PiS w opałach

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

PiS w opałach, i to poważnych, jest już od przegranych wyborów 15 października i utracie władzy w grudniu, ale dopiero w ostatnim czasie znalazł się moim zdaniem w sytuacji dodatkowo gorszej. Tak jak uważa się i w jakimś sensie jest to chyba słuszne, że kłamstwo smoleńskie stało się mitem założycielskim PiS-u i umożliwiło Kaczyńskiemu dorwanie się do władzy. Tak też ostateczne zdemaskowanie tego kłamstwa przez komisję gen. Stróżyka, powołanie zespołu prokuratorów do zajęcia się działaniami Macierewicza na przestrzeni ostatnich lat doprowadziło do tak poważnego zakwestionowania wiarygodności tej partii, smoleńskiej narracji, przywództwa Kaczyńskiego i uczciwości Macierewicza, co powinno doprowadzić do przegranych wyborów prezydenckich. Komisja gen. Stróżyka wykazała, że Macierewicz bezczelnie i cynicznie kłamał, a stopień tego zakłamania przekraczał wszelkie granice, preparował „dowody” potwierdzające wybuch i zamach, usiłował przekupić ekspertów, którym obiecał zapłatę, ale tylko za potwierdzenie wersji o zamachu. Wreszcie wydał ok. 80 milionów złotych z budżetu państwa na propagowanie kłamstwa, zatrudnianie i wypłacanie horrendalnie wysokich uposażeń grupie cwaniaków i oszustów, którzy z propagowania kłamstwa o zamachu i wybuchu dokonanego przez zbrodniczą ekipę Tuska w porozumieniu z rządem rosyjskim, a ostatnio także niemieckim, uczynili sobie sposób na życie. Nie tylko w sensie istnienia w obszarze publicznym jako „strażnicy pamięci ofiar i prawdy”, co było naigrywaniem się ze śmierci, ale także osiągnęli olbrzymie korzyści osobiste, jak wzbogacanie się i bezkarność oraz korzystanie z możliwości, jakie stwarzała autorytarna władza. Znieważaniem ofiar i rodzin, które nie godziły się na ekshumację szczątków, całkowicie zbyteczną, niebędącą w stanie niczego udowodnić, mającą jedynie stanowić tło dla komisji Macierewicza, zapracowanej i pochylonej nad losem ofiar „zamachu”. Wstępny raport komisji gen. Stróżyka, co widać po reakcjach przede wszystkim Kaczyńskiego, także Macierewicza i sparaliżowanych bezradnością i strachem przed reakcją Kaczyńskiego członków jego obozu, jest niepodważalny i stanowi dowód na kłamstwo, cynizm, korupcję i podłość pisowców.

Po dłuższym milczeniu Kaczyński wydał z siebie dość nieokreślony, pełen desperacji przekaz. Stwierdzając, że był wybuch i zamach, Macierewicz miał zawsze i ma nadal rację, raport komisji to kłamstwo, które nie zasługuje na uwagę, a tym bardziej na polemikę i on oraz cały PiS trwają niezłomnie przy Macierewiczu i jego prawdzie o „morderstwie smoleńskim”. Zamachu dokonał Tusk w porozumieniu z Putinem, czego ma dowodzić najazd Rosji na Ukrainę. Skoro Putin dopuścił się zbrodni w Buczy i innych miejscach, to także dopuścił się zbrodni w Smoleńsku. Właściwie jedynym materialnym dowodem na zamach i wybuch jest to, że ciała ofiar nie leżą w jednym miejscu, ale są porozrzucane, podobnie jak części wraku (wybuch w środku miał rozerwać kadłub). Po 14 latach badań, ośmiu latach pisowskich rządów, podczas których istniały wszystkie możliwości państwa do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, 14 latach prac komisji Macierewicza, Kaczyński używa argumentu znanego od pierwszego dnia katastrofy, czyli porozrzucanych ciał i części samolotu. Jest to przykład zupełnej desperacji i bezradności. Niczego nie udowodnili, nie przedstawili nawet cienia poszlak na zamach, okazali się grupą cwaniaków i oszustów, żerujących na śmierci i tragedii. Przez co najmniej 10 lat Macierewicz dochodził do prawdy, był jej coraz bliżej i za chwilę miał ogłosić ostateczny raport ukazujący prawdę i winnych. Nawet ogłosił, że Rosja nam wypowiedziała tym zamachem wojnę, jakaś analogia do zamachu w Sarajewie w 1914. A sam zamach został uzgodniony przez Putina i Tuska na molo w Sopocie, nie wiadomo, kiedy do tego zbrodniczego spisku przyłączyły się Niemcy. Dość groteskowe było powołanie się przez Kaczyńskiego na profesora Zbigniewa Brzezińskiego, który miał powiedzieć coś takiego, że gdyby Chiny zamordowały prezydenta Ameryki, to USA także nie ujawniłyby tego faktu. A w ogóle to przeciwnicy tezy o zamachu wybuchu są jak Stalin i jego sługusi, którzy przez wiele lat kwestionowali prawdę o Katyniu, broniąc sowieckiego kłamstwa. To może sugerować, że prawdy dowiemy się 50 lat po „zamachu” a więc w 2060 roku lub jeszcze później?

To bezsilne kłamstwo jest powtarzane w pisowskiej szczujni i mediach Rydzyka, a także przez pisowców. To też oznacza, że Kaczyński i PiS ogłosili swoją kapitulację i bezradność w obliczu dowodów przedstawionych przez komisję gen. Stróżyka, a katastrofa smoleńska przesuwa się w obszar mitologii i wyznania wiary. Dopóki Kaczyński będzie stał na czele PiS-u, deklarowanie wiary w tę brednię, a przynajmniej niepodejmowanie z nią polemiki, będzie warunkiem istnienia w PiS-ie. Ale to też oznacza, że ta brednia i sam Macierewicz gwarantują PiS-owi przegranie wyborów prezydenckich i w efekcie najpewniej koniec przywództwa Kaczyńskiego. Oczywiście to nie od premiera i polityków koalicji wolności i demokracji zależy działanie prokuratury. Myślę, że niezależna prokuratura przystąpi do działań mających na celu przedstawienie Macierewiczowi zarzutów karnych i postawienie go przed sądem wolnej, a nie pisowskiej Rzeczpospolitej. Zarzuty te powinny obejmować między innymi: niszczenie wywiadu i kontrwywiadu, rozbrojenie armii (zerwanie umowy o zakupie od Francji helikopterów Caracal), podejrzane i ukrywane przed służbami kontakty z Rosją (opisane szczegółowo między innymi w książkach red. Piątka), bezpodstawne oczernianie wielu zasłużonych dla Polski ludzi, w tym najwyższych urzędników państwowych. Proces i mam nadzieję wyrok skazujący Macierewicza będzie słuszną odpłatą, jaką powinien otrzymać od Polski za szkody, które wyrządził Polsce przez wiele lat swoich nikczemnych działań.

REKLAMA (2)

I jeszcze jeden mit, a mianowicie rozpowszechniany przez zwolenników tego osobnika pogląd, jakoby od zawsze był bohaterskim przeciwnikiem komunizmu, niezłomnym zwolennikiem sojuszu z Ameryką, zwolennikiem prozachodniej orientacji. To nieprawda – w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku był zwolennikiem zbrodniarza Ernesto Guevary (Che), w którego koszulce paradował, protestował przeciwko wizycie amerykańskich prezydentów w Polsce, aktywnie popierał komunistycznych, lewicowych partyzantów. Z Macierewiczem na pokładzie PiS żadnych wyborów już nie wygra, a Kaczyński nie może, nie potrafi i chyba nie chce przyznać się do błędu, wyrzucić Macierewicza i przeprosić. Byłby to najpewniej potężny wstrząs dla tresowanego w nienawiści elektoratu. Kaczyński zrobił więc to, co zawsze, do niczego się nie przyznał i ogłosił, że miał rację – Macierewicz i on to najwięksi polscy patrioci, katolicy, którzy niezłomnie bronią polskości i religii.

REKLAMA (3)

Kilka przykładów, dlaczego trzeba zreformować wymiar sprawiedliwości i czego bronią pisowcy: ”Dagmara Pawełczyk-Woicka, szkolna koleżanka Zbigniewa Ziobry, była sędzią w Sądzie Rejonowym Kraków-Podgórze i kilkakrotnie bez powodzenia starała się o awans do sądu wyższej instancji. Gdy Ziobro został ministrem sprawiedliwości, zrobił Pawełczyk-Woicką prezeską Sądu Okręgowego w Krakowie. Nękała niepokornych sędziów, którzy stawali w obronie praworządności, m. in. znienawidzonego przez rzecznika „starej” KRS sędziego Waldemara Żurka. Jarosław Dudzicz z Sądu Rejonowego w Słubicach dzięki protekcji Ziobry został prezesem Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim. Do posłanki Krystyny Pawłowicz, reprezentującej w KRS partię rządzącą, napisał: ”Melduję się na rozkaz. Służyć takiemu generałowi to czysta przyjemność i zaszczyt”. Dagmarę Pawelczyk-Woicką do neoKRS zgłosił jej konkubent Dariusz Pawłyszcze, którego Zbigniew Ziobro zrobił dyrektorem Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz delegował do orzekania w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie”. To tylko maleńka cząstka, jak wyglądają mianowani przez PiS „niezależni” sędziowie, których „nawet pół” nie odda Duda” (Andrzej Sikorski, „Neosędziowie pułapka Ziobry”, „Przegląd”, 16-22.09.2024 r.).

W wyborach prezydenckich zderzą się dwie Polski: wolna, demokratyczna i nacjonalistyczna, zniewolona kłamstwem. Wynik zależy od bardzo wielu czynników. Wydaje mi się, że po naszej stronie kandydatem będzie Trzaskowski, a po pisowskiej jakieś popychadło Kaczyńskiego, inny być nie może. „W dzisiejszej polityce zwycięstwo osiąga się tylko tytanicznym wysiłkiem, a wyniki – nawet jeśli wcześniej falujące – okazują się w końcu z reguły na styk, pół na pół. Taki remis jest także w Polsce, i to od dłuższego czasu. Zsumowane wyniki partii tworzących koalicję oraz połączone rezultaty PiS i Konfederacji dają w przeliczeniu na sejmowe mandaty niewielką przewagę raz jednym raz drugim. Wiele wskazuje na to, że te dwie Polski zetrą się w wyborach prezydenckich w podobnych proporcjach, bo dlaczego miałoby być inaczej. Dlatego nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte” (Mariusz Janicki, „Etap Prawdy”, „Polityka”, 23-29.10.2024 r.). Ale czas troszeczkę zapracował dla nas.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze