacznie trudniejsze.
Mamy także zapowiedź wielu innych przepisów i tu już sprawy nie są tak oczywiste w sensie poprawy sytuacji przedsiębiorcy. Najgłośniejszą zmianą ma być wprowadzenie limitu możliwego tworzenia kosztów dla samochodów leasingowanych. Ministerstwo, bo w tej kwestii obok wypowiedzi szefowej mamy także stanowisko ministerstwa, twierdzi, że obecne przepisy są niesprawiedliwe, bo przy zakupie na firmę mamy limit, którego nie ma w przypadku leasingu. To jest piękne: zamiast znieść limit dla zakupów na firmę, wprowadza się limit dla leasingu. Czyli po staremu. Sprawiedliwość ma polegać na tym, że zamiast wprowadzić przepisy lepsze z punktu widzenia przedsiębiorcy, wyrównuje się do gorszych. Ktoś może powiedzieć: dobrze, ale limit ma wynosić 150 tysięcy PLN. To przecież bardzo dużo. To prawda. Ale z drugiej strony coraz więcej polskich firm stać na to, żeby kupować droższe auta, szczególnie właśnie w leasingu, bo to forma zakupu de facto na kredyt. Dlaczego obniżać standard? Komu to przeszkadza? Oczywiście cel jest jeden: więcej pieniędzy w budżecie. Ale czy per saldo rzeczywiście będzie ich tak dużo więcej? Jeśli przedsiębiorcy zamiast aut droższych będą kupowali tańsze, to gdzie tu jest zysk budżetu? Bo przecież do tego chce, jak rozumiem, zmuszać ministerstwo. Zamiast stu audi czy BMW zostanie kupionych sto skód lub toyot. Gdzie ten zysk, skoro tu i tu, biorąc pod uwagę jeszcze obowiązujące przepisy, nie płaci się VAT?
Oczywiście przesadzam, bo wiele firm i tak kupi droższe auto i ten VAT, przynajmniej w części, się pojawi. Nie zmienia to jednak faktu, że znowu jest tak samo. Słyszymy wielkie słowa i piękne zapowiedzi, a chodzi po prostu o to, żebyśmy płacili większe podatki. I tyle.
A chodzi o to, żebyśmy płacili większe podatki…
REKLAMA
REKLAMA




















