Innowacje, czyli jak pokonać obawy urzędników

0
Marek Zuber
REKLAMA

Jeśli mamy stworzyć państwowy program wsparcia innowacji, to decyzyjność w kwestii tego, czy jakiś projekt wesprzeć, czy też nie, oddamy w ręce urzędników. A oni będą czuli odpowiedzialność wynikającą z wydawana miliardów złotych, bo o takich kwotach mówimy, i obawy z tym związane.
Z tymi obawami, uzasadnionymi niestety, od razu dodam, spotkałem się w swojej praktyce wielokrotnie, choćby w projektach partnerstwa publiczno-prywatnego. Są one związane z powszechną w polskich realiach rzeczywistością rozliczania poprzedników. Urzędnik, wszystko jedno czy na poziomie samorządu, czy jakiejś jednostki centralnej, boi się, że jak dojdzie do zmiany politycznej, będzie miał na głowie wszystkie możliwe służby kontrolujące jego poczynania. Od NIK zaczynając, na ABW i CBA kończąc. I nawet jeśli okaże się, że nic złego nie zrobił, może w międzyczasie stracić pracę i mieć problemy ze znalezieniem nowego zajęcia. To także dlatego kryterium ceny jest najwygodniejsze przy wszelkiego rodzaju przetargach publicznych. Tego typu kryterium jest po prostu najtrudniej zakwestionować. Czy też, innymi słowy, najłatwiej się jest z niego wytłumaczyć.
Jeśli program finansowania innowacji środkami państwa, w takiej czy innej postaci, ma się udać konieczna jest zmiana podejścia. Jak to zrobić? Dobre pytanie.
W Stanach Zjednoczonych przeżywa tylko nieznaczna część startupów związanych z na prawdę innowacyjnymi rozwiązaniami. Są nawet takie badania, które wskazują, że odsetek firm tego typu, którym udało się osiągnąć rentowność, nie przekracza 10%. Wynika z tego, że ogromne pieniądze są wydawane i nie ma z nich efektu ekonomicznego. Oczywiście nie oznacza to, że wydano je na marne. Trochę na tej samej zasadzie finansuje się badania w firmach. Toyota czy VW wydają po około 5 mld USD rocznie, można się tu spotkać z różnymi danymi, ale to ten rząd wielkości, na badania czasem tylko po to, żeby przekonać się, że jakąś drogą iść się nie da. Ale to też jest odpowiedź, to też są sensownie wydane pieniądze. Problem w tym, że w takich politycznych realiach jak w Polsce trudno będzie myśleć takimi kategoriami. Jeśli okaże się, że państwowe jednostki wydadzą na przykład miliard euro na badania nad grafenem, po czym okaże się, że nie znaleziono sensownego miejsca jego zastosowania, może to prowadzić do oskarżeń o źle wydane pieniądze.
Wydaje się, że na początek, do momentu, kiedy nie doczekamy się innej kultury zarządzania środkami na innowacje, najlepiej by było koncentrować się na tym, co dość mocno ogranicza ryzyko inwestycyjne. Korea Południowa i Japonia zaczynały swoją przygodę z nowoczesnymi technologiami od kupowania licencji. I w tych zakupach państwo może partycypować. Świetnym pomysłem jest także transfer technologii związany z zakupami realizowanymi bezpośrednio z budżetu. Choćby w zakresie wydatków ministerstwa obrony. Powinniśmy wydawać te środki głównie na polskie projekty. Przypomnę w tym miejscu, że w Izraelu około 40% innowacji związanych jest z wydatkami na obronność kierowanymi do własnego przemysłu zbrojeniowego. Z pewnością jednak nie wszystko będziemy w stanie zbudować sami. Ważnym elementem w decyzji zakupowej powinna być zatem właśnie kwestia kooperacji polskich firm w realizacji projektu i transfer technologii z nim związany. Nie jest to w naszej rzeczywistości nowy pomysł, choć z realizacją, czego najlepszym przykładem jest chyba projekt F16, różnie bywało.
Drugi pomysł dotyczy finansowania rozwiązań pod konkretne zapotrzebowanie. Tego typu relacja często występuje między odbiorcą a dostawcą. Wielokrotnie się z tym spotykałem choćby w polskim sektorze automotive. Odbiorca, najczęściej inwestor branżowy, współpracuje z polskim poddostawcą. I co chwilę składa zapytania o możliwość realizacji części czy podzespołów spełniających określone wymogi lub realizujących jakieś zadania. Wzajemny wzrost zaufania, także na poziomie technicznym, prowadzi często do tego, że odbiorca już w fazie przygotowania prototypu konsultuje się z poddostawcą także w kwestii rozwiązywania problemów technologicznych lub właśnie wprowadzania nowych innowacyjnych rozwiązań. Nie jest to w polskich realiach powszechne, ale ma już miejsce. Jeśli państwo pomagałoby finansować tego typu działania, z pewnością ryzyko nieefektywnego wydawania pieniędzy mocno by się zmniejszyło.
Oczywiście idealnie byłoby od razu realizować własne pomysły i je skutecznie komercjalizować. Ale czy jest to realne? W sensie powszechnego programu? Moim zdaniem nie. I to nawet w sytuacji, gdyby wspomniany przeze mnie problem obaw urzędników, związany z kooperacją z prywatnymi firmami, nie występował. Wystarczy popatrzeć na historię państw, które dzisiaj pod względem innowacji przodują.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze