Moskiewska kwadratura koła

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Rosja kontrolująca od Ugody w Perejesławiu w 1654 roku najpierw część, a potem w miarę słabnięcia Polski całość Ukrainy nie pogodziła się z utratą decydującego wpływu na to państwo. Ukraina z resztą nigdy, aż do rozpadu Związku Sowieckiego, niepodległym państwem nie była, nie licząc krótkiego epizodu w latach 1918‑1920. Później, przez 20 lat niepodległości, wpływy rosyjskie w Kijowie były na tyle silne, że Rosja uznawała sytuację na Ukrainie za satysfakcjonującą, a gwarantem rosyjskiej kontroli nad Ukrainą był prezydent Wiktor Janukowycz. Obalenie Janukowycza i zasadniczy zwrot w polityce ukraińskiej w kierunku proeuropejskim oznaczało z jednej strony zmianę polityki zagranicznej w kierunku radykalnie prozachodnim z perspektywą przystąpienia do NATO i Unii Europejskiej, z drugiej niezbędne dla gospodarczego rozwoju reformy wewnętrzne. Dla Rosji prezydenta Putina oznacza to przekreślenie całej dotychczasowej polityki polegającej na odbudowaniu imperium. Nie chodzi o jakieś terytorium czy dojście do jakiejś konkretnej linii, która wyznaczałaby granicę dalszej ekspansji, ale o odzyskanie tego, co w przekonaniu prezydenta Putina, a najpewniej przeważającej części Rosjan zawsze było rosyjskie.
Ukraina, decydując się na zerwanie zależności od Moskwy i aspirowanie do Wspólnoty Europejskiej, liczyła na pomoc Zachodu i obronę przed spodziewaną przecież akcją Moskwy. Postawiło to Zachód w bardzo trudnej i niewygodnej sytuacji. Najprostszym wyjściem byłaby w tej sytuacji wojna, jakaś współczesna wersja Wojny Krymskiej w obronie przynależności Krymu do Ukrainy, a w rzeczywistości w obronie prawa Ukrainy do pełnej niepodległości. Taka wojna w obecnych warunkach jest jednak niemożliwa.
Zarzuty wysuwane przez przeciwników polskiego rządu, głownie z obozu PIS, że jest za mało stanowczy i wojowniczy w stosunku do Rosji, są absurdalne. Polska nie jest mocarstwem i może działać tylko w ramach UE, która sama z najwyższym trudem utrzymuje jednolite stanowisko. Możliwości presji na Rosję istnieją, ale ograniczają się do działań dyplomatycznych i sankcji, przede wszystkim ekonomicznych. Sankcje przynoszą ograniczone efekty, bo Rosja ze swoim zacofanym systemem gospodarczym i bardzo odpornym na trudności i wyrzeczenia społeczeństwem jest odporna na wszelkiego rodzaju naciski i presję.
Po stronie Zachodu co jakiś czas padają stwierdzenia, że należy wobec Rosji postępować „twardo”, że mamy do czynienia z drugą Jałtą lub Monachium i tylko stanowcze działania „powstrzymają” Putina. Nie bardzo wiadomo, co te „stanowcze” działania miałyby oznaczać.
Zachód ma ograniczone możliwości działania, ale i Putin nie może przekroczyć granicy, którą jest bezpieczeństwo i wiarygodność Sojuszu Atlantyckiego. Rosja nie bardzo może się cofać, są minimalne szanse na obalenie prezydenta Putina w drodze jakiegoś rosyjskiego Majdanu i budowę pełnej demokracji w Rosji. Z drugiej strony Rosja nie może sobie pozwolić na otwarty konflikt z Zachodem i całkowite lekceważenie międzynarodowej opinii. Jest to kwadratura koła, z której na razie nie ma dobrego wyjścia.
Posyłanie nowoczesnej broni na Ukrainę nie wydaje się najlepszym wyjściem, ale jest to jedna z opcji w przypadku, gdy zawiodą inne. Nie jest jednak możliwe, aby Ukraina wygrała wojnę z Rosją, z którą jak na razie utrzymuje stosunki dyplomatyczne i zawiera umowy handlowe. Obecnie, w efekcie porozumienia zwartego w Mińsku, przestali ginąć ludzie, a raczej ginie ich znacznie mniej. To w wymiarze ludzkim i moralnym wszystko, co wydaje się dziś możliwe.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze