Wydaje się, że kolejne wypadki na hulajnodze w Tarnowie są, niestety, tylko kwestią czasu. Kilka dni temu na ul. Lwowskiej dwie nastolatki jadące jedną hulajnogą, ale nie elektryczną, wjechały w samochód osobowy. Jak wynika z obserwacji, jazda we dwójkę na jednym tego typu jednośladzie jest dość ulubionym w Tarnowie zajęciem.
Obawiam się, że wkrótce ofiarami hulajnóg mogą być także piesi. Czasami obserwuję slalomy ludzi na hulajnogach poruszających się chodnikami. Oni jadą po 20, a z górki nawet około 30 km na godzinę. Jadą tak, bo chcą i mogą.
Ustawodawca wymyślił martwe w praktyce prawo. Martwy przepis. Mówi on, że jeśli e-hulajnoga porusza się chodnikiem, między idącymi ludźmi, to jej prędkość musi być zbliżona do prędkości pieszego. Na wszelki wypadek ustawodawca nie określił, o jaką dokładnie prędkość powinno chodzić. Słychać, że na myśli miał on szybkość porównywalną ze żwawym marszem, czyli 5-6 km na godzinę.
To wyobraźmy sobie teraz elektryczne hulajnogi, które jadą z prędkością piechura. Po pierwsze, przy tej szybkości mogą być nawet trudności z utrzymaniem równowagi, po drugie, jeśli bierze się hulajnogę, to również po to, aby być szybszym od pieszego. Ona nie jest od spokojnych spacerków, lecz służy krótkim dojazdom z punktu A do punktu B. Dlatego każdy jeździ jak chce, a przechodniom skóra cierpnie.
Ustawodawca wymyślił przepis, który nie jest ani precyzyjny, ani łatwy do wyegzekwowania. Czy ktoś wyobraża sobie policjanta schowanego w bramie kamienicy i czyhającego z radarem na zbyt szybkiego hulajnogistę? Moim zdaniem, przepis o jeździe e-hulajnogą po chodniku z szybkością zbliżoną do prędkości pieszego jest obecnie jednym z najczęściej łamanych, oczywiście tam, gdzie są hulajnogi. Ministerstwo Infrastruktury, które przygotowało przepisy, musiało sobie zdawać sprawę z tego, że nic z niego nie wyniknie, podobnie jak posłowie w Sejmie. Ale takie prawo uchwalono, żeby w razie czego mieć czyste sumienie.
Martwe prawo, które jest powszechnie łamane, a odpowiednie organa państwowe nie są w stanie go wyegzekwować, jest prawem szkodliwym, społecznie demoralizującym. Już lepiej, żeby go wcale nie było.




















