Najdroższe święta w historii

0
REKLAMA

Ale Boże Narodzenie to nie tylko wydatki na żywność. To także okres robienia sobie prezentów. I tu także sytuacja nie wygląda różowo. Po pierwsze mamy problem z dostępnością wielu towarów, choćby zabawek. Nie odkryję Ameryki pisząc, że większość zabawek i w ogóle najpopularniejszych prezentów to produkcja Azji, głównie Chin. A tu wciąż mamy problemy związane z COVIDEM. Nie dość, że w wielu przypadkach przemysł nie nadgonił jeszcze opóźnienia związanego z przerwą z początku pandemii, to jeszcze mamy nowe kłopoty. Kolejne fale zakażeń ograniczają produkcję, hamują transport, słyszeliśmy choćby o zamknięciach chińskich portów. W dodatku koszty transportu mocno poszły w górę i ostatnie korekty cen niewiele tu zmieniają. Na domiar złego złoty jest wyraźnie słabszy – prawie o czterdzieści groszy do dolara – niż rok temu, a handel z Azją rozliczamy praktycznie tylko w USD. Efekt? Wiadomy. Braki towarów, problemy z transportem i wyższy kurs powodują wzrosty cen.

Jakieś dobre informacje? Po pierwsze mam nadzieję, że jednak handel, cały czas odrabiający zeszłoroczne problemy, zdecyduje się na zejście z marż i ograniczy w ten sposób wzrost cen prezentów. Zresztą chyba było to już widoczne w okresie Black Friday. I po drugie, nie będzie pustych półek. Piszę o tym, bo kilka tygodni temu pojawiły się alarmistyczne tytuły w mediach. Wybór będzie duży, będzie co kupować. Choć faktem jest, że czasem możemy nie dostać tego, co akurat sobie wymarzyliśmy.
Aha, i benzyna potanieje. Olej napędowy też. Tarcza antyinflacyjna plus spadek cen na rynkach światowych zrobią swoje. Będziemy wyraźnie poniżej 6 złotych za litr. Oczywiście pod warunkiem, że coś nas znowu nie zaskoczy.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze