Kiedy słyszę o obniżaniu podatków, albo wprowadzaniu takich rozwiązań, dzięki którym więcej nam w kieszeni zostaje, to z reguły się cieszę. Należę do tych, którzy uważają, że każdy obywatel w większym, niż mniejszym stopniu powinien decydować, na co wydawane są jego pieniądze. Oczywiście mam świadomość zadań państwa, uważam, że powinno ono oferować znacznie więcej, niż tylko na przykład finansowanie bezpieczeństwa zewnętrznego. Ale model, w którym społeczeństwo płaci relatywnie wysokie podatki w zamian za co otrzymuje zestaw „darmowej” oferty publicznej jest mi jednak mniej bliski, niż sytuacja w której więcej zostaje nam w kieszeni i sami decydujemy z czego chcemy skorzystać, a z czego nie, albo to kupując, albo nie decydując się na zakup.
Tak czy inaczej, obniżenie stawki PIT w pierwszym progu podatkowym o jeden punkt procentowy mnie cieszy. Oczywiście z tego tytułu jakoś szczególnie się nie wzbogacimy, ale zawsze jest to coś. W przypadku wynagrodzenia brutto na poziomie 3500 PLN, według moich szacunków jest to obecnie wynagrodzenie, które statystycznie jest najczęściej spotykane w gospodarce, oszczędności będą na poziomie około 50 PLN miesięcznie. Czyli około 600 PLN rocznie. Jeśli dodamy do tego wyższe koszty uzyskania przychodu, to w przypadku takiego wynagrodzenia oszczędności mogą nawet wyraźnie przekroczyć 1000 PLN rocznie.
Wróćmy jednak do obniżenia PIT. Cieszę się na tę decyzję, ale mam jednak kilka „ale”. Po pierwsze, nie jest to zmiana, która dotyka tylko budżetu centralnego, a przecież to władze centralne o jej wprowadzeniu decydują. Samo w sobie nie jest to jeszcze niczym dziwnym. Jednak fakt, że nie było słychać o szerokich konsultacjach tego projektu może martwić. Głównie pod kątem funkcjonowania samorządów. Całkowity ubytek dla finansów publicznych, z racji wprowadzanych zmian, ma wynieść w roku 2020 około 10 mld PLN. Jednak prawie połowa z tego to „straty” samorządów. PIT jest bowiem istotnym źródłem ich dochodów. Możemy oczywiście mówić, że część tych pieniędzy w taki, czy inny sposób do samorządów trafi, ale tak czy inaczej niższe dochody, szczególnie w pierwszym roku po wprowadzeniu zmian, będą faktem. To już zresztą kolejna decyzja, która powoduje uszczuplenie dochodów samorządowych. O niektórych, na przykład o ograniczeniach dotyczących zwrotu podatku VAT przy inwestycjach, niespecjalnie dużo się mówiło. W przypadku Krakowa to ostatnie oznacza około 100 mln PLN mniej w 2018 roku w budżecie miasta. Mamy zatem sytuację, że rząd decyduje o zmianach, chwali się nimi, wprowadza je z mocną kampanią przed wyborami, ale negatywne konsekwencje w dużej mierze spadają na kogoś innego.
Po drugie, od trzech lat mówi się o gruntownych zmianach systemu podatkowego, tymczasem obniżenie PITu bardziej wygląda na podyktowaną chwilą decyzję polityczną, niż na część większej koncepcji. Nie twierdzę, że jest to nieprzemyślane działanie tylko „pod wybory”. Ale z pewnością trudno tu mówić o całościowej reformie. Obniżenie podatku PIT o jeden punkt procentowy nie jest także rewolucją, jeśli chodzi o ograniczenie klina podatkowego w Polsce. To po prostu zbyt mała różnica, biorąc pod uwagę całkowite koszty pracy, żebyśmy mogli mówić o poważnych zmianach. A takich spodziewaliśmy się po zapowiedziach z zeszłego roku.
No i wreszcie to rozwiązanie nie jest czynnikiem zmiany rzeczywistości, w której zarabiający więcej płacą relatywnie mniejsze podatki, niż zarabiający mniej. W przestrzeli publicznej sporo się na ten temat mówiło w ciągu ostatnich 2 lat. Jest to dzisiaj zresztą problem ogólnoświatowy. Mówię oczywiście o płaceniu podatków w ujęciu procentowym w stosunku do przychodów. Nie twierdzę, że należy w Polsce podnieść podatki dla lepiej zarabiających. Chodzi mi o to, aby zarabiający więcej nie płacili de facto mniej, niż zarabiający najmniej. A jeśli już, to aby działo się to dlatego, że ich decyzje wykorzystujące na przykład możliwe ulgi i odpisy podatkowe działały pozytywnie na polską gospodarkę.
A zatem cieszmy się, że mniej zapłacimy. Ale miejmy świadomość, że z punktu widzenia funkcjonowania całych finansów publicznych i ogólnie gospodarki, ta zmiana nie jest żadnym nowym otwarciem.
Obniżenie PIT
REKLAMA
REKLAMA




















