Majowe dane o produkcji przemysłowej nie rozczarowały. Gospodarka dzięki eksportowi wychodzi z dołka. Jest jednak jedno „ale”. Szybkiemu wzrostowi towarzyszy wzrost cen.
W maju 2021 roku produkcja przemysłowa wzrosła o 29,8% w stosunku do maja 2020 roku. Prawie 30% wzrostu oznaczałoby wręcz fantastyczne dane, gdyby nie jeden szczegół, czyli efekt bazy. Dokładnie tak samo jak w kwietniu ten czynnik powoduje, że obserwujemy astronomiczne wręcz wielkości. Co prawda w maju nie ma już rekordu, ten odnotowaliśmy miesiąc wcześniej wynikiem 44,5%, ale też zapaść w kwietniu 2020 była większa, niż w maju 2020. Było to odpowiednio -24,6% oraz -16,9%. Nie zmienia to jednak faktu, że obie wielkości są mocno zaburzone. Jeśli wyrzucimy ten efekt, to dane i tak są naprawdę niezłe. Co prawda w ujęciu miesięcznym w maju odnotowaliśmy spadek o 0,8%, ale to w dużej mierze wina czynników sezonowych, na przykład liczby dni roboczych. Przy czym trzeba tu jeszcze uwzględnić realia tzw. długich weekendów. Choć faktycznie mogło być lepiej, niektórym firmom trochę dają o sobie znać problemy z dostępnością pewnych komponentów, jak choćby półprzewodników.
Dobre dane o produkcji przemysłowej wynikają ze sprzedaży za granicę. Eksport nas ciągnie i to jemu zawdzięczamy przede wszystkim wydobywanie z recesji. Patrząc na dane szczegółowe najbardziej wzrosła produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep, o prawie 104%. Trudno się dziwić, pamiętamy przecież, że w zeszłym roku o tej porze ten właśnie obszar po prostu się załamał. Fabryki fizycznie przestały pracować. Mocne wzrosty obserwujemy także w produkcji komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych – o ponad 70%, urządzeń elektrycznych – o ponad 46% oraz mebli – o prawie 42%. Wszystkie te grupy produktów związane są mocno z eksportem. Warto odnotować, że spadek produkcji komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych był w zeszłym roku relatywnie niewielki, wyniósł 9,6%. Te dane pokazują zatem zmiany, które dokonały się przez pandemię. Lawinowo wzrosło zapotrzebowanie na różnego rodzaju komputery, serwery itd., itp., choćby ze względu na pracę zdalną.
Jest jednak jedno „ale”. A nazywa się ono „wzrost cen”. I nie mam na myśli tym razem wskaźnika CPI, który dotyczy cen koszyka dóbr konsumpcyjnych, czyli tych, które bezpośrednio kupujemy. Potężny wzrost obserwujemy w przypadku wskaźnika PPI. Pokazuje on zmiany cen dla producentów, czyli dotyczy tych rzeczy, które kupują, aby móc wytwarzać. Przed pandemią wskaźnik ten nie przekraczał 1% w ujęciu rocznym. Pandemia doprowadziła do jego spadku poniżej zera. Czyli mieliśmy deflację, jeśli chodzi o ceny dla producentów. Trudno się dziwić. Skoro załamała się gospodarka, to ceny spadły, bo nie było komu kupować. Jednak odbicie doprowadziło do wzrostów cen surowców, półproduktów itd., itp. W efekcie w grudniu 2020 wyszliśmy z powrotem na plus, dokładnie do poziomu 0,1% rok/rok. A potem wskaźnik zaczął lawinowo rosnąć i w maju osiągnął poziom 6,5% rok/rok. Przy czym w kilku przypadkach zmiany są wręcz szokujące. Niektóre gatunki stali, czy materiałów budowlanych zaliczyły kilkudziesięcioprocentowe, czasem ponad stuprocentowe, wzrosty.
Duży wzrost PPI jest problemem w przynajmniej dwóch aspektach. Po pierwsze, szybko rosnące koszty muszą doprowadzić do wzrostu cen produktów finalnych. Czyli będzie to czynnik negatywnie oddziaływujący na wskaźnik CPI. Czyli na ceny dla nas wszystkich.
Po drugie, ewentualny wzrost cen produktów może pogorszyć konkurencyjność eksportu. Oczywiście przy założeniu relatywnie stabilnego kursu złotego. Nie chodzi mi tu bynajmniej o wielkie fabryki zagranicznych koncernów. One sobie poradzą. Mają wysoką wydajność, a w dodatku często są w obszarach, gdzie ewentualna podwyżka cen niewiele wpłynie na popyt. Wystarczy wziąć przykład produkcji baterii do samochodów elektrycznych. Baterie to wciąż gorący towar i generalnie sprzedaje się je na pniu. Bardziej chodzi mi o małe i średnie polskie firmy. Na razie tego efektu nie obserwujemy albo jest on nieznaczny, przedsiębiorstwa bazują bowiem na zapasach. Ale w perspektywie najbliższych miesięcy może to być odczuwalne. Absolutnie nie spodziewam się jakiegoś załamania z tego tytułu, lecz z pewnością nie będzie to czynnik wspierający sprzedaż.







![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)











