Stopy bez zmian

0
Marek Zuber
REKLAMA

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła w lutym stóp procentowych. I dokładnie tego większość z nas oczekiwała.
Lutowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej prawie nikogo nie zaskoczyła. Nawet tych, którzy uważają, że stopy powinny jeszcze wzrosnąć. Jeśli czytacie Państwo moje felietony, to wiecie, że miesiącami nie zgadzałem się z tym, co mówił Adam Glapiński, prezes NBP, szczególnie w kontekście inflacji. Ale podobnie jak i obecna większość RPP, uważam, że stóp się już podnosić nie powinno. Przynajmniej na razie, bo oczywiście potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której znowu pojawią się jakieś (dzisiaj mało prawdopodobne) czynniki jej wzrostu. Sytuacja na Ukrainie, napięcia Chiny – Tajwan, albo coś, co w ogóle dzisiaj nie przychodzi nam do głowy. Jak już niedawno pisałem, na razie zewnętrzne czynniki sprzyjają redukcji inflacji i tak samo oddziaływują czynniki wewnętrzne, na czele ze spadkiem realnych wynagrodzeń.

Oczywiście styczeń i luty będą prawdopodobnie miesiącami wzrostu inflacji. Państwo czytając ten tekst znacie już inflację styczniową, ja jeszcze nie znam tych danych. Jednak nie zmienia to faktu, że potem powinna ona spadać i to dość wyraźnie. Także ze względu na efekt bazy, czyli na to, że będą „wyskakiwały” nam złe dane z kolejnych miesięcy 2022 roku, a w to miejsce będą wchodziły znacznie lepsze, jak sądzę, dane za rok 2023. Pytanie tylko, do jakiego poziomu dojdziemy w tym roku? I czy wystarczy to na rozpoczęcie procesu obniżania stóp procentowych?
No właśnie. To parę zdań o tym i o ostatniej konferencji prasowej Glapińskiego. Po pierwsze, wreszcie szef NBP zaczął być nieco bardziej ostrożny w kwestii tego, co może się stać ze stopami procentowymi w najbliższych miesiącach. Z jednej strony wyraźnie powiedział, i dobrze, że nie można ogłosić końca podwyżek stóp, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Pełna zgoda, jakąś furtkę trzeba sobie zostawić. Choć oczywiście można ogłosić koniec podwyżek, a potem stopy podnosić. Ale zawaliłoby to i tak już naruszoną wiarygodność NBP. A ona naprawdę, uwierzcie mi Państwo, ma znaczenie. Także w kontekście walki z inflacją.

REKLAMA (3)

Glapiński zdecydowanie odciął się też od słów Morawieckiego, który kilka dni wcześniej powiedział, że stopy procentowe powinny pod koniec roku spadać. Szef NBP wyraźnie stwierdził, że o tym decyduje RPP, a nie szef rządu. I dobrze, że tak jednoznaczny sygnał padł.
Z drugiej strony Adam Glapiński niepotrzebnie dość precyzyjnie określił, do jakiego poziomu inflacja może spaść na koniec roku. Czyli jego zdaniem do 6%. Jest prezesem NBP i jeśli się pomyli, będzie mu to przypomniane. Takie precyzyjne prognozy możemy mieć my, analitycy, ekonomiści rynkowi, bo nie reprezentujemy oficjalnego państwowego podmiotu. A tym bardziej NBP. Tak na marginesie osobiście uważam, że zejście w grudniu w te okolice jest wersją optymistyczną, ale nie nierealną. Jeśli, jeszcze raz muszę to napisać, nic nas znowu nie zaskoczy.
No i niestety była to kolejna konferencja Glapińskiego, na której pojawiły się tezy nieprawdziwe albo nieprecyzyjne. Na przykład ta, że RPP zgodnie ze swoją polityką nie wpływa na kurs złotego. A koniec 2020 roku i interwencje w celu osłabienia polskiej waluty? Podobnie jest z po raz kolejny powtarzanym zdaniem, że inflacja przyszła do Polski z zewnątrz. Tak przyszła, ale nie w całości.

REKLAMA (2)

Moim zdaniem stopy mogą być obniżone dopiero wtedy, kiedy wskaźnik CPI spadnie odczuwalnie poniżej stopy referencyjnej, czyli poniżej 6,75%. Czyli super optymistyczna wersja to koniec 2023 roku. Ale naprawdę sam koniec, czyli listopad – grudzień. Jednak raczej zakładałbym początek 2024 roku. To z kolei oznacza, że oprocentowanie kredytów mocniej może spaść najwcześniej pod koniec 2023 roku. Oczywiście mówię o kredytach opartych o stawkę WIBOR 3M lub dłuższy. Bo wtedy w „cenach” będą obniżki z początku 2024 roku. Jeśli ktoś będzie miał kredyt oparty na WIRON-ie, to oprocentowanie spadnie mu dopiero po obniżeniu stóp procentowych. I to niekoniecznie od razu. Pisałem o tym kilka tygodni temu.
Warto jeszcze wspomnieć, że Komisja Nadzoru Finansowego obniżyła wymogi dotyczące liczenia zdolności kredytowej. Ale zmiany nie są rewolucyjne. I moim zdaniem nie wprowadzą istotnych zwrotów na rynku. W porównaniu do sytuacji z połowy 2021 roku zdolność kredytowa dalej będzie niższa mniej więcej o połowę. Musimy poczekać do czasu, kiedy mocniej spadną stopy procentowe, a to w praktyce oznacza, że 2023 rok żadnego boomu kredytowego nie przyniesie. A i początek 2024 roku też nie będzie oznaczał masowego rzucania sią na kredyty hipoteczne. Najbliższe kwartały będą zatem okresem zahibernowania rynku mieszkaniowego w Polsce. Coś może pomóc nowy rządowy program dopłat do oprocentowania kredytów. Ale zobaczymy, jak będzie wyglądał w praktyce.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze