Nigdy nie ukrywałem, że decyzje poprzedniej Rady Polityki Pieniężnej wielokrotnie nie przypadały mi do gustu. Krytykowałem na przykład podwyżkę stóp procentowych dokonaną w maju 2012 roku. Nie było już wtedy nikogo, przynajmniej na rynku, kto nie spodziewałby się hamowania gospodarki i spadku inflacji. Nie podobało mi się także to, że RPP potem, aż do listopada, nic nie robiła pomimo ewidentnych trendów wręcz nakazujących obniżanie stóp procentowych. Apogeum nastąpiło w lipcu 2013 roku, kiedy po kolejnej obniżce stóp RPP ustami Marka Belki, czyli swojego przewodniczącego, stwierdziła, że to ostania obniżka. A nawet analitycy Narodowego Banku Polskiego w projekcji prawdopodobieństwo wzrostu inflacji (wynosiła ona wtedy 1.1% rok/rok do oczekiwanego przez Radę poziomu 2,5% rok/rok w ciągu następnych dwóch lat) określali jako niewielkie.
Nie zmienia to jednak faktu, że dzisiaj stopy są bardzo niskie i, pisałem o tym w połowie zeszłego roku w TEMI, nie bardzo widać sens ich dalszego obniżania. Co prawda inflację wciąż mamy ujemną, ale jednak z tendencją do wzrostu. Tak przynajmniej sądzę.
Tymczasem, jak Państwo pewnie pamiętacie, w czasie kampanii wyborczej dało się słyszeć głosy, że stopy trzeba ciąć. Pochodziły one z kręgu ówczesnej opozycji. Oczywiście nie był to postulat powszechny, ale jednak też nie jednoosobowy. Stąd zakładałem, że nie można wykluczyć obniżek stóp wtedy, kiedy PiS wymieni już całą, no prawie całą, bo dwóch członków mamy „starych”, Radę. Nic takiego się jednak nie stało. I wygląda na to, nie stanie. Kilku członków RPP,wypowiadało się bowiem na temat tego, że stóp ruszać się nie powinno. Chyba że rzeczywiście zajdą jakieś nowe, na przykład makroekonomiczne, okoliczności.
Co się w takim razie takiego wydarzyło? Czy wygrana PiS wprowadza aż takie zamieszanie, że wzrosła obawa o osłabienie złotego lub spadek cen obligacji skarbowych? Nawet jeśli, to o ile niższe stopy złotemu rzeczywiście mogłyby zagrozić, to obligacjom, przynajmniej w krótszym okresie, już niekoniecznie. Może zatem wzrosło ryzyko jakiś szoków podażowych, na przykład dalszego wyraźnego spadku cen ropy? Także nic z tych rzeczy. Co się zatem stało?
Przypominam sobie, jak kilkanaście lat temu w Radzie, dość niespodziewanie, bo po śmierci poprzedniego członka RPP, pojawił się nowy członek. I w pierwszym wywiadzie stwierdził, że stopy procentowe są na odpowiednim poziomie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze kilka tygodni wcześniej jako urzędnik w ministerstwie finansów opowiadał się on za obniżką stóp. „Co się takiego wydarzyło? ” – dopytywał dziennikarz. „Nic” – odpowiedział ów członek. „Po prostu wtedy byłem w ministerstwie finansów, a teraz jest w RPP i zmieniła mi się optyka”.
No i właśnie tak to jest. Mam wrażenie, że podstawową kwestią jest to, że się teraz niektórym członkom Rady mogła po prostu zmienić optyka. Gdy poczuli wagę swoich decyzji, decyzji, a nie rzucanych tu i ówdzie komentarzy, to do pewnych kwestii zaczęli podchodzić inaczej. I bardzo dobrze. Bo moim zdaniem stopy rzeczywiście są, póki co, na odpowiednim poziomie. Ale oznacza to, że tańszych kredytów już raczej nie zobaczymy.
Czy stopy procentowe jeszcze spadną?
REKLAMA
REKLAMA




















