Piętnaście lat w UE – wyzwania na przyszłość

0
Marek Zuber
REKLAMA

Pierwsza myśl, która pojawia się, kiedy myślimy o przyszłości naszego kraju w UE w kontekście ekonomicznym, to oczywiście kolejny budżet unijny. Jesteśmy właśnie w trakcie jego negocjacji. Negocjacje to proces, który był zawsze pilnie obserwowany przez media. Trudno się dziwić, miliardy euro, jakie potencjalnie możemy otrzymać, robią wrażenie na każdym. Nie inaczej jest tym razem. Oczywiście teraz dochodzi jeszcze kontekst polityczny, który, w zależności od strony sporu, jest w odpowiedni sposób nagłaśniany. Kwestia Konstytucji, niezależności sądów itd. Nie zmienia to jednak faktu, że liczymy na kolejne duże pieniądze. Trudno powiedzieć, ile ich będzie, ale prawdopodobnie będzie to ostatni budżet, w którym będziemy wyraźnie „do przodu”, uwzględniając nasza składkę.
Nie ma się, co dziwić, że przyszłość UE rozpatrujemy głównie w kontekście przyszłości Polski w UE. I tego, jaki to będzie miało wpływ na nas. Na przykład na naszą gospodarkę. Patrząc z tej perspektywy o jednym trzeba pamiętać. Stajemy się coraz bogatsi. Mało tego: wdzieramy się powoli w obszary, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla innych. Stajemy się konkurencją. I to realną konkurencją. Może jeszcze nie dla największych korporacji europejskich, ale dla mniejszych firm w wielu przypadkach z pewnością. Jeśli kiedykolwiek traktowano nas z jakimś sentymentem wynikającym choćby z upadku bloku sowieckiego, to te czasy minęły, albo mijają. Z biednego krewnego staliśmy się biznesowym realnym zagrożeniem. A zatem nikt nic nie da nam za darmo. O wszystko musimy walczyć tak, jak robią to inne kraje Unii. I nic w tym dziwnego.
Jednak, moim zdaniem, to patrzenie przez pryzmat tylko naszych interesów musimy poszerzyć. Powinniśmy coraz bardziej patrzeć na przyszłość Unii przez pryzmat całej naszej grupy państw, a nie tylko w kontekście Polski w tej grupie. Na świecie dzieją się bowiem rzeczy, które zmieniają porządek kształtowany przez dziesiątki lat. Jeszcze nie tak dawno włodarze unijni planowali, że w 2010 roku UE przegoni Stany Zjednoczone. Do tego się przecież sprowadzała Strategia Lizbońska. Nic z tego nie wyszło. Mało tego: USA „odjechały” Europie w ostatnim dziesięcioleciu, rozwijając się dwa razy szybciej od niej. Szczególnie widać to w odniesieniu do krajów strefy euro. Stany przodują w nowych technologiach, które decydują o rozwoju i o przyszłości gospodarki. Dość powiedzieć, że tylko na startupy wydaje się rocznie za oceanem 50 mld USD, w Europie – co najwyżej jedną piątą tej sumy. Czy to nie jest przejaw tego, gdzie jesteśmy? Ale nie tylko z USA musimy konkurować. Chiny, już niewiele tylko mniejsze od całej gospodarki UE, szybko zmniejszają różnice rozwoju, a w wielu branżach walczą jak równy z równym. Być może nawet na kilku poletkach zdobywają przewagę. W ogóle zresztą cała Azja jest wielkim wyzwaniem dla Europy. Jeśli się nie obudzimy, za piętnaście lat Europa zacznie się kojarzyć ze skansenem. Może jeszcze nie realnie, ale kierunek będzie jasny.
I to jest prawdziwe wyzwanie na najbliższe lata. Stary Kontynent wciąż dysponuje potężnym kapitałem. Według niektórych obliczeń większym, niż to, co jest skumulowane w Stanach Zjednoczonych. Ale tego kapitału nie udaje się uruchomić w taki sposób, żeby wspierał nowe. Nowe, czyli ryzykowne. Nowe, czyli przyszłość. Co zrobić, żeby zachęcić do ponoszenia większego ryzyka? Co zrobić, żeby nie bać się porażki, która niejako wpisana jest w obszar poszukiwań i wymyślania nowych koncepcji? Widzę to wyraźnie także w Polsce. Też się tego musimy nauczyć. Oczywiście my akurat wciąż nie dysponujemy wielkimi możliwościami. Brak kapitału to cały czas nasz problem. Ale to, co jest, czy raczej ci, którzy są, nie są skorzy do ryzyka. I wiem, co mówię. A to jedyna szansa rozwoju w dzisiejszych czasach.
A zatem wyzwanie dla Polski w kontekście UE na najbliższe lata jest znacznie poważniejsze, niż tylko negocjacje kolejnych miliardów euro na drogi czy bocznice kolejowe. Choć to oczywiście też jest ważne. Przyszłość to realne zaangażowanie się w zmiany, które muszą nastąpić w całej wspólnocie. Bo jeśli nie, to przegramy wszyscy. Nie tylko my Polacy, ale także my Europejczycy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze