PiS przeciwko Unii (oczywiście Unii Europejskiej) i jest to stały element pisowskiej polityki zagranicznej. Jeśli w ogóle o tym, co ta ekipa wyprawia w obszarze międzynarodowym, można i warto mówić jako o polityce zagranicznej. W rzeczywistości wszystko, co pisowskie – a więc także polityka zagraniczna – jest podporządkowane utrzymaniu władzy, całej moralnej, intelektualnej i politycznej nędzy tych ludzi. Oni dobrze wiedzą, co oznacza utrata władzy i związanych z nią przywilejów. I nie chodzi tylko o gigantyczne bogactwa, jakie ludzie „dobrej zmiany” zgromadzili dzięki dorwaniu się do rządów, ale o zapewnienie bezkarności. Pojawiło się nawet pojęcie „milionerów” – chodzi o dużą grupę dygnitarzy reżimu, którzy obsiedli spółki Skarbu Państwa, przeróżne fundusze, fundacje, instytuty i różne wysokie stanowiska w gospodarce i jej pobliżu, w polityce, mediach itp. Pisowscy „milionerzy” – czyli ludzie, których osobisty majątek za rządów „dobrej zmiany” przekroczył milion złotych – dobrze wiedzą, że koniec pisowskich rządów to nie tylko koniec ich szybkiego bogacenia się, ale prawdopodobnie konieczność wyjaśnienia, w jaki sposób tak bardzo i szybko wzbogacili się, i być może oddanie do budżetu tego, co dzięki politycznemu lizusostwu zdobyli? Dlatego najważniejsza dla pisowców jest polityka wewnętrzna – czyli walka z demokratyczną opozycją – a polityka zagraniczna jest traktowana jak obszar drugorzędny i wtórny. Świadczą o tym między innymi dyletanci na stanowiskach ministrów spraw zagranicznych pisowskich rządów, począwszy od słynnej p. Fotygi, poprzez Waszczykowskiego, Czaputowicza, po p. Raua.
Odzyskanie niepodległości i odbudowanie demokracji w 1989 roku oznaczało dla Polski w pierwszym rzędzie przystąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Były to podstawowe cele w zasadzie całej opozycji demokratycznej w czasach PRL, gdyż definitywnie wyrywały nasz kraj z rosyjskiej i sowieckiej strefy wpływów, gwarantowały wolność i rozwój ekonomiczny. Przystąpienie do NATO i Unii to obok powstania NSZZ „Solidarność” w 1980 r. i odzyskania wolności w 1989 roku najważniejsze wydarzenia w najnowszej historii Polski. Porównywalne z odzyskaniem niepodległości i odbudowaniem państwa w latach 1918‒20. Tak jak politycy polscy bezbłędnie wykorzystali pomyślną koniunkturę po zakończeniu I wojny światowej, tak samo ich następcy potrafili wykorzystać wyjątkową koniunkturę po osłabieniu i w efekcie rozpadzie Związku Sowieckiego. Przyjęcie naszego kraju do Unii było wydarzeniem wyjątkowym, bo ugruntowało naszą obecność w wielkiej rodzinie europejskich narodów i demokratycznych państw. Było wypełnieniem testamentu wielu pokoleń bojowników o wolność, powstańców, poetów, ludzi poświęcających się na rzecz najpierw odzyskania niepodległego, wolnego państwa, a następnie zabezpieczenie tej wolności poprzez włączenie Polski do sojuszu europejskich wolnych państw i narodów. Taką organizacją jest Unia Europejska, jedyna organizacja, która gwarantuje na naszym kontynencie pokój, wolność, demokrację i dobrobyt. Jest to jeden z niepodważalnych aksjomatów naszej polityki zagranicznej, którego nikt rozumny nie ośmielił się zakwestionować. Marginalne grupki kwestionujące nasze przystąpienie, a następnie obecność w Unii, były traktowane jako wariacki margines lub organizacje agenturalne, najpewniej finansowane i sterowane z Moskwy.
Dopiero dojście do władzy partii nacjonalistów i religijnych fanatyków, jaką jest PiS, zmieniło tę sytuację. Pisowcy – jak wszyscy nacjonaliści – nienawidzą przede wszystkim wolności, praworządności i demokracji, gdyż utrudniają im sprawowanie dyktatorskiej władzy. Dlatego bardzo silnie zwalczają zarówno samą Unię, jak i obecność Polski w UE. Wielokrotnie niezależne media przypominały wypowiedzi pisowskich liderów, którzy porównywali Unię do Związku Sowieckiego a także do obcej okupacji i bredzili o zagrożeniu dla Polski, jakie płynie z Brukseli. I o tym, że Unia jest wrogiem Polski oraz stanowi zagrożenie dla naszej niepodległości, jest kierowana przez polityków niemieckich, właściwie jest przybudówką Berlina, a wyroki tzw. tk p. Przyłębskiej są ważniejsze niż wyroki sądów unijnych. Oznacza to, że Polska nie musi wyroków unijnych sądów respektować, co jest właściwie odrzuceniem naszego członkostwa w Unii i faktycznym wyjściem z tej organizacji, czyli polexitem. W ostatnim czasie antyunijna retoryka pisowców uległa dalszemu zaostrzeniu. Odwołanie Konrada Szymańskiego i zastąpienie go p. Szynkowskim vel Sękiem, doskonałym ministrem ds. polexitu, znanym z nienawiści do Unii, jest kolejnym przykładem zwiększenia w PiS-ie wpływów antyeuropejskiej grupy Ziobry. Zmianom tym towarzyszą pełne zachwytu okrzyki ludzi związanych z Ziobrą i zapowiedź „twardego kursu” wobec Unii, chociaż nie bardzo wiadomo, co jeszcze można „utwardzić” w tej mieszaninie niekompetencji, dewocji i szowinizmu, jaką jest polityka zagraniczna „dobrej zmiany”.
Jeżeli p. Szymański, uchodzący za człowieka Morawieckiego, miał reprezentować proeuropejskie odchylenie i w przeciwieństwie do Ziobry kurs „miękki”, to warto przypomnieć, że kilka dni temu Morawiecki udał się do Madrytu na zjazd nacjonalistycznej i wrogiej Unii partii Vox, wprost nawiązującej do najgorszych tradycji hiszpańskiego nacjonalizmu raz przemocy, gdzie dukającym angielskim wygłosił agresywne, antyunijne przemówienie. Po raz kolejny potwierdzając wrogość pisowców do Unii: „Unia Europejska chce odwrócić się plecami do tradycji i przez lata była prowadzona cicha wojna w Europie przeciwko wartościom. Niewielka liczba biurokratów w Brukseli uważa, że może tworzyć Europę, ale się mylą. Biurokraci europejscy rozszerzają swoje kompetencje bez jakichkolwiek podstaw traktatowych, nie możemy na to pozwolić, w ten sposób będą w stanie tak naprawdę stworzyć transnarodową bestię, bez faktycznych i tradycyjnych wartości, bez duszy. Jestem zadowolony, że wiele narodów podnosi się i zaczynają one rozumieć, że Europa powinna być uwolniona i bezpieczna od swoich grabarzy, biurokratów” (TVN24 i Świat, 9.10.2022 r.). Te przygnębiające brednie to jest język, jakim dziś przemawia premier pisowskiej Polski – wstyd i hańba. Ci „biurokraci” to demokratycznie wybrani przywódcy zjednoczonej Europy. Pan Morawiecki ma do powiedzenia to samo, co inni nacjonaliści: rasizm, nienawiść do inaczej myślących (szczególnie społeczności LGBT), zmuszanie kobiet do rodzenia śmiertelnie chorych i kalekich dzieci, pogarda dla uchodźców, przemoc różnych sfanatyzowanych bojówek, fałszowanie historii, nietolerancja, religijny fanatyzm, pogarda dla nauki objawiająca się kokietowaniem antyszczepionkowców. Jeżeli tak ma wyglądać proeuropejska część PiS-u, to trudno zrozumieć, czym różni się ona od antyeuropejskich ziobrystów? Na hiszpańskim zlocie nacjonalistów przemawiał także bożyszcze nacjonalizmu i nieuctwa, p. Trump, który ma duże doświadczenie w nieuznawaniu wyborczej porażki i namawianiu do fałszowania wyborów oraz organizowania burd i rozruchów. Może się to doświadczenie w szturmie na Kapitol i uruchamianiu politycznej nienawiści bardzo przydać pisowcom. Trump na pewno nie słyszał o Gomułce, ani Goebbelsie, ale i jeden i drugi zapowiadali, że żadna demokratyczna procedura raz zdobytej władzy ich nie pozbawi. Nienawiść do Unii jest istotą reżimu nacjonalistów, gdyż oni jako jedyni patrioci, obrońcy prawdy i cywilizacji europejskiej nie mogą zważać na takie drobiazgi jak zmienne nastroje wyborców. Władza im się należy na zawsze, bo nikt inny nie jest jej godzien, sprawowanie rządów i korzystanie z możliwości państwa (także materialnych) im się po prostu należą. Tylko oni bronią narodów przed wyzyskiem, zgnilizną moralną, cywilizacją śmierci, a jeśli tak się zdarzy, że jakiś naród nie chce takich obrońców, to tym gorzej dla niego. Z grubsza to samo głosi Putin i dlatego mimo różnicy zdań np. na temat Ukrainy, w najlepszym razie rosyjski nacjonalizm to tylko grypa, a Unia Europejska to gruźlica.
Na sukcesy ukraińskiej kontrofensywy Putin odpowiada terrorystycznymi nalotami bombowymi, wymierzonymi w ludność cywilną. Nie mają one żadnego znaczenia strategicznego. Gdyby znał historię, to by wiedział, że nawet naloty aliantów podczas II wojny, w których ginęło po kilkadziesiąt tysięcy ludzi w jednym mieście, niczego nie zmieniły i dziś uchodzą za przykład nieskuteczności i błędów militarnych. Ale sojusznicy Ukrainy podjęli decyzję, aby uniemożliwić Putinowi bezkarne mordowanie ukraińskich cywilów i niszczenie infrastruktury, do czego obecnie dochodzi w wielu miastach całej Ukrainy. Dlatego: ” Zachód chce wzmocnić obronę powietrzną Ukrainy, by uniemożliwić Putinowi dalsze terroryzowanie kraju rakietami. Zaczęła się nowa era – ocenił ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow. (…) USA zapowiedziały, że spróbują przyspieszyć dostawy dwóch systemów obrony powietrznej NASAMS. W dłuższej perspektywie mają przekazać sześć kolejnych. Pierwszy z czterech obiecanych systemów IRIS-T przekazali właśnie Niemcy. Holandia dostarczy Ukrainie pociski o wartości 15 mln euro. Gdy Ukraina otrzyma wystarczającą liczbę nowoczesnych i skutecznych systemów obrony powietrznej, kluczowy element rosyjskiego terroru – uderzenie rakietowe – przestanie działać – powiedział przywódcom G7 prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. (…) Coraz wyraźniejszy jest kontrast między szeroko wspieranym Kijowem a osamotnioną Moskwą, która wobec nieco zmęczonych awanturnictwem Putina Chin i Indii może liczyć na mocne wsparcie tylko trzymanej w żelaznym uścisku Białorusi.” (Maciej Czarnecki, „Zatrzymać rosyjski terror”, „Gazeta Wyborcza” z dn. 13.10.2022 r.). Ukraińscy żołnierze, zachodnia broń i myśl technologiczna, solidarność międzynarodowa to koalicja, z którą oszalały z nienawiści moskiewski tyran nie może wygrać i nie wygra.



















