Trudno też jednoznacznie stwierdzić, czy słuszny jest pogląd Edgara Vincenta D’Abernon, który twierdzi, że bitwa pod Warszawą w sierpniu 1920 roku była osiemnastą bitwą w dziejach, która zadecydowała o ocaleniu Europy.
Nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo 15 sierpnia, a ściślej polska kontrofensywa, która rozpoczęła się 16 sierpnia i odepchnęła nacierające na Warszawę dywizje Tuchaczewskiego, było zwycięstwem decydującym w tej wojnie i pierwszym w takiej skali polskim zwycięstwem co najmniej od czasów bitwy pod Wiedniem.
„Bitwa warszawska została rozegrana w czterech odrębnych odsłonach w czterech różnych sektorach; na przyczółku wiślanym, nad Wkrą, nad Wieprzem i na granicy pruskiej. Każda z części tej bitwy stanowiła element spójnej całości.” (Norman Davies, „Orzeł biały, czerwona gwiazda”, Kraków, 1997 r.). Decydująca jednak była bitwa na przyczółku wiślanym, czyli obrona Warszawy przed nacierającą od wschodu Armią Czerwoną, mniej więcej na linii Radzymina, i polskie kontruderzenie z rejonu Dęblina na rozciągnięte na bardzo szerokim froncie i docierające już do Płocka i Włocławka dywizje sowieckie. Głównodowodzący po stronie polskiej Józef Piłsudski musiał rozstrzygnąć istotny dylemat: skąd wziąć żołnierzy, aby wykonać kontruderzenie, a nie doprowadzić do załamania obrony?
Wydawało się, że dobrze umocniony i dowodzony przez doświadczonego generała Franciszka Latinika odcinek warszawski musi wytrzymać kilkudniowe natarcie, ale wobec olbrzymiego politycznego, moralnego i psychologicznego znaczenia Warszawy, w dniach 12‑15 sierpnia właśnie na przedpolach stolicy, pod Radzyminem i Ossowem, doszło do najbardziej dramatycznych wydarzeń związanych z tą wojną. Gen. Latinik prosił Józefa Piłsudskiego o przesunięcie natarcia o jeden dzień, z 17 na 16 sierpnia. Radzymin przechodził z rąk do rąk, na stolicę nacierało od północy i wschodu pięć armii sowieckich, a na południu frontu działała względnie słaba grupa mozyrska.
W samej Warszawie, gdzie od 12 sierpnia słychać było narastający huk armat od strony Radzymina, nastroje były zmienne: od patriotycznej aktywności do apatii. 13 sierpnia Warszawę opuściły zagraniczne misje dyplomatyczne, z wyjątkiem nuncjusza papieskiego, tytularnego arcybiskupa Lepanto Achillego Ratti (późniejszego Papieża Piusa XI), który ogłosił, że o zwycięstwo Polski będzie się modlił w Warszawie, i ambasadora Włoch oraz misji międzysojuszniczej. Pojawiły się głosy żądające dymisji Piłsudskiego i zmiany sposobu prowadzenia wojny. W niedzielę 15 sierpnia napływające spod Radzymina i z całego frontu wiadomości nie były najlepsze, kolejne oddziały ochotnicze maszerowały na front, decydowały się losy Warszawy, Polski, być może Niemiec i reszty Europy.
„Zażarte walki trwały do wieczora. Mokre przechodziło z rąk do rąk. Ostatecznie pozostało w rękach polskich… Dzień 15 sierpnia dobiegał końca. Było to święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Tłumy warszawiaków od tygodni w przepełnionych kościołach i w niezliczonych procesjach błagały Boga o zwycięstwo nad bolszewikami. Jeszcze nie wiedziały, że ich modlitwy zostały wysłuchane.” (Mieczysław Pruszyński, Wojna 1920”, Warszawa, 1999 r.).
16 sierpnia ruszyła znad górnego Wieprza decydująca ofensywa polska. Ten kontratak, kierowany osobiście przez Piłsudskiego, zmusił kolejne armie sowieckie do coraz szybszego odwrotu i tym samym przesądził o losach wojny. Armia Czerwona zmuszona została nie tylko do odstąpienia od szturmowania Warszawy, ale do ucieczki.
Ocalenie Europy?
REKLAMA
REKLAMA




















