Marek Zuber: Płace w Polsce

0
Marek Zuber
REKLAMA

W grudniu 2023 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw przekroczyło po raz pierwszy w historii 8 tysięcy złotych. Niestety nie oznacza to, że większość Polaków tyle zarabia.
W grudniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8 032,96 PLN i po raz pierwszy w historii przekroczyło poziom ośmiu tysięcy złotych. Styczniowe dane będą zapewne gorsze, grudzień to czas wypłacania różnego rodzaju dodatków itd. Ale nie zmienia to faktu, że w ciągu ostatnich lat doszło na tym polu do bardzo dużych zmian. W grudniu 2018 roku przeciętne wynagrodzenie wyniosło jedynie 5 274,95 PLN, a zatem w ciągu pięciu lat zaobserwowaliśmy wzrost o ponad 50%. Wygląda to imponująco, ale pamiętajmy, że ostatnie dwa lata to potężne uderzenie inflacji. Mówiąc krótko, dzisiaj za te same pieniądze można znacznie mniej kupić. Realnie mamy jednak do dyspozycji wyraźnie więcej niż w roku 2018, chyba że obsługujemy jeszcze jakiś większy kredyt. Wzrost stóp procentowych cofnął nas w takiej sytuacji bardziej niż do roku 2020, bo do tego roku spadło w 2023 realne wynagrodzenie. Czyli uwzględniające inflację. Chodzi oczywiście o to, że wyższe stopy to droższy kredyt, czyli więcej miesięcznych płatności. Wiele polskich rodzin, szczególnie tych z kredytami hipotecznymi (bo koszty ich obsługi ze względu na to, że są one na długie okresy wzrosły najbardziej) cofnęło się pewnie w okolice 2016 roku, jeśli chodzi o realne możliwości zakupowe.

Wracając jednak do wynagrodzeń. „Ponad 8 tysięcy – kto tyle zarabia?!” – to zdanie, które bardzo często słyszę. Pisałem już kiedyś o tym, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw dotyczy większych firm, co sprowadza się do około 45% zatrudnionych. No, a poza tym średnia arytmetyczna też nie jest tu idealnym wskaźnikiem. Lepszym obrazem realnej sytuacji w tym zakresie byłaby tzw. mediana. To wielkość najczęściej spotykana. Moim zdaniem jest ona obecnie gdzieś w okolicach 5,5 – 5,8 tys. PLN. Oczywiście brutto. Mam na myśli wszystkich zatrudnionych. Dokładnych danych nie mamy, stąd to tylko mój szacunek. Oznacza to, że najczęściej pracujący otrzymują mniej więcej tyle. Cały czas mówię o kwotach brutto.
Zdecydowanie bardziej niż w przypadku przeciętnego wynagrodzenia wzrosło minimalne wynagrodzenie. Tu posłużę się danymi ze stycznia 2024 roku, bo właśnie w styczniu minimalne wynagrodzenie zawsze rośnie. Poprzedni rząd, jeszcze przed rozpoczęciem problemów inflacyjnych, zdecydował się na zwiększenie skali podwyższania płacy minimalnej. W efekcie tej decyzji zaczęła ona bardziej dynamicznie rosnąć i w styczniu tego roku osiągnęła wartość 4242 PLN brutto. Dla porównania w styczniu 2019 roku było to 2250 PLN brutto, co oznacza wzrost o prawie 90%. Różnica, także uwzględniając inflację, jest zatem znacząca. Mało tego: właśnie ze względu na wysoką inflację w zeszłym roku, w tym roku w lipcu dojdzie do kolejnego podwyższenia płacy minimalnej. Będzie ona wynosiła 4300 PLN. Czy to dużo, czy mało to oczywiście kwestia względna. Tak mocny wzrost płacy minimalnej przyczynił się jednak to ciekawego zjawiska. O ile w 2019 roku było około 1,5 mln osób pobierających minimalne wynagrodzenie, to obecnie jest ich już ponad 3 mln. Jest to tzw. wypłaszczenie wynagrodzeń. Mamy zatem sporą grupę osób, które kiedyś zarabiały powyżej minimum, ale teraz są na poziomie minimum. Choć to minimum oczywiście mocno wzrosło. Ten mechanizm rodzi wiele kłopotów, choćby w kontekście różnicowania wynagrodzeń ze względu na kompetencje.

REKLAMA (3)

No to na koniec jeszcze jedna informacja. Mimo poprawy, wciąż jesteśmy raczej słabo zarabiającym społeczeństwem na tle Europy. Eurostat, czyli europejski GUS, publikuje wskaźnik, który z jednej strony uwzględnia wynagrodzenia, a z drugiej inne kwestie, jak różnice cen w poszczególnych krajach UE, czy też skład gospodarstw domowych. Nie mamy jeszcze danych za rok 2023, ale w 2022 roku Polska była pod tym względem na 19. miejscu we Wspólnocie, 26% poniżej średniej unijnej. Czyli realna siła zakupowa wynikająca z wynagrodzeń była w Polsce o 26% niższa niż średnio w UE. Biorąc pod uwagę naszą część Starego Kontynentu, lepiej jest w Estonii i w Czechach, mniej więcej podobnie na Litwie. W Niemczech, do których uwielbiamy się porównywać, wskaźnik jest wyższy o prawie 60%. A w Luksemburgu, to pierwsze miejsce w zestawieniu, prawie 125%.
Widać zatem, że idziemy do przodu, sytuacja pod względem wynagrodzeń się poprawia, ale jednocześnie sporo nam jeszcze brakuje do najbogatszych. No i pamiętajmy, że wzrost wynagrodzeń to wzrost kosztów pracy. Jeśli nie towarzyszy mu wzrost wydajności pracy, to kończy się to podniesieniem cen przez firmy. I to był jeden z powodów wzrostu inflacji w Polsce. A mamy przecież także takie branże, w których o ten wzrost wydajności jest trudno z punktu widzenia ich charakteru. To między innymi dlatego pizza jest teraz o połowę droższa niż w roku 2019, a kotlet schabowy o ponad 70%. Tu bazuję z kolei na danych pyszne.pl.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze