Wzrost obciążeń

0
Marek Zuber
REKLAMA

Wieloletni Plan Finansowy Państwa to dokument, który przedstawia założenia dotyczące kreowania polityki państwa w obszarze finansów publicznych. Dotyczy czterech najbliższych lat. Zawiera podstawowe informacje o najważniejszych wielkościach makroekonomicznych. Są tam, zatem i prognozy wzrostu PKB, czy poziomu bezrobocia, i wynikające z nich oraz z przyjętej polityki wielkości związane z budżetem na poszczególne lata, czy też z długiem publicznym. Innymi słowy dokument ma z jednej strony pokazywać, co tworzący go, czyli Ministerstwo Finansów, sądzi o kształtowaniu się sytuacji gospodarczej, z drugiej zaś – jakie są założenia polityki zarządzania finansami publicznymi. Jest to zatem istotna przesłanka z punktu widzenia oceny tego, co się w danym państwie wydarzy. Choć, warto o tym pamiętać, opiera się jednak na prognozach, które się mogą spełnić lub nie. W szczególności chodzi mi tu o prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego. Są one kluczowe choćby w kwestii szacowania dochodów podatkowych. Wiadomo, im wyższy wzrost, tym wyższe dochody choćby z podatku VAT. Jeśli w rzeczywistości będzie gorzej, to w budżecie będzie mniej pieniędzy, a to oznacza pogorszenie wskaźników dotyczących zadłużania się. Oczywiście zakładam, że gorszym wynikom gospodarki nie towarzyszą cięcia wydatków.
Oczywiście Plan Finansowy Państwa wcale nie musi być zrealizowany. I to nie tylko dlatego, że prognozy dotyczące podstawowych wskaźników makroekonomicznych okażą się chybione. Nie ma przecież pewności, że rząd tworzący Plan, czy inny rząd, który tylko Plan zastał, będzie go realizował w obszarze choćby budżetu. Ale mimo wszystko dokument ten daje pewien obraz sytuacji i tego, dokąd rządzący chcą zmierzać.
No, więc dokąd obecni rządzący chcą zmierzać? Generalnie do poprawy sytuacji i to dobra wiadomość. W dokumencie zakłada się, moim zdaniem, realistycznie, hamowanie polskiej gospodarki. W tym roku wzrost PKB ma wynieść 4%, po ponad 5% w roku 2018, w 2020 – 3,7% w 2021 – 3,4%, a w 2022 już 3,3%. Uważam podobnie, będziemy zwalniać, aczkolwiek skala tego zwolnienia będzie zależała głównie od sytuacji na świecie. Pomimo dobrych ostatnio danych z USA uważam, że w ciągu maksymalnie dwóch lat USA mocno wyhamują, co przełoży się i na nas. Pewnie bardziej, niż wynika z zapisów w Planie. Ale tego nie wiemy, coś trzeba było założyć i, jak już napisałem, założenia przyjęte przez Ministerstwo Finansów uważam za sensowne.
Ciekawiej jest natomiast w kwestii wskaźników dotyczących deficytu sektora finansów publicznych. Sytuacja generalnie ma się poprawiać. Co prawda 2021 ma być gorszy od 2020, ale to wynika głównie z nadzwyczajności roku 2020, czyli z opłaty przekształceniowej OFE. Jak zwał tak zwał, dla mnie jest to po prostu podatek, który w dodatku każdy członek OFE, jeśli pozostawi swoje środki w IKE, będzie musiał zapłacić a conto przyszłego podatku PIT. Jeśli wszyscy się na to zdecydujemy, rząd zyska w przyszłym roku 24 mld PLN. Dla mnie konstrukcja kuriozalna. Mam na myśli to „nadpłacanie” PIT-u. Ale oczywiście chodzi o to, żeby dzisiaj, a nie w przyszłości pojawiły się pieniądze w budżecie. Abstrahując jednak od roku 2020, rząd w Planie zakłada tak czy inaczej poprawę sytuacji. Jak to możliwe, skoro pojawiają się nowe wydatki? Kilka tygodni temu szacowałem, że w sumie, stare i nowe pomysły, to ponad 70 mld złotych już w roku 2020.
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: będziemy płacili więcej podatków. Po wprowadzeniu podatku bankowego, 10 groszy w paliwie, daniny solidarnościowej, czy zamrożeniu skali PIT czeka nas na przykład podwyżka akcyzy na papierosy i alkohol, zniesienie limitu ZUS, ten pomysł powraca, czy też walka z umowami śmieciowymi. No i dalsze zwiększanie ściągalności podatków. W tej ostatniej kwestii jestem coraz bardziej sceptyczny. Pięknie brzmią analizy na przykład o tym, ile nam rocznie „wycieka” z tytułu niezapłaconego CIT. O tym ostatnio mogliśmy sporo przeczytać. I że tu jest miejsce do szukania dodatkowym wpływów. Trzeba z tym walczyć, to jasne, ale zakładanie kolejnych miliardów rocznie, choćby z tego tytułu, jest moim zdaniem dość optymistyczne. Delikatnie mówiąc.
Co zatem nas czeka? Jedni dostaną, choćby 500+, inni będą na te programy płacić. Często będą to pewnie ci sami. Dobrze? Niedobrze? To już kwestia do dyskusji. Ale miejmy przynamniej świadomość, skąd się te pieniądze biorą. I wezmą. Bo w większości nie z mitycznego zwiększenia ściągalności podatków. Aha, i na koniec jeszcze jedna kwestia. Ten rząd raczej nie zakłada kontynuacji programu „Trzynastej emerytury”. To wyraźnie z Planu wynika.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze