Szykuje się rewolucja na polskim rynku finansowym. Oto bowiem oficjalnie pojawiła się nowa stawka określająca koszt pieniądza, czyli WIRON.
Początek 2022 roku przyniósł nam wiele wydarzeń i wiele zagrożeń. Przede wszystkim mówiliśmy o niebezpieczeństwie wzrostu inflacji – nie wszyscy mówili, Narodowy Bank Polski ustami swojego prezesa wciąż bagatelizował problem – scenariuszu światowego spowolnienia lub nawet recesji, czy drogich nośnikach energii w Europie w związku z działaniami Rosji. O wojnie mało kto myślał wtedy na poważnie. I trochę zgubiła się w tym wszystkim rewolucja dokonana na europejskich rynkach finansowych. Oto bowiem po pięćdziesięciu latach wprowadzono nowe stawki określające koszt pieniądza w Londynie, czyli centrum finansowym tej części świata. LIBOR – bo jego mam na myśli – jest jeszcze w niektórych przypadkach kalkulowany, ale w miejsce podstawowych stawek wprowadzono nowe. LIBOR liczony był dla pięciu walut i w każdym przypadku mamy teraz nowy wskaźnik retencyjny, czyli wskaźnik odniesienia. W Polsce najwięcej słyszymy o SARON-ie, bo to on właśnie zastąpił LIBOR CHF. A właśnie LIBOR CHF był podstawą liczenia oprocentowania kredytów frankowych.
Rewolucja została wymuszona. Wszystko przez skandal, który wybuchł w 2012 roku. Okazało się, że banki, które uczestniczyły w tworzeniu stawki LIBOR w poprzednich latach, wielokrotnie manipulowały jego poziomem. Po kilkuletniej dyskusji i próbach reformy systemu zdecydowano się na zupełnie nowe otwarcie.
Ten wstęp jest o tyle ważny, że pokazuje kontekst reformy, która dokonuje się także w Polsce. To nie tak, że jakiś polityk, prezydent, premier czy minister dla dobra narodu postanowili zmienić sposób liczenia ważnego z punktu widzenia i całej gospodarki i przeciętnego Kowalskiego wskaźnika. Reforma została nam narzucona przez Unię Europejską i była konsekwencją tego, co się wydarzyło w roku 2012. Tam chodziło o to, żeby maksymalnie zabezpieczyć się przed powtórką z wydarzeń sprzed 2012 roku i wprowadzić bardziej przystający do rynku system decydujący o oprocentowaniu kredytów. Czy to się udało, to już kwestia do dyskusji.
No i właśnie, dlatego 2 grudnia pojawił się w Polsce nowy wskaźnik. WIRON – bo tak się on będzie nazywał – to skrót od nazwy Warsaw Interbank Rate OverNight, czyli warszawska międzybankowa stopa overnigt. Co to znaczy? Zacznijmy od początku, czyli od tego, co to jest WIBOR.
WIBOR – czyli Warsaw Interbank Borrow Rate – to stawka pokazująca średni koszt pożyczek między bankami. Banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze na tzw. rynku pieniężnym, czyli jednym z rynków finansowych. Dzięki temu mogą one utrzymywać płynność. Jeśli jakiemuś bankowi brakuje gotówki, to może od innego banku pożyczyć. To bardzo ważny element funkcjonowania całego sytemu bankowego. Oczywiście z różnymi bankami wiąże się różne ryzyko, poza tym mamy różną sytuację na rynku w zależności choćby od tego, ile jest na nim w danym momencie gotówki. Nie ma zatem jednej stawki pożyczek. Ale możemy policzyć ich średnią i tę średnią w danym dniu będzie właśnie WIBOR. Oczywiście pożyczki będą na różne okresy. I stąd WIBOR na różne okresy, na przykład na 3 miesiące – WIBOR 3M, na 6 miesięcy – WIBOR 6M, czy na tydzień – WIBOR 1W. Te stawki – o czym już pisałem wielokrotnie – stanowią podstawę oprocentowania kredytów. Logika tego procesu jest taka, że jeśli jakiś bank będzie potrzebował gotówki na przykład dla udzielenia kredytu, to będzie musiał ją pożyczyć na rynku właśnie po stawce WIBOR.
Problem niepewności w kwestii faktycznego kosztu pieniądza na rynku a wysokością stawki, która ma go pokazywać, dotarł oczywiście po 2012 roku także do Polski. Osobiście mam wątpliwości w kwestii tego, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie wskazać okresy, w których coś było nie tak. Ale nie zmienia to faktu, że i my musieliśmy przeprowadzić reformę. Tym bardziej, że na skutek sytuacji na rynku – przede wszystkim dotyczyło to strefy euro i zaczęło się już w 2013 roku – banki centralne zaczęły w dużej mierze przejmować rolę pożyczającego środki i dającego płynność. W przypadku strefy euro było to związane z walką z kryzysem tejże strefy. Ale i w Polsce mieliśmy z tym do czynienia w wielkiej skali w pierwszych miesiącach pandemii. To słynne „drukowanie pieniądza” to nic innego, jak właśnie dostarczanie płynności przez NBP. A zatem proces, który prowadził do przejęcia przez NBP roli rynku pieniężnego. W praktyce oznaczało to zatem, że pożyczki między bankami – szczególnie na dłuższe okresy – po prostu przestały mieć miejsce. No to jak liczono na przykład WIBOR 3M? Banki informowały, ile inny bank musiałby zapłacić, gdyby miały mu pożyczyć pieniądze na 3 miesiące, choć wcale nie pożyczały. I z tego liczono średnią. Od lipca zeszłego roku system był mocno kontrolowany. W samym banku liczenie stawki danego banku nadzorował pracownik tzw. departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego, potem informacje szły do firmy GPW Benchmark – czyli do spółki córki Giełdy Papierów Wartościowych – i tam właśnie liczono średnią, czyli WIBOR. A całość nadzorowała jeszcze Komisja Nadzoru Finansowego. No to po co wprowadzono nowy wskaźnik? O tym za tydzień.



















