Nieoczekiwane skutki pandemii

0
REKLAMA

Oczywiście wzrost cen nie wynikał tylko z chęci wygenerowania wyższego zysku na zasadzie: skoro płacą, to czemu nie?! Obiektywnie rosły koszty, a prąd i praca to najważniejsze z nich. I na ten aspekt chciałem w sposób szczególny zwrócić uwagę w kontekście koronawirusa. Otóż pandemia doprowadziła do dodatkowego zamieszania. Osoby sprzątające, kucharze, kelnerzy, generalnie wszyscy pracownicy niedziałających lokali gastronomicznych, nie mając wyjścia szukali innej pracy. Oczywiście część gastronomii dostała sowitą pożyczkę z tarczy 1.0, którą teraz będzie można w znacznej części umorzyć, jeżeli nie zmniejszyło się poziomu zatrudnienia. Ale nie dotyczyło to tych, którzy zatrudniali na umowy śmieciowe. A ich wciąż jest sporo. Tak czy inaczej duża grupa osób związanych poprzednio z gastronomią ma już nowe zajęcie. Często ciekawsze i lepiej płatne. Efekt? Totalny brak pracowników. Znam bardzo wielu właścicieli różnego rodzaju zakładów gastronomicznych i tylko kilku z nich nie ma problemu z obsadą.

Ale biznes musi hulać! Żeby przyciągnąć pracowników będzie się podnosić wynagrodzenia. I to wyraźnie. W dodatku prąd od pierwszego stycznia znowu podrożał, znowu, bo wzrost cen obserwujemy od lat, tyle tylko, że gospodarstwa domowe i małe firmy objęte były wsparciem w tej kwestii. Rosną inne koszty, nakładane są kolejne opłaty. Myślicie Państwo, że nowy sposób liczenia składki zdrowotnej, jeśli wejdzie w życie, nie wpłynie na wzrost cen? Oczywiście, że wpłynie, pytanie tylko, w jaki sposób i w jakich obszarach. Przecież pracownik, który na rękę dostanie mniej zawalczy o podwyżkę, a przedsiębiorca funkcjonujący jako jednoosobowa działalność gospodarcza będzie chciał, żeby zostawało mu tyle, ile poprzednio.

REKLAMA (3)

Zmierzam do tego, że najbliższe miesiące i kwartały będą oznaczały w wielu segmentach wzrosty cen. A szczególnie będzie to dotyczyło gastronomii. I nie mam tu na myśli tylko regionów ściśle turystycznych. Ceny w restauracjach, barach, czy kawiarniach jeszcze bardziej zbliżą się do tego, co widzimy we Francji, czy w Hiszpanii.
Tak na marginesie, skoro już zacząłem wywód od miejsc atrakcyjnych turystycznie, to myślę, że w wielu takich miejscach, choć z pewnością nie wszędzie, odbywa się teraz pewnego rodzaju testowanie cen. Branża turystyczna z pewnością jest potwornie wymęczona pandemią, część osób chciałoby odrobić straty wyższymi cenami. Obserwujemy zatem testowanie maksymalnej granicy, na którą Polacy się zgodzą. Polacy, bo turystów zza granicy póki co nie ma. Widziałem to dobitnie w weekend w Krakowie. Choć z tym wymęczeniem i stratami to też nie wszędzie jest tak samo. Gastronomia nad morzem działa w zasadzie przez góra trzy miesiące letniego sezonu. A ten w zeszłym roku wcale tragiczny, delikatnie mówiąc, nie był.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze