Od kilku dni trwa histeryczna nagonka na Lecha Wałęsę. Jeszcze dokładnie nie wiadomo, co jest w tych teczkach, czy są to materiały autentyczne, jaki jest ich kontekst, o co tam chodzi, jeszcze nie sprawdzono dokładnie zawartości teczek, ale nagonka ruszyła. Biorą w niej udział zasłużone w opluwaniu Wałęsy pisowskie media, pisowska telewizja, politycy obozu katoprawicy, zawodowi opluwacze i notoryczni oszczercy, pseudohistorycy i obłudnie „bezstronny” jak Piłat umywający ręce (on tylko ujawnia materiały) p. Kamiński. „Zawartość szafy Kiszczaka uruchomiła medialny i polityczny sabat. TVPiS zmieniła ramówkę, by ostatecznie upokorzyć Lecha Wałęsę…Wstający godnie z kolan minister Waszczykowski spieszy informować cały świat, że Wałęsa mógł być marionetką sterowaną i że niektóre decyzje podejmowane wtedy ciągle rzutują na współczesność. Tak się przeprowadza <redystrybucję godności>. Prezydent Duda z dziką satysfakcją mówi, że to właśnie jest III RP…Teraz Duda pragnie być uosobieniem powagi i majestatu Rzeczypospolitej, ale pozostaje uosobieniem Andrzeja Dudy”. (Jarosław Kurski, „Był Wałęsa i jest Duda”, „Gazeta Wyborcza” z dn. 20‑21 02 2016 r.).
Nie jest to nagonka nowa i nie ma w niej żadnych nowych elementów. Ta nagonka trwa od czasu, gdy Lech Wałęsa wyrzucił Kaczyńskich ze swojej kancelarii za intryganctwo i nielojalność. Tak samo jak później Jerzy Buzek za to samo wyrzucił z rządu Lecha Kaczyńskiego. Wyrzucanie Kaczyńskiego jest znakiem patriotyzmu i skończy się ostatecznym wyrzuceniem go z polityki w hańbie, na jaką solidnie zapracował.
Od tamtego czasu, czyli początku lat dziewięćdziesiątych i palenia kukły Lecha Wałęsy przez Kaczyńskiego, Macierewicza itp., trwa próba zdyskredytowania polskiego noblisty i podstawienia w to miejsce kogoś innego. Jarosław Kaczyński postanowił, że to Lech Kaczyński ma być symbolem NSZZ „Solidarność” i narodowym bohaterem, którym nigdy nie był i nie będzie, choćby pisowcom korzystającym z chwilowej koniunktury udało się zeszpecić cały kraj jego pomnikami. Twierdzenie, że Lech Kaczyński jest większą postacią niż Lech Wałęsa, to zwyczajne fałszowanie historii, tak jak komuniści chcieli, aby symbolem chłopów był nie Witos, a Szela. Negatywną rolę odegrał w tym tworzeniu fałszywego kultu kard. Dziwisz, przez decyzję o pochówku na Wawelu wpisując się w fatalną rolę Kościoła w najnowszej historii Polski.
W szafie Kiszczaka raczej nie ma żadnych nowych materiałów i najpewniej rzecz cała wygląda tak, chociaż być może jest to wersja bardzo uproszczona, że Lech Wałęsa zgodził się na jakąś formę współpracy z SB w latach siedemdziesiątych, a potem tę współpracę zerwał i swoją bohaterską postawą, rozsądkiem i wyczuciem politycznym doprowadził do powstania i zwycięstwa Solidarności, a następnie do wolnej i niepodległej Polski. W myśl prawa (ustawa o IPN) w takiej sytuacji nie można mówić o współpracy i należy mu się status pokrzywdzonego. Wielu bohaterów, a nawet świętych Kościoła miało podobne życiorysy i dlatego obecna nagonka lizusów Kaczyńskiego to zwykła walka polityczna i kolejny rzut politycznej podłości.
I jeszcze jedno. Zwracam się do tych, którzy tego nie mogą pamiętać. Kochani, przyglądajcie się uważnie – tak właśnie wyglądał Marzec ‚68. Wtedy fala antysemityzmu, dziś opluwania twórców i bohaterów niepodległej, demokratycznej Polski. Wtedy w służbie politycznych interesów Moczara, dziś Kaczyńskiego. Do historii przejdą nazwiska Dudy, Waszczykowskiego, Kamińskiego (tego od IPN), ale nie tytułem ich dokonań, bo tych nie mają, ale jako „bohaterów” opluwania i szkalowania Lecha Wałęsy, którego wielkości i zasług dla Polski i świata żaden Duda ani nikt w tym rodzaju nie jest w stanie pomniejszyć.
Opluwanie Wałęsy
REKLAMA
REKLAMA




















